Rajd Dakar 2026. Jak radzą sobie Polacy?
W klasie samochodów rodzina Goczałów seryjnie musiała wymieniać koła. Były też inne kłopoty.
Dzisiaj był prawdziwy odcinek dakarowy i jesteśmy wdzięczni, że dotarliśmy do mety. Już na 18. kilometrze przebiliśmy oponę, jechaliśmy ostrożnie, ale niedługo później na ostrych jak żyletki kamieniach musieliśmy wymieniać kolejną. Mieliśmy 100 kilometrów do pit stopu i brak zapasowych kół, więc musieliśmy jeszcze bardziej zwolnić – opisywał Marek Goczał, bohater niedzielnego etapu, na którym po weryfikacji wyników awansował z piątego na czwarte miejsce. W poniedziałek był 26.
Jak dodał, "później jeszcze wylał nam amortyzator, więc mam nadzieję, że limit awarii został już wyczerpany. Jutro będziemy startować z dalszej pozycji i to bardzo dobrze, bo dzisiaj jechaliśmy jako czwarci i było ciężko bez wyraźnych śladów. Nie pogubiliśmy się tylko dzięki wielkim umiejętnościom nawigacyjnym Maćka (Martona, pilota – red)".
Najlepszy z rodziny Goczałów był w poniedziałek brat Marka Michał, który przyznał, że chyba bardziej się z tego cieszy, niż z dziewiątego miejsca.
Co by nie mówić, najważniejszy dla mnie jest Puchar Goczałów. I to brat jutro przejmuję torebeczkę ostatniego Goczała, w której wozimy sprzęgło zapasowe, jakieś kable, a trochę to waży – powiedział z uśmiechem.
Do zwycięzcy etapu Amerykanina Setha Quintero (Toyota) stracił 6,42. To niewiele, zwłaszcza że i jego nie ominęły problemy.
Zaraz na początku złapaliśmy kapcia i minął nas Eryk. Później z kolei on przebił oponę i myśmy go wyprzedzili i tak wyglądał ten dzisiejszy etap do pit stopu. Po nim postanowiliśmy zaatakować, cisnąłem ile się dało i w sumie uzyskaliśmy niezły czas. Tym bardziej, że mieliśmy złą zbieżność tylnych kół i trochę nami miotało na drodze. To był bardzo wymagający etap i jestem mega zmęczony – przyznał.
Rajd Dakar 2026. Pech Dąbrowskiego
Po dwóch świetnych dniach w poniedziałek pech dopadł Dąbrowskiego.
Na 20. kilometrze się wywróciłem, pogiąłem motocykl, trochę mnie boli nadgarstek, ale chyba jest ok. Urwała mi się rurka od camelbaka i nie mogłem pić podczas jazdy, tylko na tankowaniu. Ciężki dzień. Straciłem sporo czasu, ale mam nadzieję, że jakoś nie strasznie dużo – powiedział młody motocyklista, który do mety dojechał w kombinezonie posklejanym taśmą naprawczą.
Jak mówił, "nie taki był plan, ale trudno tego uniknąć na Dakarze. Ta wywrotka na zjeździe w dużych kamieniach była o tyle niefortunna, że prędkość nie była spektakularna. Z nadgarstkiem powinno być ok, bo przejechałem później jeszcze 380 kilometrów. Trzeba go będzie schłodzić, najwyżej wezmę jakieś środki przeciwbólowe i jedziemy dalej" – dodał zawodnik Duust Rally Teamu.
Wtorkowy, trzeci etap to długa pętla wokół Al-Uli. Trasa liczy łącznie 666 km, z czego 422 km to odcinek specjalny.