Spis treści
Rosnące koszty życia i sprzeciw wobec decyzji władz stały się powodem masowych protestów Włochów. Sobotnie manifestacje, zorganizowane 24 października, w największych metropoliach kraju szybko przekształciły się w brutalne przepychanki z mundurowymi. Zdecydowanie najgorętsza atmosfera panowała w Rzymie, Mediolanie oraz Turynie. Według Polskiej Agencji Prasowej, która powołuje się na dane lokalnych służb, ujęto łącznie 380 uczestników zamieszek. Z tej grupy dziewięcioro trafiło do aresztu, a resztę doprowadzono do jednostek policji, by spisać ich dane i przesłuchać w związku z zaistniałymi zajściami.
Rozmach manifestacji zmusił włoskie służby do podniesienia poziomu gotowości. Patrole złożone z tysięcy policjantów, wspieranych przez oddziały wojskowe, zabezpieczały miasta. W niektórych rejonach właściciele sklepów leżących na drodze pochodów decydowali się na ich zamknięcie, obawiając się zniszczeń w wyniku ewentualnych rozruchów.
Starcia pod Koloseum, armatki wodne i gaz łzawiący
Najbardziej drastyczne sceny rozegrały się w stolicy. W okolicach Koloseum protestujący opuścili zatwierdzoną trasę, idąc w stronę Łuku Konstantyna – miejsca tradycyjnie obleganego przez turystów. W godzinach wieczornych napięcie w sercu Rzymu znów wzrosło. Służby porządkowe musiały użyć armatek wodnych, by opanować tłum nacierających uczestników manifestacji.
Gwałtowny przebieg miały także wydarzenia w Mediolanie. Podczas pochodu liczącego blisko 10 tysięcy osób, w którym uczestniczyła głównie młodzież, grupa protestujących starała się przełamać kordon policyjny. Na terenie miasta zorganizowano również inne pikiety, w tym zgromadzenie około 200 uczniów i studentów, demonstrujących wsparcie dla swoich rówieśników protestujących we Francji.
W Turynie w stronę mundurowych poleciały szklane butelki oraz materiały pirotechniczne. Reakcją policji było użycie pałek i gazu łzawiącego. Podobne incydenty odnotowano w Bolonii. Nie wszędzie jednak dochodziło do aktów agresji. Przemarsz w Neapolu miał charakter pokojowy, a zgromadzeni nagrodzili funkcjonariuszy owacją, gdy ci wycofali zabezpieczenia z trasy manifestacji.
Meloni reaguje na zamieszki. Rodzice zapłacą za wybryki dzieci?
Do sobotnich wydarzeń odniosła się szefowa włoskiego rządu Giorgia Meloni. W komunikacie na portalu X wyraziła wdzięczność służbom za dbanie o porządek i zaznaczyła, że prawo do pokojowych zgromadzeń to wartość, której trzeba bronić. Zastrzegła jednak, że akty przemocy i wandalizm nie będą tolerowane.
Premier przypomniała o nowych przepisach antykryzysowych, które zaostrzają zasady bezpieczeństwa podczas zgromadzeń publicznych. Ustalenia te zakładają surowe sankcje za uczestnictwo w zamieszkach, a także dają służbom prawo do prewencyjnego zatrzymywania nieletnich. Co więcej, to rodzice poniosą finansową odpowiedzialność za zniszczenia spowodowane przez ich nieletnie dzieci.
Jeszcze zanim manifestacje się rozpoczęły, w Mediolanie policjanci ujęli 30-letniego inicjatora Ruchu 17 Października, oskarżając go o nakłanianie do przemocy. Z kolei w stolicy w ramach działań prewencyjnych aresztowano ponad 40 młodych ludzi, przy których znaleziono m.in. kominiarki i przedmioty mogące służyć do ataków podczas demonstracji.
Sobotnie wystąpienia uwidoczniły potężne oburzenie społeczeństwa w obliczu rosnących wydatków i polityki prowadzonej przez włoski gabinet. Mimo że duża część obywateli manifestowała bez użycia siły, zamieszki w głównych aglomeracjach oraz setki osób w aresztach pokazały, że dla włoskich służb był to niezwykle trudny test.
