Spis treści
- Kwestia granicy wieku emerytalnego znowu dzieli polityków, a szefowa resortu funduszy domaga się jednakowego traktowania kobiet i mężczyzn w obliczu nadchodzącej katastrofy demograficznej.
- Ta inicjatywa rodzi napięcia w obozie rządzącym, ponieważ szef rządu unika ryzykownych działań, pamiętając o bolesnej stracie zaufania społecznego.
- Specjaliści od gospodarki ostrzegają, że obowiązujące zasady krzywdzą Polki, skazując je na głodowe świadczenia, a budżet na potężne problemy z płynnością.
- Dowiedz się, z jakiego powodu modyfikacja przepisów wydaje się koniecznością i w jaki sposób odmieni ona finanse na starość.
Polecany artykuł:
Aktualnie Polki mogą zakończyć aktywność zawodową w wieku 60 lat, podczas gdy Polacy muszą pracować o pięć lat dłużej. Według Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, kierującej resortem funduszy, takie rozwiązanie faworyzuje jedną płeć i powinno zostać zreformowane. Polityczka wielokrotnie zaznaczała w przestrzeni medialnej, że mimo dłuższej średniej długości życia pań, ich czas odprowadzania składek jest krótszy, co skutkuje bardzo niskimi wypłatami z ZUS. Mężczyźni natomiast pozostają na rynku pracy do późnej starości, chociaż z emerytury korzystają relatywnie rzadziej.
Pełczyńska-Nałęcz ostrzega ponadto przed tragicznymi skutkami zapaści demograficznej dla wypłacalności całego mechanizmu świadczeń. Baza osób aktywnych zawodowo nieustannie maleje, a to oni finansują powiększające się grono ludzi starszych. Z biegiem lat konieczność zasypywania dziury w budżecie ubezpieczeń społecznych może kosztować budżet państwa zawrotne sumy, liczone wręcz w setkach miliardów złotych.
Katarzyna Kotula zdradza podejście premiera do wieku emerytalnego
Prawdziwą burzę wywołała jednak wypowiedź szefowej resortu ds. równości na antenie Radia ZET. Katarzyna Kotula określiła problem momentu przejścia na świadczenia mianem bardzo niewygodnego dla władzy tematu. Przedstawicielka Lewicy podzieliła się również szczegółami ze swoich bezpośrednich rozmów, które odbyła wcześniej z szefem polskiego rządu.
Zgodnie z przekazaną przez nią relacją, lider Koalicji Obywatelskiej kategorycznie sprzeciwia się jakimkolwiek debatom na temat wydłużania aktywności zawodowej. Donald Tusk argumentował to swoimi negatywnymi doświadczeniami, dodając, że na takich krokach kiedyś „sparzył się i przegrał wybory”.
Należy pamiętać, że podniesienie wieku zakończenia pracy przez gabinet PO-PSL stanowiło gigantyczny punkt zapalny w polityce ostatnich kilkunastu lat. Znaczna część działaczy Platformy Obywatelskiej obwinia właśnie tamtą ustawę o odsunięcie ich ugrupowania od rządów. Pomimo trudnej historii, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz stoi na stanowisku, że strach przed utratą popularności społecznej nie może blokować kluczowych i niezbędnych dyskusji.
Ekonomiści ostro o wieku emerytalnym. Zrównanie to standard cywilizacyjny
Swoje zaniepokojenie sytuacją zaczynają coraz śmielej wyrażać specjaliści od finansów. Jeden z twórców funkcjonującego modelu emerytalnego, prof. Marek Góra, na łamach „Rzeczpospolitej” otwarcie przyznał, że wyrównanie szans obu płci na rynku pracy to absolutny, bezdyskusyjny „standard cywilizacyjny”. Zdaniem wykładowcy z SGH szybsza ucieczka z rynku uderza finalnie w same kobiety. Brak kilku dodatkowych lat odkładania pieniędzy w ZUS brutalnie odbija się na miesięcznych przelewach od państwa.
Naukowiec dodaje jednocześnie, że narracja społeczna nie musi kręcić się wokół formalnego, administracyjnego podwyższania progu wiekowego. Istotniejsze jest tworzenie warunków zachęcających ludzi do dłuższego zarabkowania w obliczu błyskawicznie starzejącego się narodu. Według prof. Góry dzisiejsi czterdziestolatkowie i pięćdziesięciolatkowie zmuszeni będą do pozostania w firmach znacznie dłużej niż obecni seniorzy, bez względu na polityczne zapewnienia rządu.
Wiek emerytalny dzieli społeczeństwo. Badania zlecane przez "Rzeczpospolitą"
Z badania opinii publicznej zrealizowanego przez pracownię IBRiS na zlecenie dziennika „Rzeczpospolita” wynika jasno, że przeszło 50 procent obywateli popiera likwidację różnic płciowych w kwestii zakończenia pracy. Respondenci najchętniej widzieliby jednak zrównanie tego parametru w dół, co w praktyce oznaczałoby umożliwienie odpoczynku panom już po sześćdziesiątce.
Zupełnie odmienne zdanie na ten temat mają jednak analitycy rynkowi oraz specjaliści od makroekonomii. Według zebranych przez redakcję money.pl danych przytłaczająca większość, bo aż 86 proc. pytanych ekspertów, domaga się ustawienia jednolitego progu ubezpieczeniowego na pułapie 65 lat dla wszystkich zatrudnionych.
Pojawiają się również głosy przestrzegające przed socjologicznymi konsekwencjami takiego kroku prawnego. Późniejsze wychodzenie Polek z rynku pracy wiązałoby się z problemami w kwestii darmowej pomocy domowej przy małych dzieciach i schorowanych krewnych, którą obecnie gwarantują właśnie młode babcie.
Katarzyna Kotula rzuca nowy pomysł. Lewica chce zmian dla matek
Obóz władzy szuka jednak dodatkowych, mniej kontrowersyjnych ścieżek wyjścia z impasu. Ministra Kotula zgłosiła nową inicjatywę polegającą na włączeniu posiadania potomstwa do stażu ubezpieczeniowego. Zgodnie z założeniami Lewicy, matki zyskiwałyby dodatkowe dwa lata za każdego urodzonego obywatela, co stanowiłoby zadośćuczynienie za czas wykluczenia z rozwoju zawodowego.
Do parlamentu nie wpłynęły póki co żadne oficjalne zapisy w formie konkretnej ustawy. Specjaliści pozostają jednak zgodni, że sprawa granicy wieku ubezpieczeniowego nie zniknie z agendy publicznej. Główną przyczyną jest postępujący niż demograficzny oraz wydłużająca się oczekiwana długość życia, które wspólnie zamieniają politykę ZUS w gigantyczny problem dla Skarbu Państwa.