Nielegalne parkowanie tańsze niż legalne? Poseł punktuje absurdy i żąda zmian od ministra

2026-06-03 11:42

Parkowanie na chodnikach i trawnikach to zmora polskich miast. Luki prawne sprawiają, że nielegalny postój bywa tańszy i łatwiejszy niż ten zgodny z przepisami, a służby często mają związane ręce. Poseł Franciszek Sterczewski w interpelacji do rządu wskazuje, że obecne regulacje pochodzą z innej epoki i wymagają pilnej nowelizacji.

AI zdjęcie do artykułu

i

Autor: AI/ Wygenerowane przez AI AI wygenerowany obraz do artykułu
  • Obecne przepisy nie zakazują wprost parkowania na trawnikach, co w praktyce uniemożliwia skuteczne karanie kierowców.
  • Zaskakująco, opłata za nielegalny postój w strefie płatnego parkowania może być niższa niż koszt biletu parkingowego.
  • Zasada pozwalająca na parkowanie na chodniku pochodzi z 1967 roku i nie przystaje do dzisiejszych realiów oraz rozmiarów aut.

Bezkarność na trawnikach. Dlaczego służby mają związane ręce?

W swojej interpelacji poseł Franciszek Sterczewski zwraca uwagę na poważną lukę w prawie drogowym. Przepisy nie definiują pojęć „zieleń” czy „trawa”, przez co parkowanie na trawnikach formalnie nie jest zabronione. Straż miejska może interweniować jedynie na podstawie Kodeksu wykroczeń, który karze za „niszczenie lub uszkadzanie roślinności”.

Jak wskazuje poseł, w praktyce służby oczekują dowodu, że to konkretny pojazd doprowadził do zniszczeń. To sprawia, że po pierwszych uszkodzeniach trawnik traci ochronę prawną i staje się de facto legalnym parkingiem. W takiej sytuacji strażnicy nie mogą założyć blokady na koło, nałożyć punktów karnych, a odholowanie pojazdu jest niemal niemożliwe.

Nielegalne parkowanie się opłaca? Poseł wskazuje na paradoks finansowy

Kolejnym problemem, na który zwraca uwagę parlamentarzysta, jest ekonomiczna zachęta do łamania przepisów. W strefach płatnego parkowania postój poza wyznaczonym miejscem często kończy się nałożeniem „opłaty dodatkowej”, która bywa niższa niż koszt legalnego parkowania przez dłuższy czas.

Zdaniem posła procedura karna wobec sprawcy jest długa i pozwala na unikanie odpowiedzialności. Co więcej, mandat karny dotyczy samego czynu zatrzymania pojazdu, a nie czasu jego trwania. Oznacza to, że tygodniowy nielegalny postój może kosztować tyle samo co kilkuminutowy, co jest rażąco niesprawiedliwe wobec kierowców, którzy uczciwie płacą za parkowanie.

Przepis rodem z PRL-u. Jak prawo z 1967 roku niszczy polskie chodniki?

Poseł Sterczewski nazywa możliwość parkowania całym pojazdem na chodniku „historycznym reliktem”. Przepis ten, pochodzący z rozporządzenia z 1967 roku, powstał w zupełnie innych realiach, gdy ruch samochodowy i gabaryty aut były znacznie mniejsze. Utrwala on błędne przekonanie, że parkowanie na chodniku jest dozwolone niemal wszędzie, o ile zostawi się 1,5 metra przejścia dla pieszych.

Tymczasem, jak czytamy w interpelacji, koliduje to ze współczesnymi przepisami budowlanymi, które wymagają chodników o szerokości co najmniej 1,80 m. W efekcie samorządy wydają miliony na infrastrukturę pieszą, którą następnie muszą chronić „lasami znaków” i słupków. Problem ten dostrzegają również Najwyższa Izba Kontroli i Rzecznik Praw Obywatelskich.

W związku z przedstawionymi problemami poseł Franciszek Sterczewski skierował do ministra spraw wewnętrznych i administracji serię pytań. Parlamentarzysta chce wiedzieć, czy resort jest świadomy opisanych luk prawnych oraz czy zna skalę i koszty nielegalnego parkowania dla samorządów.

Mandaty za parkowanie na terenie PKP