Spis treści
- Warszawa bezinteresownie oddała Kijowowi 60 wagonów metra. Niestety, ich transport stał się pretekstem do międzynarodowego skandalu korupcyjnego.
- Z ustaleń ukraińskich śledczych wynika, że koszty przewozu zostały drastycznie zawyżone, co pozwoliło na przywłaszczenie ponad 11,6 mln zł.
- Wielomilionowe śledztwo dotyczy zorganizowanego procederu, w który zaangażowane miały być osoby związane z kijowskim metrem.
Afera nabrała rozgłosu dzięki działaniom Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) oraz Specjalnej Prokuraturze Antykorupcyjnej (SAP). Wszystko zaczęło się w końcówce 2022 roku, kiedy to Warszawa postanowiła bezpłatnie wspomóc Kyjiwski Metropoliten 60 wagonami. Zgodnie z ustaleniami, to strona ukraińska miała pokryć koszty ich przewozu z Polski do Kijowa.
W następnym roku ukraiński przewoźnik rozpisał przetargi na realizację usług spedycyjnych. Z doniesień NABU wynika, że zwyciężyło przedsiębiorstwo proponujące kwotę 190 mln hrywien, co w przeliczeniu daje około 16 mln zł. Śledczy są zdania, że wycena ta była drastycznie zawyżona i to właśnie na tym etapie zapoczątkowano przestępczy mechanizm, któremu obecnie bacznie przyglądają się ukraińskie służby antykorupcyjne.
Zapłacili 190 mln hrywien za transport wagonów metra z Warszawy
Jak ustalili ukraińscy funkcjonariusze, po przekazaniu środków zostały one przetransferowane na zagraniczny rachunek innej, zaprzyjaźnionej spółki. Dopiero potem organizatorzy całego schematu wynajęli (także poza granicami Ukrainy) podmiot, który faktycznie podjął się fizycznego przewiezienia taboru.
Zanotowano wręcz gigantyczną przepaść w kosztach. Rzeczywisty przewoźnik miał zainkasować 51,8 mln hrywien (ok. 4,3 mln zł), podczas gdy zarządcy kijowskiego metra przelali na ten cel aż 190 mln hrywien. NABU obliczyło, że różnica rzędu 137,5 mln hrywien, czyli blisko 11,6 mln zł, trafiła do prywatnych kieszeni członków grupy.
Należy wyraźnie podkreślić, że przedmiotem śledztwa nie są finanse warszawskiego metra ani sam akt darowizny. Polskie miasto udostępniło pojazdy bez pobierania żadnych opłat. Prokuratura i śledczy sprawdzają wyłącznie losy funduszy ukraińskiego przewoźnika, które były przeznaczone na operację logistyczną.
NABU bada aferę w kijowskim metrze. Siedem osób usłyszało zarzuty
W toku dochodzenia zarzuty postawiono już siedmiu podejrzanym. Z informacji przekazanych przez NABU wynika, że wśród nich znalazł się były urzędnik Kyjiwskiego Metropolitenu, trójka jego podwładnych, dwóch inicjatorów przestępstwa oraz szef zaprzyjaźnionej spółki.
Dziennikarze portalu Ukrainska Prawda donoszą, że w organizację nielegalnego procederu mógł być wplątany Wiktor Brahinski, który w przeszłości stał na czele kijowskiego metra. Jego nazwisko już wcześniej wypływało przy okazji medialnych doniesień o nieprawidłowościach. W 2024 roku dziennikarze śledczy z grupy Bihus.Info wzięli pod lupę oświadczenia majątkowe Brahinskiego i jego rodziny, wytykając im posiadanie luksusowych nieruchomości. Niedługo po tych publikacjach mężczyzna zrezygnował z posady.
Warto pamiętać, że same zarzuty prokuratorskie nie są równoznaczne z udowodnieniem winy. Ostateczny wyrok w tej sprawie musi wydać niezawisły sąd.
Polskie wagony w tle ukraińskiego śledztwa
Postępowanie znajduje się w rękach dwóch najważniejszych organów ścigających korupcję w Ukrainie: NABU i SAP. Warto zaznaczyć, że Narodowe Biuro Antykorupcyjne powołano do życia w 2014 roku, a jego stworzenie stanowiło jeden z kluczowych wymogów ze strony Unii Europejskiej oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Obecnie służby muszą dokładnie prześwietlić rolę poszczególnych osób w mechanizmie, który zastosowano podczas organizacji przewozu taboru. Według wstępnych konkluzji NABU to właśnie rażąca dysproporcja między budżetem przeznaczonym na to zadanie przez ukraińską spółkę, a stawką wypłaconą realnemu przewoźnikowi, stała się źródłem wielomilionowych zysków dla oszustów.
