Jeszcze kilkanaście lat temu wybór studiów bywał intuicyjny. Dziś coraz więcej młodych ludzi patrzy na to, co dzieje się po drugiej stronie dyplomu. I trudno się dziwić. Rynek pracy zmienia się szybciej niż programy nauczania, a pracodawcy coraz otwarciej mówią, kogo szukają.
Z raportu "Rynek pracy specjalistów" wynika jasno: największa liczba ofert pracy pojawia się w handlu i sprzedaży (31 proc.) oraz w obsłudze klienta (22 proc.). Tuż za nimi plasują się IT (15 proc.), finanse (14 proc.) i inżynieria (12 proc.). Co ważne, niektóre branże notują dynamiczne wzrosty zapotrzebowania – budownictwo, produkcja, logistyka czy nieruchomości rosną w tempie kilkunastu, a nawet ponad 20 proc. rok do roku.
To sygnał, którego nie warto ignorować. Absolwenci kierunków technicznych, inżynierskich i ścisłych wchodzą dziś na rynek z wyraźną przewagą.
Po jakich kierunkach najłatwiej znaleźć pracę?
Rekrutacyjne statystyki firmy Hays pokazują, że firmy najczęściej prowadzą nabory w obszarach produkcji, sprzedaży, IT, finansów i inżynierii. Innymi słowy: bezrobocie raczej nie zagląda w CV absolwentów kierunków związanych z technologią, liczbami i procesami.
Potwierdzają to dane z Ogólnopolskiego Systemu Monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów. W województwie mazowieckim – wśród absolwentów studiów stacjonarnych II stopnia bez doświadczenia – ryzyko bezrobocia wyniosło 0 proc. m.in. po takich kierunkach jak informatyka, automatyka i robotyka, inżynieria biomedyczna, matematyka, fotonika czy lotnictwo i kosmonautyka. Co ciekawe, na liście pojawiają się też kierunki społeczne i artystyczne, jak socjologia, stosunki międzynarodowe czy sztuka mediów – pod warunkiem ukończenia ich na konkretnych uczelniach.
Wniosek? Sam kierunek to jedno, ale uczelnia, tryb studiów i praktyczne zaplecze mają dziś ogromne znaczenie.
Studia, po których zarabia się najlepiej
Ambicje finansowe młodych Polaków są coraz wyższe. Z badania Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką wynika, że aż 40 proc. osób rozpoczynających karierę zawodową oczekuje pensji na poziomie co najmniej 2000 zł netto, a ponad 10 proc. celuje w zarobki przekraczające 10 tys. zł "na rękę".
Jak to wygląda w praktyce? Dane serwisu Pracuj.pl pokazują, że absolwenci z doświadczeniem poniżej trzech lat najlepiej zarabiają po informatyce (średnio 5700 zł brutto), elektronice i telekomunikacji, automatyce i robotyce, lotnictwie, farmacji czy kierunkach inżynierskich. Wysoko plasują się też matematyka oraz inżynieria biomedyczna.
Jeszcze ciekawsze są dane o najlepiej zarabiających absolwentach według uczelni i trybu studiów. W czołówce niemal bez przerwy pojawia się informatyka – często w trybie niestacjonarnym. To nie przypadek. Studia zaoczne pozwalają łączyć naukę z pracą, a doświadczenie zawodowe winduje pensję szybciej niż sam dyplom.
Czy dyplom gwarantuje sukces? Niekoniecznie
Choć statystyki są po stronie kierunków ścisłych, eksperci podkreślają jedno: sam dyplom to za mało. Nawet najlepiej oceniany kierunek nie zastąpi konkretnych kompetencji.
Raport Hays pokazuje, że 43 proc. pracodawców szuka kandydatów z umiejętnościami technicznymi, ale niemal równie ważne są kompetencje menedżerskie, cyfrowe, sprzedażowe i językowe. LinkedIn dodaje do tego miękkie fundamenty: kreatywność, elastyczność, współpracę i zarządzanie czasem. Co więcej, aż 92 proc. rekruterów uważa, że kompetencje miękkie są równie ważne, a czasem nawet ważniejsze niż wiedza specjalistyczna.
Problem w tym, że wielu młodych kandydatów blokuje brak pewności siebie. Raport "Student w pracy" pokazuje, że to właśnie niska samoocena i nieśmiałość są jednymi z głównych barier na starcie kariery.
Jak zdobyć przewagę jeszcze w czasie studiów?
Studia nie muszą – i nie powinny – kończyć się wyłącznie zaliczeniami. Ci, którzy już na uczelni myślą kilka kroków do przodu, rzadko mają problem z wejściem na rynek pracy.
Staż, praktyki albo wolontariat to pierwszy i najprostszy krok. Działalność w kołach naukowych czy samorządzie studenckim pokazuje inicjatywę. Kursy i szkolenia dają konkretne umiejętności, a targi pracy pozwalają zajrzeć za kulisy branży. Nawet praca dorywcza – jeśli choć trochę zahacza o przyszły zawód – potrafi zrobić różnicę w CV.
Warto też korzystać z Biur Karier. To często niedoceniane miejsca, gdzie można dostać nie tylko ofertę stażu, ale też sensowną poradę zawodową.
W 2026 roku wygrywać będą nie tylko tzw. "dobre kierunki", ale przede wszystkim elastyczni absolwenci z kompetencjami, doświadczeniem i odwagą, by spróbować czegoś więcej niż tylko zaliczyć kolejny semestr. Studia to dopiero początek – i warto potraktować je jak inwestycję, a nie obowiązek.
Źródło: LiveCareer.pl