"Ród smoka" to powrót do najlepszych czasów "Gry o tron": RECENZJA pierwszych odcinków serialu HBO

2022-08-22 8:10 Natalia Nowecka
Ród smoka: RECENZJA prequela Gry o tron
Autor: materiały prasowe HBO Max "Ród smoka": RECENZJA prequela "Gry o tron"

"Ród smoka" zadebiutuje lada dzień. Ja miałam już przyjemność obejrzeć pierwszych sześć odcinków i donoszę, że wszyscy malkontenci marudzący na temat finału GOT, mogą wreszcie zamilknąć. Opowieść o rządach Targaryenów to bowiem powrót do świata "Gry o tron" z czasów jej największej potęgi.

Zanim gniew Roberta Baratheona obalił największą dynastię, jaką widziało Westeros, Siedmioma Królestwami niepodzielnie rządzili Targaryenowie - smoczy ród wywodzący się ze starej Valyrii, którego członkowie - jak sami twierdzili - bliżsi byli bogom, niż ludziom. Familia, której najsławniejszą członkinią była bezsprzecznie Daenerys Zrodzona z Burzy, obrosła swego rodzaju legendą, zatem nic dziwnego, że włodarze HBO, chcąc rozszerzyć ekranowe uniwersum GOT, sięgnęli właśnie po ich historię. "Ród smoka" zabiera nas do czasów największej potęgi nie tylko samych Targaryenów, co krainy Westeros. Czuć to już od pierwszych sekund premierowego odcinka. Królewska Przystań jest tym samym miastem, które poznaliśmy w "Grze o tron", a jednocześnie… niemal zupełnie innym. W Siedmiu Królestwach panuje pokój i dobrobyt, smocza dynastia jest powszechnie uwielbiana, a na każdym kroku napotkać możemy posągi magicznych istot, którymi władali Targaryenowie. Co więcej, smok przelatujący nad miastem nie wywołuje powszechnego poruszenia, jest bowiem częścią codzienności. W całym tym ferworze szczęścia czujemy jednak podskórnie, że napięcie narasta, dotychczasowe sojusze i przyjaźnie drżą w posadach, a w powietrzu wisi widmo konfliktu, które z każdym odcinkiem zatacza coraz szersze kręgi. Tym samym "Ród smoka" doskonale wpisuje się w hitchcockowską maksymę - pierwszy odcinek to swojego rodzaju trzęsienie ziemi, którym twórcy jasno komunikują nam, że będzie to opowieść pełna naturalizmu, brutalności i obrzydliwych intryg - a w kolejnych napięcie nieprzerwanie rośnie. Start jest zatem znakomity.

Ród smoka: RECENZJA prequela Gry o tron
Autor: materiały prasowe HBO Max "Ród smoka": RECENZJA prequela "Gry o tron"

"Ród smoka": RECENZJA prequela "Gry o tron"

"Ród smoka" reklamowany jest jako pierwszy prequel "Gry o tron", którym oczywiście jest. Serial nie wstydzi się swojego dziedzictwa, lecz jednocześnie nie stoi na barkach swojego poprzednika. To samodzielna produkcja osadzona w tym samym świecie, który przed laty pokochały miliony widzów na całym świecie. Tu i ówdzie słyszymy znajome zwroty, jak Mur, Żelazne Wyspy, czy Dornijczycy, jednak mamy poczucie, że oto nadeszła nowa jakość. A jest to jakość niezwykle wysoka. "Ród smoka" zrealizowany jest z olbrzymim rozmachem - zachwycają zarówno kostiumy, scenografia, efekty specjalne (choć tu zdarzyło się kilka mankamentów) jak i muzyka, za którą odpowiada niezawodny Ramin Djawadi. Z głośników słyszymy znajome nuty przeplatane zupełnie nowymi brzmieniami, co robi niesamowite wrażenie - wróciliśmy do naszego ukochanego Westeros, ale po to, by poznać jego zupełnie nowe oblicze. Znajomym akcentem jest też oczywiście Miguel Sapochnik - człowiek, który dał nam Bitwę Bękartów i Hardhome, i który ponownie udowadnia, że jest najlepszym reżyserem, o jakiego mógł prosić George R. R. Martin. Dodajmy do niego jeszcze Ryana Condala - głównego scenarzystę i naczelnego miłośnika książek, i w efekcie otrzymujemy serial (niemal) perfekcyjny i adaptację (niemal) idealną.

Wszystkie ich starania poszłyby jednak na marne, gdyby nie absolutnie wyśmienita obsada. Aktorzy odgrywają swoje role z taką perfekcją, że nawet nie wiem, kogo mogłabym tu szczególnie wyróżnić. Matt Smith szarżuje jako butny Daemon Targaryen, Paddy Considine nadaje Viserysowi odpowiednią dozę majestatu i tragizmu, których brakowało mu nawet w książkach, twarz Emily Carey jako młodziutkiej Alicent Hightower wyraża więcej, niż tysiąc słów, a sama bohaterka otrzymuje na ekranie tyle głębi, że nawet najbardziej zaciekli hejterzy jej książkowego pierwowzoru zapałają doń nutką sympatii. Steve Toussaint i Eve Best tworzą zaś zgrany duet, który z pewnością zapewni im tytuł ulubieńców publiczności. Przysłowiową wisienką (a raczej wisienkami) na torcie jest z kolei zmiana obsady, gdy po przeskoku czasowym na scenę wkraczają Olivia Cooke i Emma D'Arcy, które tak scalają się ze swoimi postaciami, iż można odnieść wrażenie, że urodziły się po to, by zagrać dojrzałe wersje Alicent i Rhaenyry. 

Ród smoka: RECENZJA prequela Gry o tron
Autor: materiały prasowe HBO Max "Ród smoka": RECENZJA prequela "Gry o tron"

Wspomniane przeskoki czasowe są jednak nieco problematyczne. Wiele lat historii Targaryenów upchnięto w zaledwie kilku odcinkach serialu, co w ogólnym rozrachunku wyszło Sapochnikowi i Condalowi dość sprawnie, aczkolwiek nie obyło się bez potknięć i zgrzytów. Chwilami pojawiają się bowiem nierówności narracyjne - jedne wątki ciągną się całymi odcinkami, inne zaś traktowane są po łebkach, tak, jakby twórcy chcieli jedynie odhaczyć niektóre wydarzenia (coby ich książkomaniacy nie zlinczowali). Efekt jest taki, że część wydarzeń pozbawiona jest głębi, a kwestiom na pozór istotnym poświęcono zaledwie kilka minut czasu ekranowego. Z dwojga złego można było te wątki zwyczajnie pominąć i świat by się nie zawalił. W końcu twórcy i tak niejednokrotnie zmodyfikowali, czy uprościli wydarzenia z pierwowzoru, zmieniając je na lepsze (i piszę to jako książkomaniaczka!). Podkreślam zatem, że nawet ci z was, którzy "Ogień i krew" znają na pamięć, zostaną pozytywnie zaskoczeni podczas seansu. 

Jak już jestem na etapie czepiania się, wspomnę jeszcze tylko, że brakuje mi tu nieco humoru - "Ród smoka" jest serialem znacznie poważniejszym, niż "Gra o tron", co w ogólnym rozrachunku jest zaletą, jednak kilka scen humorystycznych tylko poprawiłoby sytuację. Chwaliłam już obsadę, która jest absolutnie wspaniała, jednak z jednym małym wyjątkiem, a jest nim Ty Tennant w roli młodego Aegona Targaryena. Abstrahując już od faktu, iż serialowa interpretacja tego bohatera nie do końca mi odpowiada (szanuję jednak wizję Ryana Condala i jego swobodę twórczą), aktor gra swoją postać w sposób karykaturalny, co chwilami wywołuje wręcz dyskomfort. Nie wiem, czy był to cel zamierzony, ale Brytyjczyk swoją kreacją ociera się o parodię, co niszczy każdą scenę z jego udziałem. 

To by było na tyle z mojego narzekania. "Ród smoka" to bowiem serial wyśmienity, który zachwyci zarówno fanów "Gry o tron", jak i miłośników książek George'a R. R. Martina i osoby, które dotąd nie miały styczności z tym uniwersum. Produkcja wciąga bez reszty i zaskakuje na każdym kroku, przywodząc na myśl zgrabne połączenie najlepszych cech serialu matki, "The Crown" i "Sukcesji". Pierwszych sześć odcinków "Rodu smoka" oceniam na mocne 9/10 i choć finałowe epizody mogą zmienić moją opinię, myślę, że będzie to raczej tendencja wzrostowa, bowiem opowieść o Targaryenach ma realną szansę stać się jednym z najlepszych seriali, jakimi uraczyło nas HBO. Na odchodne wspomnę jeszcze tylko, że tak - jest sporo smoków i są one absolutnie piękne (zwłaszcza Seasmoke).

"Ród smoka" - kiedy premiera?

O tym, na ile moje wrażenia pokrywają się z waszymi, przekonamy się już 22 sierpnia 2022 roku, kiedy to pierwszy odcinek Rodu smoka zawita w bibliotece HBO Max, oraz na antenie HBO.

Sonda
Ród Smoka - czekasz na prequel "Gry o tron"?

Jak dobrze znasz uniwersum Gry o tron i Rodu smoka? QUIZ tylko dla prawdziwych fanów!

Pytanie 1 z 10
Co jest cechą charakterystyczną rodu Targaryenów?
Gra o tron i Ród smoka: QUIZ
PREQUEL, SEQUEL, SPIN-OFF… Co to jest? O co w tym chodzi? | To Się Kręci #1
Nasi Partnerzy polecają
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
NAJNOWSZE