Śledztwo w sprawie majątku Romana Giertycha. Tropy prowadzą do raju podatkowego

2026-04-10 10:05

Dziennikarze portali Wirtualna Polska oraz Money.pl informują o zagadkowych przelewach na konto kancelarii Romana Giertycha. Chodzi o kwotę blisko miliona złotych, która miała zostać przetransferowana z ukrytego podmiotu zlokalizowanego na terenie Liechtensteinu. W skomplikowanym procederze pojawia się postać obywatelki Rosji, a cała układanka łączy się z głośną aferą Polnordu. Według doniesień medialnych prokuratura prowadziła to postępowanie w sposób opieszały, by ostatecznie zamknąć śledztwo po zmianach w rządzie koalicji Donalda Tuska.

Roman Giertych

i

Autor: Tomasz Radzik/SUPER EXPRESS Roman Giertych
  • Dziennikarze śledczy Szymon Jadczak oraz Karolina Wysota donoszą o potężnych wpływach na rachunki kancelarii Romana Giertycha. Środki w wysokości prawie miliona złotych miały płynąć z zagranicznej struktury zlokalizowanej w Liechtensteinie, którą zarządzały była podwładna adwokata oraz posiadająca francuskie dokumenty Rosjanka zajmująca się obsługą zamożnych klientów w rajach podatkowych.
  • Zmiana ekipy rządzącej nie przyniosła przełomu, ponieważ śledczy zdecydowali się zamknąć postępowanie obejmujące wątek znanego mecenasa. Organa ścigania zrezygnowały z przesłuchania żony adwokata oraz jego dawnej pracownicy, a także zignorowały możliwość pozyskania kluczowej dokumentacji z zagranicznych instytucji finansowych.
  • Specjaliści od spraw finansowych dopatrują się w tej operacji mechanizmów typowych dla legalizowania funduszy z nielegalnych źródeł. Współzałożycielka europejskiego podmiotu dysponuje bogatym doświadczeniem w budowaniu skomplikowanych sieci biznesowych dla rosyjskich krezusów, które wielokrotnie służyły do ukrywania wyprowadzanego kapitału.

Kulisy przelewów do kancelarii Romana Giertycha. Tak funkcjonował zagraniczny mechanizm

Historia bierze swój początek wiosną 2012 roku, kiedy zatrudniona u posła Romana Giertycha pani Katarzyna otrzymuje polecenie sygnowania specjalnego pełnomocnictwa. Kobieta udaje się do placówki bankowej w asyście ochroniarza i wieloletniego współpracownika mecenasa, Sebastiana J. posługującego się pseudonimem "Foka", gdzie dopełnia formalności. W ten sposób na terenie będącego rajem podatkowym Liechtensteinu rodzi się byt prawny pod nazwą Utriusque Iuris Anstalt. Wybrana konstrukcja pozwala na całkowite zatajenie tożsamości rzeczywistych beneficjentów całego przedsięwzięcia. Stanowisko w zarządzie obejmuje wspomniana pracownica oraz Victoria Beninger z Rosji, która zawodowo zajmuje się kreowaniem struktur korporacyjnych dla rosyjskich bogaczy.

Między kwietniem a październikiem kolejnego roku rachunki bankowe kancelarii Romana Giertycha zaczynają notować regularne wpływy. Standardowa kwota pojedynczej transakcji wynosi 120 tysięcy złotych miesięcznie. Zgromadzone przez Generalnego Inspektora Informacji Finansowej dane dowodzą, że z europejskiego raju podatkowego przetransferowano do polskiego prawnika niemal 900 tysięcy złotych. Za zlecaniem tych operacji stał w przeważającej mierze Sebastian J., co pozwalało na oficjalne traktowanie środków jako zapłaty od zagranicznego partnera biznesowego, a nie bliskiego znajomego posła. Cała struktura wywiązała się ze swojego zadania i zniknęła z rejestrów ledwie dwadzieścia dni po zaksięgowaniu ostatniej płatności.

Związek ze sprawą Ryszarda Krauzego. Gdzie ma początek afera Polnordu?

Rozwikłanie zagadki pochodzenia zagranicznych transferów wymaga przypomnienia głośnego śledztwa dotyczącego wypompowania ponad 96 milionów złotych ze struktur przedsiębiorstwa Polnord. Głównymi aktorami tego postępowania byli miliarder Ryszard Krauze, jego deweloperski biznes oraz Roman Giertych, który świadczył usługi prawne dla zaangażowanych podmiotów. Mechanizm operacji opierał się na sprzedaży przez jedną ze spółek biznesmena na rzecz Polnordu mocno problematycznej wierzytelności wobec stołecznego samorządu. Roszczenie opiewało na sumę 60 milionów złotych i dotyczyło rzekomych należności za zrealizowanie infrastruktury kanalizacyjnej w Warszawie.

Cały proces przeprowadzono z wykorzystaniem dwóch podmiotów pełniących rolę słupów, do których powołania przyczynił się znajomy prawnika, Sebastian J. Notowany na giełdzie Polnord stracił w ten sposób ogromne sumy, które zasiliły rachunki wąskiej grupy wtajemniczonych osób. Ustalenia prokuratorskie wskazują, że bezpośrednio do prawniczej firmy Romana Giertycha powędrowało 830 tysięcy złotych, co ostatecznie zyskało w przestrzeni publicznej miano afery Polnordu. Kluczowy wydaje się jednak drobny zapis w dokumentacji, ponieważ załącznik do kontraktu gwarantował spółce ochroniarza comiesięczne wpływy w wysokości 120 tysięcy złotych. Dokładnie takie same transze trafiały później z Liechtensteinu do polskiego adwokata, co analitycy finansowi wprost określają jako poważny sygnał ostrzegawczy świadczący o nieprawidłowościach.

Kim jest Victoria Beninger i co łączy ją z mecenasem Romanem Giertychem?

Centralnym punktem zagranicznej układanki pozostaje osoba Victorii Beninger, która wspólnie z dawną podwładną znanego adwokata kierowała firmą Utriusque Iuris Anstalt. Prowadzący śledztwo dziennikarze udowodnili, że pod tym nazwiskiem ukrywa się urodzona w rosyjskim Pietrozawodsku Wiktoria Olegowna Kriażewa. Choć na co dzień używa paszportu Republiki Francuskiej i rezyduje na terenie Szwajcarii, wciąż dysponuje dokumentami potwierdzającymi obywatelstwo Federacji Rosyjskiej.

Dane tej kobiety figurują w rejestrach ponad stu korporacji rozsianych po całym globie, które w wielu przypadkach kooperują z rosyjskimi oligarchami oraz ich kapitałem. Kriażewa zarządzała między innymi szwajcarską grupą Welvart kontrolującą potężny koncern jubilerski Sokolow, będący własnością Aleksieja Sokołowa. Zasiadała również we władzach przedsiębiorstwa Tangem, założonego przez obywateli Rosji ściśle powiązanych z petrochemicznym gigantem Sibur, który funkcjonuje w bezpośrednim otoczeniu Władimira Putina.

Lista powiązań urodzonej w Rosji specjalistki obejmuje także gigantyczny skandal gospodarczy związany z wyparowaniem miliarda dolarów z trzech instytucji bankowych w Mołdawii. Głównym architektem tamtego procederu był sympatyzujący z Moskwą oligarcha Ilan Shor. Jej obecność w tego rodzaju strukturach dobitnie udowadnia, że nie znalazła się tam z przypadku, lecz jako ekspertka od tworzenia mrocznych sieci finansowych maskujących prawdziwe źródła gigantycznych majątków.

Zaskakująca bierność śledczych. Roman Giertych tłumaczy się w sieci

Postawa aparatu państwowego w tej sprawie budzi głębokie zdumienie, o czym przekonali się redaktorzy Wirtualnej Polski oraz money.pl po przesłaniu pytań do Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Śledczy przyznali, że nie podjęli absolutnie żadnych działań w celu zweryfikowania zagranicznego tropu. Organa ścigania zignorowały konieczność wezwania na przesłuchanie dawnej pracownicy kancelarii oraz małżonki adwokata, Barbary Giertych, która przewijała się w opisach transakcji od ochroniarza. Co więcej, prokuratorzy nie pokusili się nawet o wysłanie wniosków o międzynarodową pomoc prawną do władz Panamy czy Liechtensteinu, aby dogłębnie prześwietlić zarejestrowany tam byt gospodarczy.

Brak jakichkolwiek działań dowodzi, że podczas pracy nad aferą Polnordu kompletnie zbagatelizowano istnienie rachunków w raju podatkowym. Sytuacja ta nie uległa zmianie ani w czasach urzędowania polityków Prawa i Sprawiedliwości, ani po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska. Tajemniczy wątek po prostu zamknięto, odpuszczając próbę zrekonstruowania drogi, jaką milion złotych przebył na konta prawniczej firmy mecenasa.

Sam Roman Giertych postanowił odnieść się do medialnych publikacji za pośrednictwem swoich kanałów w internecie. Polityk zadeklarował, że zagraniczna firma stanowiła własność jego małżonki i miała posłużyć do powołania globalnego trybunału arbitrażowego zajmującego się kwestiami małżeńskimi. Inicjatywa ostatecznie zakończyła się fiaskiem, co skutkowało rozwiązaniem podmiotu. W jednym ze swoich wpisów w mediach społecznościowych adwokat zamieścił następujące słowa:

Słynne wypowiedzi polityków. Wiesz, kto to powiedział?
Pytanie 1 z 15
„Nie chcę, ale muszę”

„A czemu Basia wybrała Lichtenstein? (pisownia oryginalna – red.)”

Następnie we własnym wpisie poseł natychmiast doprecyzował i uzupełnił swoją myśl:

„Bo wówczas przyjaźniliśmy się z członkiem rodziny książęcej, który takie spółki obsługiwał. Wszystko legalnie i transparentnie”

Przedstawiona przez polityka wersja rozmija się jednak z twardymi danymi rejestrowymi. Nazwisko Barbary Giertych nie widniało w żadnych oficjalnych papierach założycielskich podmiotu Utriusque Iuris Anstalt. Posłowi nie udało się również racjonalnie wytłumaczyć obecności rosyjskiej specjalistki, udziału swojego ochroniarza w transferowaniu funduszy, a także powodów, dla których w całą skomplikowaną strukturę uwikłano podrzędną pracownicę biurową. Te elementy układanki wciąż pozostają bez przekonującej odpowiedzi.

Źródło: Wirtualna Polska, Money.pl

TRUMP GROZI NATO! WIELKI SUKCES TUSKA Z ETS2 I AFERA GIERTYCHA Z MILIONAMI W TLE | Dudek o Polityce