Krzysztof Dymiński zaginął w 2023 roku. Wyszedł z domu, nie informując nikogo. O czwartej nad ranem kamery zarejestrowały go w Warszawie, na Moście Gdańskim. Potem ślad się urywa. Czy zszedł po schodach na bulwary? Czy skoczył do wody? Na te pytania od trzech lat usiłują znaleźć odpowiedź rodzice chłopaka - Daniel i Agnieszka. Oboje podkreślają, że to nie w jego stylu, że nie mógłby tego zrobić. Z drugiej strony, wspominają też o nieszczęśliwym zauroczeniu, o tym, że dużo pracowali, że nie poświęcali synowi czasu.
Krzysiu, gdzie jesteś?
Nie ma dnia, żeby nie wyczekiwali Krzyśka. Żyją nadzieją, że może w święta, może w swoje urodziny, może któregoś dnia, tak po prostu się pojawi, a ich życie znów wróci na dawne tory. Nadzieja jest, ale coraz częściej rodzicom towarzyszy też poczucie, że ich syna nie ma już wśród żywych. Daniel od wielu miesięcy, bez względu na pogodę, szuka na rzece ciała albo choć śladu po tym, że jego dziecko porwał nurt Wisły.
Dopłynąć do prawdy
W filmie razem z kamerą śledzimy te poczynania. Dymiński wraz z ochotnikami niestrudzenie przemierza kolejne odcinki rzeki, szuka na głębinach i przy brzegu, przeczesuje gęsty muł. Nie można powiedzieć, że jego starania są bezowocne, bo szukając syna, znajduje kilka innych osób, dając tym samym kres wątpliwościom i rozpaczy bliskich. Prawda, nawet ta najbardziej bolesna, w końcu przynosi spokój.
Film gęsty od emocji
Opowiadając o swoim dziele, Marcin Marczak zacytował słowa Kieślowskiego: "Dobra fabuła powinna być jak film dokumentalny, a film dokumentalny powinien wciągać jak fabuła". Trudno zaprzeczyć, że w tym przypadku reżyser w pełni osiągnął ten cel. Choć akcja w dużej mierze dzieje się na rzece, to kolejne sceny poszukiwań - wczesnym rankiem, o zmroku, we mgle, w niepogodę - wywołują w widzu coraz większe napięcie i niepokój.
Z technicznego punktu widzenia, stworzenie takiego obrazu to zadanie karkołomne i szalenie niebezpieczne. Skoro większość scen kręcono na wodzie, to na łodzi - poza Dymińskim i jego pomocnikami - musiała być obecna także cała ekipa filmowa. Jak Marczakowi udało się pracować w tak trudnych warunkach? „Większość scen nagrałem sam. Czasem była ze mną osoba odpowiedzialna za dźwięk, więc na łódce zazwyczaj nie było więcej osób z naszej strony” - wyjaśnia reżyser.
i
"Gdy znika dziecko, gubi się cała rodzina"
- Ten film nie miał z nas robić gwiazd. Mieliśmy dwa cele. Chcieliśmy zbliżyć rodziny do ich dzieci - żeby rodzice zaczęli z nimi rozmawiać. I zależało nam też na tym, żeby uratować choć jedno życie, żeby choć jedna z młodych osób zastanowiła się, zanim podejmie tak trudną, złą decyzję. - mówi Daniel Dymiński. - W pewnym sensie proces powstawania tego filmu był dla nas terapią. Przez półtora roku nagrań czuliśmy, że robimy coś dobrego - że szukamy jednocześnie Krzyśka i być może innych osób. To pozwalało nam iść do przodu i wstawać rano z nową energią do działania.
- Chcemy zwrócić uwagę, że relacje są bardzo ważne. Ten film ma ogromny potencjał emocjonalnym pokazuje dokładnie to, z czym się mierzymy jako rodzice - ale nie tylko my, bo w filmie pojawia się jeszcze jedna rodzina, która też musi zmierzyć się ze stratą.Takich rodzin jest wiele. Chcemy zaapelować do młodych ludzi, że każda decyzja ma konsekwencje, nie tylko dla nich, ale też dla otoczenia, dla rodziny, dla najbliższych - dodaje Agnieszka Dymińska.
i
To nie jest zwykły dokument. To apel rodziców do rodziców - żeby byli uważni, żeby nie zatracali się w pracy i pogoni za pieniędzmi. Wystarczy chwila nieuwagi, by błahy problem nastolatka urósł do niebotycznych rozmiarów. A to, jak dziecko zdecyduje się go rozwiązać, może być nieodwracalne w skutkach.
- Nikt nie powinien rezygnować z życia i dać sobie szansę. Życie nie jest jedynie subskrypcją na dobre i przyjemne chwile. Coś cię boli i to jest ok, ale ta chwila minie - stwierdza mama Krzyśka.
Niech to będzie pouczająca klamra tej recenzji. Polecam film z całego serca. Wzrusza, trzyma w napięciu i długo nie daje o sobie zapomnieć.
Daty najbliższych pokazów znajdziecie tutaj.