Spis treści
Giełda Zondacrypto: Zniknięcie Sylwestra Suszka i straty rzędu milionów
Tajemnicze zaginięcie Sylwestra Suszka, twórcy giełdy BitBay (późniejszej Zondacrypto), które miało miejsce w marcu 2022 roku, wiąże się z wątkami kryminalnymi. Śledczy podejrzewają, że mogło dojść do morderstwa na tle walki o wpływy w dochodowym biznesie.
Gdy Suszek przepadł bez wieści, należący do niego majątek zaczął być metodycznie sprzedawany przez Przemysława Krala i jego współpracowników. Proceder ten często opierał się na wykorzystaniu zagranicznych firm oraz podstawionych figurantów, tzw. słupów.
Giełda Zondacrypto mogła operować na rynku za sprawą firmy TryPay. Podmiot ten, funkcjonujący jako krajowa instytucja płatnicza i pozostający pod okiem Komisji Nadzoru Finansowego, stanowił łącznik pomiędzy standardowymi usługami bankowymi a nieuregulowanym obszarem kryptowalut.
Szacuje się, że użytkownicy giełdy Zondacrypto mogli w sumie stracić ponad 350 milionów złotych.
Wątki kryminalne i walka o wpływy po zniknięciu twórcy Zondacrypto
Historia zaginięcia Sylwestra Suszka, pomysłodawcy platformy BitBay (obecnie Zondacrypto), to nie tylko sprawa o podłożu ekonomicznym, ale przede wszystkim afera kryminalna. Biznesmen zniknął w marcu 2022 roku. Po raz ostatni widziano go na terenie bazy paliwowej należącej do Mariana W., którego dziś podejrzewa się o współudział w porwaniu. Prokuratorzy, po przeanalizowaniu zgromadzonych śladów, biorą pod uwagę hipotezę o zabójstwie, które miało być skutkiem brutalnej walki o przejęcie kontroli nad rynkiem kryptowalut.
Żeby w pełni pojąć tę zawiłą sytuację, trzeba przyjrzeć się powiązaniom między trzema osobami: założycielem giełdy Sylwestrem Suszkiem, jej późniejszym szefem Przemysławem Kralem oraz „Mańkiem”, człowiekiem związanym z branżą paliwową. Jak podaje Onet, śledczy przypuszczają, że to właśnie „Maniek” mógł pociągać za sznurki w tym biznesie. Zarówno Suszek, jak i zastępujący go Kral, mogli być jedynie pionkami, których zadaniem było maskowanie tożsamości prawdziwych zarządców. Według doniesień Onetu, kiedy Suszek nagle zniknął, stery na giełdzie przejął Przemysław Kral i przeniósł ją do Estonii. Następnie wyjechał do Monako, stamtąd do Izraela, a ostatecznie osiadł w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie przebywa do dziś w towarzystwie Mariana W.
Wyprowadzanie pieniędzy z Zondacrypto przy pomocy figurantów
Kiedy założyciel Zondacrypto zniknął bez śladu, ruszyła machina wyprzedaży powiązanych z nim dóbr. Portal Onet wnikliwie przedstawił schemat tego procederu. Wartościowe aktywa, takie jak nieruchomości i firmy, nie figurowały bezpośrednio na nazwisko Suszka, ale należały do zarządzanych przez niego spółek. Po jego zaginięciu pieczę nad majątkiem objął Przemysław Kral. Środki z Zondacrypto znikały w gąszczu zawiłych operacji finansowych, w których prym wiodły zagraniczne podmioty i podstawieni ludzie, zwani „słupami”. Całą akcją sterowali zaufani prawnicy i pośrednicy.
Jednym z dowodów na to była transakcja sprzedaży spółek związanych z nieruchomościami, jak chociażby Murano Estate. W sprawę zaangażowany był „pośrednik”, reprezentujący rzekomo zagraniczne przedsiębiorstwo. Za swoją rolę figurant zgarnął ponad 140 tysięcy euro, a pieniądze na tę prowizję pochodziły bezpośrednio z kont powiązanych z Zondacrypto. Co ważne, zaangażowanie podstawionych osób było przygotowywane dużo wcześniej, a cała maszynka opierała się na zawczasu sporządzonych pełnomocnictwach i umowach notarialnych. W papierach widnieje nazwisko mecenasa Roberta Lewandowskiego, który miał wspierać te działania od strony prawnej.
Luki prawne wokół Zondacrypto. Jak działał system?
„Gazeta Wyborcza” wyjaśnia techniczne i instytucjonalne kulisy działania Zondacrypto, które umożliwiły rozwinięcie operacji na tak potężną skalę. Chociaż przepisy dotyczące kryptowalut są dziurawe, giełda sprawnie funkcjonowała dzięki stworzeniu swoistego kanału przerzutowego do klasycznej bankowości. Tym łącznikiem okazała się firma TryPay, wchodząca w skład grupy Femion Technology, nad którą pieczę sprawował Przemysław Kral. TryPay odgrywała rolę bramki, przez którą przepływały pieniądze klientów przesyłane z kont bankowych na giełdę. Posiadanie zgody Krajowej Instytucji Płatniczej (KIP) od KNF dawało złudzenie pełnego bezpieczeństwa.
Użytkownicy, mając świadomość, że KNF nadzoruje TryPay, mogli być przekonani o pełnej ochronie swoich pieniędzy. W praktyce jednak kontrola ta dotyczyła wyłącznie przepływów finansowych, z pominięciem inwestycji w wirtualne waluty. To właśnie ta dziura w przepisach pozwoliła na dokonanie oszustw na gigantyczną skalę.
W teorii TryPay podlegała pod oko KNF, mogła korzystać z baz danych, takich jak Rejestr Dowodów Osobistych (podlegający Ministerstwu Cyfryzacji) i realizowała procedury AML/KYC, czyli weryfikowała klientów i zapobiegała praniu brudnych pieniędzy. W rzeczywistości jednak Zondacrypto bazowała na pozwoleniach z Estonii, co sprawiało, że nie było realnej kontroli nad kapitałem użytkowników. Podmioty takie jak TryPay nie ponosiły odpowiedzialności za to, czy sama platforma jest wypłacalna.
Zaledwie kilka dni po ujawnieniu tych informacji, Ministerstwo Finansów wydało oświadczenie, w którym stanowczo zaprzecza tym rewelacjom.
„Tak, napiszemy to otwarcie: firma TryPay NIE MOŻE sprawdzać czy dany dokument jest sfałszowany bo nie przeszła procesu certyfikacji = nie ma dostępu do systemu w którym to można sprawdzać”
Taki wpis pojawił się na platformie X. Został on zacytowany za portalem Onet i „Gazetą Wyborczą”.