Spis treści
- Od 4 marca obserwujemy gwałtowny skok kosztów tankowania, a analitycy wieszczą dalsze wzrosty cen benzyny, oleju napędowego oraz LPG nawet o 40 groszy.
- Stawki za diesla oscylują już wokół 6,60 zł/l, benzyna 95 to wydatek rzędu 6,30 zł/l, natomiast autogaz niebezpiecznie zbliża się do granicy 3 zł/l, którą może przekroczyć lada dzień.
- Przyczyną lawinowych podwyżek jest napięta sytuacja militarna na Bliskim Wschodzie, w tym blokada Cieśniny Ormuz i ataki na instalacje naftowe, co wywindowało cenę ropy do blisko 82 dolarów.
- Eksperci biją na alarm, że trend wzrostowy nie wyhamuje, a w najczarniejszym scenariuszu baryłka ropy może kosztować nawet 150 dolarów, co drastycznie uderzy w portfele kierowców.
Nowe stawki przy dystrybutorach. Ile płacimy za paliwo?
Wizyta na stacjach benzynowych w dniu 4 marca nie pozostawia złudzeń – mamy do czynienia z potężnym uderzeniem w portfele wszystkich zmotoryzowanych. Tempo wzrostu stawek jest niespotykane od dłuższego czasu, przez co cenniki sprzed doby straciły już na aktualności. Obecnie olej napędowy przebił psychologiczne bariery, osiągając pułap blisko 6,60 zł za jeden litr.
W niektórych punktach cena diesla zrównała się niemal z kosztami zakupu benzyny 98-oktanowej. Na pylonach stacji należących do sieci Orlen sytuacja prezentuje się następująco:
- Olej napędowy (ON): 6,62 zł/l
- Benzyna 95: 6,23 zł/l
- LPG: 2,84 zł/l
Posiadacze samochodów z instalacją gazową również nie mają powodów do zadowolenia. Choć różnice w cenach LPG pomiędzy poszczególnymi punktami są minimalne, to wszędzie widać wyraźną tendencję zwyżkową. Granica 3 złotych za litr autogazu, która do niedawna wydawała się odległą perspektywą, może zostać przekroczona w ciągu najbliższych dni.
Z kolei serwis auto.dziennik.pl przytoczył dane dotyczące stawek obowiązujących na stacjach sieci Circle K. Wyglądają one następująco:
- Olej napędowy (ON): 6,59 zł/l (Circle K)
- Benzyna 95: 6,34 zł/l (Circle K)
- LPG: 2,89 zł/l (BP, Circle K)
Skąd wzięły się tak gwałtowne podwyżki? Źródłem problemów są dramatyczne doniesienia z Bliskiego Wschodu. Obserwowany na polskich stacjach skok cen to bezpośredni efekt paniki na światowych rynkach surowcowych. Działania zbrojne w rejonie Zatoki Perskiej doprowadziły do błyskawicznego podrożenia ropy naftowej.
Kluczowe znaczenie ma tutaj zablokowanie Cieśniny Ormuz, będącej strategicznym szlakiem przesyłu surowca, oraz ataki dronów wymierzone w infrastrukturę Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Te zdarzenia, wraz z komplikacjami w ubezpieczaniu tankowców, wywołały natychmiastową reakcję giełd. Głównym winowajcą jest więc destabilizacja regionu bliskowschodniego, która w ciągu jednej doby podbiła wycenę baryłki o 5 dolarów.
Cena surowca poszybowała do poziomu niemal 82 dolarów, co wprost przekłada się na drożyznę przy dystrybutorach. Koszty zakupu paliw w rafineriach są ściśle skorelowane z notowaniami ropy – gdy surowiec drożeje, zakłady przetwórcze płacą więcej. Ostatecznie te wyższe koszty przerzucane są na stacje benzynowe, a na końcu łańcucha płacą za to kierowcy.
Eksperci ostrzegają. To nie koniec podwyżek
Specjaliści monitorujący rynek paliw nie mają dla nas dobrych informacji. Sytuacja na rynku hurtowym jest bardzo trudna, co nieuchronnie odbije się na cenach detalicznych w najbliższym czasie. Jak podaje auto.dziennik.pl, Jakub Bogucki, analityk portalu e-petrol.pl, przewiduje, że skala nadchodzących zmian cenowych może być szokująca.
– Ceny w hurcie wystrzeliły. Sam olej napędowy podrożał o ponad 400 zł na metrze sześciennym w ciągu jednej doby, a kolejny tak duży skok może nastąpić lada moment – mówi ekspert cytowany przez auto.dziennik.pl.