Spis treści
"Zabawa w pochowanego" debiutowała w 2019 roku i nawet twórcy nie spodziewali się, że odniesie większy sukces. "Już przy pierwszym [filmie] czuliśmy, że nam się poszczęściło. Przygotowanie go nie było łatwym zadaniem, bo nikt nie chwytał jego tonu. W końcu Searchlight się zgodziło. Naszym jedynym celem było nakręcenie fajnego filmu, z którego będziemy dumni" - powiedzieli mi w wywiadzie reżyserzy, Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillett. I choć scenarzyści wylali fundamenty pod ewentualny sequel, mijały lata, a ten nie nadchodził. Do teraz - "Zabawa w pochowanego 2" trafiła do kin i udowodniła, że w historii Grace (Samara Weaving) drzemie jeszcze ogrom potencjału.
"Zabawa w pochowanego 2" to udana kontynuacja czy skok na kasę? - recenzja
Pierwsza odsłona wyglądała na "jednostrzałowca", opowiadała przecież zamkniętą historię. Grace poradziła sobie w starciu z oddaną Szatanowi familią Le Domas i triumfalnie zapaliła papierosa. Kurtyna opadła, można rozejść się do domu... ale nic z tego, bo bohaterka wróciła po siedmiu latach, tym razem w towarzystwie siostry granej przez Kathryn Newton, którą twórcy dosłownie dopisali do fabuły. "Specjalnie dla mnie przerobili scenariusz i stworzyli tę postać" - powiedziała mi aktorka. Dorzucili jeszcze kilka głośnych nazwisk - w tym Sarah Michelle Gellar ("Buffy: Postrach wampirów") i Elijah Wooda ("Władca Pierścieni") - a stawkę podbili wystawiając siostry na ostrzał już nie jednej, a kilku rodzin. Brzmi jak przepis na koszmarek, powstały wyłącznie po to, by spieniężyć sukces "jedynki", prawda? Też tak uważałam, ale w trakcie seansu bawiłam się znakomicie.
Samara Weaving i Kathryn Newton to duet, którego nie wiedzieliśmy, że potrzebujemy
Największą siłą "Zabawny w pochowanego 2" jest dynamika relacji dwóch sióstr, doskonale oddająca istotę myśli, że rodzina to ludzie, których głęboko kochamy, nawet jeśli czasem niekoniecznie ich lubimy. Kathryn Newton przyznała, że zbudowanie ekranowej chemii nie było dla nich szczególnie trudnym zadaniem.
Z natury jestem tą irytującą młodszą siostrą. Nie musiałem nic robić, poza staniem obok, nękaniem jej i kopiowaniem wszystkiego, co robi. Ona jadła selera, to i ja jadłam selera. Ona chciała dietetyczną colę, to i ja chciałam dietetyczną colę. To było łatwe, bo była dla mnie miła i byłyśmy - dosłownie - przykute do siebie. Samara jest cudowną osobą. Gdybyś ją poznała, też chciałabyś być taka jak ona. Więc po prostu chciałam być jak Samara Weaving i to przeniknęło do filmu. Więc była po prostu osobą, z którą ta praca była tak łatwa, że nie była nawet pracą.
Sarah Michelle Gellar i Elijah Wood też ewidentnie bawili się przednio, zrywając ze swoim dotychczasowym emploi i stając po "ciemnej stronie mocy". Cała obsada sprawdza się bardzo dobrze, a moje serce skradła Maia Bastidas jako panna młoda z piekła rodem. Scena, w której grana przez nią Francesca El Caído tłucze się z Grace w rytm "Total Eclipse of the Heart" Bonnie Tyler to zresztą czyste komediowe złoto.
Zazwyczaj unikamy oczywistych, wielkich hitów, ale ponieważ to utwór często grany na weselach, uznaliśmy, że możemy go użyć. A co zabawne, była to pierwsza piosenka, którą wypróbowaliśmy i kręciliśmy tę scenę z myślą, że jej użyjemy. A potem, jak tylko dotarliśmy do montażu, i ją wypróbowaliśmy, A potem, jak tylko dotarliśmy do montażu, i ją wypróbowaliśmy, to pomyśleliśmy: "Wow, to jest świetne. Ma odpowiednie emocje. Jest w tym zarówno gorycz, jak i słodycz. Jest tęsknota, ale to też rodzaj piosenki miłosnej". Miała wszystko, czego potrzebowaliśmy - powiedzieli mi reżyserzy.
i
Hektolitry krwi i bezpretensjonalna rozrywka
Tym, co szczególnie urzekło mnie w "Zabawie w pochowanego 2" jest też brak pretensji i większych ambicji - ten film ma po prostu bawić, zarówno nas, jak i ekipę twórczą. To czarna, kreślona grubą krechą komedia, która nawet przez sekundę nie udaje czegoś, czym nie jest. Możemy się tu doszukiwać podobieństw do "Squid game", "Igrzysk śmierci", "Na noże" czy "W trójkącie", nie uświadczymy jednak drugiego dna, głębszego przesłania czy filozoficznej rozprawy nad brutalnością i człowieczeństwem. Twórcy nie bawią się w kreślenie społecznych komentarzy, a po prostu... się bawią. I zabierają nas w krwawą, bezczelnie płytką przygodę, która pozwala "spuścić nieco pary" w fotelu kinowym. Tylko tyle i aż tyle.
PRZECZYTAJ TEŻ: Gwiazda ujawnia zaskakujące kulisy głośnego filmu. "Nigdy nie zużyto tyle krwi"
