Spis treści
- Ministerstwo Zdrowia chce śledzić zarobki lekarzy
- Jakub Kosikowski z NIL ostrzega przed wyciekiem danych
- Łukasz Jankowski zdradza kwoty. Ile zarabiają lekarze?
- Nowe limity dla szpitali. Minister zdrowia zabiera głos
- Brak pieniędzy z NFZ. Szpitale powiatowe obawiają się bankructwa
- Walka o budżet NFZ. Konflikt o zarobki i inwigilację
- Resort zdrowia zamierza weryfikować dochody medyków na podstawie ich numerów PESEL, co wywołuje kategoryczny opór lekarzy drżących o bezpieczeństwo swoich danych.
- Rządzący argumentują ten krok chęcią uszczelnienia finansów NFZ, jednak personel medyczny przestrzega przed ryzykiem masowego wycieku informacji i zarzuca władzy chęć inwigilacji.
- Sprawdź, dlaczego te kontrowersyjne propozycje mogą doprowadzić do kryzysu w państwowych placówkach i odbić się na pacjentach.
Ministerstwo Zdrowia chce śledzić zarobki lekarzy
W najnowszym projekcie legislacyjnym przygotowanym przez kierownictwo Ministerstwa Zdrowia znalazły się wysoce kontrowersyjne zapisy. Według założeń dokumentu Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zyskałaby dostęp nie tylko do ogólnych kwot wypłacanych medykom, ale przede wszystkim mogłaby przyporządkować te sumy do konkretnego specjalisty, wykorzystując jego numer PESEL oraz indywidualne prawo wykonywania zawodu.
Obecnie wszelkie informacje trafiające do AOTMiT są całkowicie zanonimizowane. Wdrożenie proponowanych mechanizmów umożliwiłoby precyzyjne śledzenie drogi zawodowej każdego lekarza, sprawdzanie jego dokładnych dochodów, a także weryfikowanie, w ilu różnych placówkach medycznych równocześnie świadczy on usługi.
Przedstawiciele rządu uzasadniają te radykalne kroki koniecznością znacznie lepszego szacowania wydatków na leczenie, które pokrywa NFZ. Urzędnicy twierdzą, że nowe narzędzia ułatwią racjonalne planowanie państwowego budżetu w sektorze ochrony zdrowia.
Jakub Kosikowski z NIL ostrzega przed wyciekiem danych
Od samego początku te rządowe plany spotykają się z ogromnym niezadowoleniem dużej części środowiska lekarskiego. Przedstawiciele Naczelnej Izby Lekarskiej stanowczo zaznaczają, że AOTMiT dysponuje obecnie w zupełności wystarczającymi narzędziami do badania nakładów na świadczenia oraz analizowania płac. Jakub Kosikowski, pełniący funkcję rzecznika NIL, akcentuje, że bezpośrednie sparowanie wysokości pensji z numerami PESEL wygeneruje ogromne ryzyko naruszenia prywatności pracowników ochrony zdrowia.
To są bardzo wrażliwe dane. Nie widzimy powodu do ich zbierania — podkreślają przedstawiciele samorządu lekarskiego.
Medycy nie kryją również obaw o to, że wdrażane regulacje mogą posłużyć jako narzędzie do namierzania rekordowych kontraktów. Zwracają uwagę, że takie działania mogą łatwo doprowadzić do wykreowania społecznej i politycznej nagonki skupionej wokół wynagrodzeń w systemie zdrowia.
Łukasz Jankowski zdradza kwoty. Ile zarabiają lekarze?
Ogień do trwającej dyskusji dolały niedawne słowa Łukasza Jankowskiego, szefa Naczelnej Izby Lekarskiej. Z jego wypowiedzi wynika, że medycy zatrudnieni na podstawie kontraktów, którzy mogą pochwalić się kilkuletnim stażem pracy, osiągają średnie dochody rzędu 20 do 30 tysięcy złotych brutto każdego miesiąca.
Z wewnętrznych statystyk NIL wynika jednocześnie, że w naszym kraju pracuje około 600 medyków, których comiesięczne wpływy przekraczają próg 100 tysięcy złotych brutto. Tego typu stawki dotyczą przede wszystkim tych specjalistów, których dramatycznie brakuje w polskich szpitalach i przychodniach.
To właśnie te imponujące sumy regularnie stają się zapalnikiem politycznych sporów oraz szerokich debat dotyczących sposobu dysponowania środkami przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Nowe limity dla szpitali. Minister zdrowia zabiera głos
Rządowe plany sięgają jednak znacznie dalej. Ministerstwo Zdrowia intensywnie opracowuje również mechanizm, który docelowo ma zahamować drastyczny wzrost kosztów pracy w budżetach poszczególnych placówek leczniczych. Zgodnie z tymi założeniami, wydatki na pensje dla personelu powinny zamknąć się w przedziale od 60 do 70 procent całkowitego finansowania szpitala. Wyzwaniem jest jednak to, że mnóstwo placówek już w tym momencie znacząco przekracza wspomniane pułapy.
O powadze sytuacji wypowiedziała się niedawno sama minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Zaznaczyła ona wprost, że w systemie funkcjonują już takie szpitale, gdzie pokrycie kosztów pracowniczych pożera ponad 100 procent dostępnego budżetu.
Brak pieniędzy z NFZ. Szpitale powiatowe obawiają się bankructwa
Szefowie placówek medycznych biją na alarm, przekonując, że narzucenie odgórnych widełek finansowych może okazać się gwoździem do trumny dla wielu jednostek. Lecznice znajdują się w potrzasku: przepisy zmuszają je do cyklicznego podnoszenia uposażeń dla personelu, a jednocześnie NFZ regularnie zwleka z rozliczaniem tak zwanych nadwykonań. Jak pokazują analizy Związku Powiatów Polskich, aż ponad 90 procent szpitali o statusie powiatowym zamknęło ubiegły rok z wynikiem ujemnym, a w wielu miejscach same pensje konsumują blisko 75 procent całego dostępnego kapitału.
Analitycy i specjaliści rynku medycznego przestrzegają, że każda próba narzucenia sztucznych barier w obszarze wynagrodzeń może wywołać skutek odwrotny do zamierzonego. Istnieje ogromne ryzyko pogłębienia kryzysu kadrowego oraz masowej ucieczki wykwalifikowanych medyków ze struktur państwowej opieki zdrowotnej.
Walka o budżet NFZ. Konflikt o zarobki i inwigilację
Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia nie ustają w zapewnieniach, że wdrażane innowacje prawne zagwarantują krystaliczną przejrzystość w sektorze płacowym, co docelowo ułatwi optymalne zarządzanie państwowymi funduszami w ramach NFZ.
Oponenci tych rozwiązań ripostują jednak bardzo twardo. Zwracają uwagę na fakt, że aparat państwowy chce położyć rękę na wyjątkowo delikatnych i prywatnych danych. W ich opinii, granica pomiędzy zwykłym monitorowaniem budżetu a całkowitą inwigilacją lekarskich portfeli zaczyna się w tym momencie bardzo niebezpiecznie rozmywać.
