Spis treści
- Konieczne jest podniesienie wieku zakończenia aktywności zawodowej, co uchroni system przed niewydolnością.
- Brak działań sprawi, że większość seniorek będzie skazana na pobieranie najniższych możliwych świadczeń.
- Rządzący unikają podejmowania niepopularnych decyzji, obawiając się utraty poparcia społecznego.
- Finanse państwa mogą nie wytrzymać obciążenia, co doprowadzi do potężnego kryzysu na początku przyszłej dekady.
Eksperci alarmują: wiek emerytalny w Polsce musi ulec zmianie
Choć przedstawiciele rządu omijają ten niewygodny temat, analitycy finansowi nie pozostawiają złudzeń. Utrzymywanie obecnych zasad, opartych na wczesnym kończeniu pracy i licznych przywilejach, prowadzi państwo w stronę gospodarczej przepaści. Najbardziej poszkodowane w tej sytuacji będą seniorki, którym realnie grozi ubóstwo. Jak zauważa wiceprektor Szkoły Głównej Handlowej, prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak, dawny zapał do naprawiania państwowych finansów całkowicie wyparował.
-
W czasach rosnącego populizmu są to trudne działania, bo przyzwolenie społeczne, zwłaszcza na to, by podnosić wiek emerytalny, jest niewielkie. Dobrze widać to także w Polsce. Ale innej drogi nie ma – tłumaczy.
Profesor Chłoń-Domińczak o głodowych emeryturach kobiet
Na łamach dziennika "Rzeczpospolita" badaczka przedstawiła dwa możliwe scenariusze ratowania budżetu w dobie starzejącego się społeczeństwa. Albo pogodzimy się ze znacznym spadkiem wypłacanych kwot w relacji do ostatnich pensji, albo zdecydujemy się na wydłużenie aktywności zawodowej. Odsuwanie w czasie tych trudnych kroków przyniesie opłakane skutki.
-
Jeśli nie podniesiemy wieku emerytalnego, przede wszystkim kobiet, będziemy mieli rosnącą, i tak już bardzo dużą, lukę emerytalną pomiędzy kobietami a mężczyznami. Doprowadzi to też do tego, że większość kobiet będzie miała emerytury na poziomie minimalnym – ostrzega Agnieszka Chłoń-Domińczak.
Bierność polityków oznacza konieczność nieustannego dotowania państwowej kasy z naszych podatków. Wszelkie zapewnienia Zakładu Ubezpieczeń Społecznych o doskonałej kondycji funduszu to jedynie iluzja, która w rzeczywistości oznacza drastyczne zubożenie tysięcy starszych obywatelek.
Maciej Bukowski zapowiada zderzenie z fiskalną ścianą
Nieubłagane statystyki demograficzne zupełnie nie robią wrażenia na decydentach. Szef instytutu WiseEuropa, Maciej Bukowski, ocenia obecną sytuację jako kompletny pat. Jego zdaniem wprowadzenie skutecznych rozwiązań wymagałoby ponadpartyjnego porozumienia, na które w dzisiejszych realiach nie ma szans.
-
Politycy, którzy zdecydowali się na sensowną i potrzebną zmianę systemu emerytalnego, czyli podniesienie wieku emerytalnego, srodze się na tym sparzyli, a zainicjowana przez nich zmiana i tak została odwrócona – mówi Bukowski.
Bolesne doświadczenia z przeszłości sprawiły, że kolejne ekipy rządzące wolą unikać drażliwego zagadnienia. Zamiast chłodnej kalkulacji wygrywa rozdawnictwo w formie dodatkowych świadczeń oraz utrzymywanie kosztownych ulg dla górników czy mundurowych. Prezes WiseEuropa wylicza, że już teraz przeznaczamy na ten cel nawet 13 procent PKB, wyprzedzając pod tym względem państwa o znacznie gorszej strukturze wiekowej ludności. Taki stan rzeczy długo się nie utrzyma.
-
Jeśli polityków do zmian nie przymusiła wojna w Ukrainie i potrzeba wielkich wydatków na zbrojenia (...) to trudno spodziewać się rewizji tej polityki przed dojściem do fiskalnej ściany. Ta nastąpi pewnie około 2030 r., może 2032. Czyli nie w tej kadencji – prognozuje Maciej Bukowski w "Rzeczpospolitej".
Profesor Marek Góra krytykuje wiek emerytalny w Polsce
Zupełnie inną perspektywę prezentuje współtwórca reformy z przełomu wieków, profesor Marek Góra ze Szkoły Głównej Handlowej. Naukowiec uważa, że obecne ramy funkcjonowania państwowego ubezpieczyciela są poprawne i nie wymagają totalnej rewolucji.
-
Nasz system emerytalny nie wymaga reformy. Zreformowaliśmy go, a raczej wymieniliśmy, w 1999 r. (...) I ten nowy jest tak zrobiony, żeby sobie dawał radę ze zmianami ludnościowymi – twierdzi prof. Góra.
Ekonomista podkreśla, że żadna ustawa nie zatrzyma procesu starzenia się narodu, dlatego musimy się do niego po prostu dostosować. Główną przeszkodą nie są same przepisy, ale fatalnie ustalony minimalny próg wiekowy, który Polacy traktują jak natychmiastowy nakaz zakończenia kariery zawodowej. Instytucje państwowe powinny wziąć na siebie ciężar edukowania obywateli, że każdy dodatkowy rok na etacie bezpośrednio przekłada się na wyższe przelewy z ZUS. Twórca systemu za najbardziej szkodliwe uważa dzielenie obywateli pod kątem płci.
-
U nas jest on wyjątkowo niski i przekłada się na ich [kobiet - przyp. red.] niskie emerytury. To rozwiązanie jest kompletnie niecywilizowanym dyskryminowaniem według płci. Coś, co nie powinno mieć miejsca – uważa profesor Marek Góra.
Wybitny ekspert nie zostawia suchej nitki na koncepcji wypłacania trzynastych i czternastych świadczeń. To finansowane z kieszeni młodych pracowników rozwiązanie nazywa wprost kuriozalnym zasiłkiem, który zniechęca seniorów do pozostawania na rynku pracy. Niezależnie od różnic w detalach, wszyscy badacze zgadzają się co do fundamentów: bez wyrównania i podwyższenia progów wiekowych, kobiety czeka nędza, a państwową kasę spektakularny upadek.
