Spis treści
- Tendencja spadkowa utrzymuje się od 2019 roku, a w lecie 2025 zanotowano wyniki gorsze o niemal 9 proc.
- Nowe regulacje mogą zablokować sprzedaż trunków bezalkoholowych w małym handlu oraz ich promocję.
- Wprowadzenie jednolitej akcyzy grozi wzrostem cen piwa nawet o połowę.
- Producenci wierzą, że segment 0,0 proc. oraz lepsza pogoda w 2026 roku pozwolą na odbicie.
Dramatyczne dane sprzedażowe za 2025 rok
Statystyki ujawnione podczas lutowej konferencji w Centrum Prasowym PAP są alarmujące. Według analiz NielsenIQ, rynek piwa w Polsce skurczył się w minionym roku o 5,5 proc. pod względem ilościowym oraz o 4,1 proc. wartościowo. Co gorsza, załamanie sprzedaży dotknęło branżę nawet w kluczowym okresie wakacyjnym. W lipcu odnotowano spadek o niemal 9 proc., natomiast maj okazał się katastrofalny z wynikiem gorszym o 11,6 proc. rok do roku.
Eksperci z NielsenIQ wskazują, że ciężar tego kryzysu spoczywa głównie na klasycznych lagerach alkoholowych, które straciły blisko 7 proc. rynku. Konsumenci coraz wyraźniej odchodzą od mocnych trunków, szukając alternatywy w wersjach smakowych oraz produktach pozbawionych alkoholu.
Hamuje wzrost segmentu bezalkoholowego
Chociaż piwa 0,0 proc. pozostają jednym z najmodniejszych trendów w sektorze spożywczym, ich dynamika wyraźnie osłabła. W 2025 roku kategoria ta urosła zaledwie o 3 proc., co stanowi drastyczny spadek w porównaniu do 17-procentowego wzrostu rok wcześniej. Obecne tempo rozwoju tego segmentu jest zbyt wolne, aby zasypać dziurę budżetową powstałą po spadku sprzedaży piw alkoholowych.
Warto zauważyć specyfikę tego rynku. W przeciwieństwie do innych produktów FMCG, gdzie marki własne sieci handlowych zdobywają 25 proc. udziałów, w przypadku piwa stanowią one zaledwie 2,4 proc. sprzedaży. Polacy wykazują duże przywiązanie do znanych producentów i niechętnie sięgają po tańsze zamienniki.
Mały handel zagrożony bankructwem
Dla niewielkich sklepów osiedlowych sprzedaż piwa jest kluczowa dla przetrwania, generując w wielu przypadkach nawet jedną piątą całkowitego obrotu. To właśnie te placówki najmocniej odczuwają obecne spadki. Przedstawiciele branży ostrzegają, że ewentualny zakaz sprzedaży piwa w takich punktach pozbawiłby je rentowności. Paradoksalnym skutkiem takich regulacji mogłoby być pozostawienie w ofercie małych miejscowości wyłącznie mocnych alkoholi wódczanych.
Legislacyjna pętla zaciska się wokół browarów
Przyszłość sektora stoi pod znakiem zapytania w obliczu projektowanych zmian w prawie. Ugrupowanie Polska 2050 sugeruje redefinicję napojów bezalkoholowych, która mogłaby objąć nawet soki czy kefiry. W konsekwencji zakazana zostałaby reklama piw 0,0 proc., a z przestrzeni publicznej musiałyby zniknąć parasole ogródków piwnych z logotypami producentów. Browary straciłyby również możliwość sponsorowania wydarzeń sportowych i imprez masowych. Z kolei Lewica postuluje całkowite usunięcie napojów bezalkoholowych z oferty małych sklepów.
Równie niebezpieczna wydaje się koncepcja wprowadzenia jednolitej stawki akcyzowej dla wszystkich alkoholi. Taki ruch podniósłby podatek na piwo o 260 proc., co przełożyłoby się na wzrost ceny butelki o połowę. Eksperci obawiają się powrotu turystyki alkoholowej do Czech i Niemiec. Różnice są już teraz kolosalne: w Polsce akcyza wynosi 32 euro za hektolitr, podczas gdy za naszą zachodnią granicą jest to niespełna 10 euro.
Nadzieja w lokalnych surowcach
Mimo ponurych prognoz, producenci starają się szukać pozytywów. Ogólne spożycie alkoholu w kraju spadło o 11 proc. względem 2019 roku, ale piwo – wspierane przez warianty bezalkoholowe – wciąż odpowiada za 60 proc. konsumpcji. Branża podkreśla też swoje znaczenie dla rolnictwa. Do produkcji piw 0,0 proc. wykorzystuje się rocznie 30 tysięcy ton jabłek, co stanowi istotny procent krajowych zbiorów tego owocu.