Zrobił im zdjęcie chwilę przed tragedią. Pięcioro wędkarzy utonęło, próbując się ratować
Tragiczne wydarzenia rozegrały się w niedzielę nad rzeką Scioto w stanie Ohio. Pięcioro dorosłych zginęło podczas wspólnego wypadu na ryby. Wszystko wskazuje na to, że próbowali ratować siebie nawzajem, gdy jeden z mężczyzn zaczął tonąć. Krótko przed tragedią grupę sfotografował Marcus Martin, pastor i doświadczony żeglarz, który od około 10 lat pływa po tej rzece. Mężczyzna powiedział, że zdjęcie mogło być ostatnim wykonanym, zanim doszło do wypadku. – Wierzę, że zdjęcie, które zrobiłem, mogło być ostatnim zdjęciem, na którym wszyscy jeszcze żyli – powiedział. Na fotografii widać pięcioro dorosłych stojących w wodzie sięgającej im do pasa i łowiących ryby. Niedaleko, na brzegu, bawiło się dwoje dzieci. Martin przyznał, że od razu zaniepokoił go widok grupy. Wiedział, że w tym miejscu dno gwałtownie się obniża, a nurt może być bardzo niebezpieczny. – Pamiętam, że uczono mnie, iż to miejsce jest niebezpieczne, ponieważ są tam strome spadki i nagłe przejście na głęboką wodę – powiedział.
Przerażone dzieci biegły po pomoc, płakały i wołały mamę
Rozważał, czy ostrzec wędkarzy, ale zrezygnował. Obawiał się, że podpływając bliżej, wytworzy fale i stworzy jeszcze większe zagrożenie. Dziś przyznaje, że od czasu tragedii nie może spać, bo wciąż zastanawia się, czy mógł zrobić coś więcej. Jak podaje New York Post, dramat zaczął się, gdy jeden z uczestników postanowił popływać. W pewnym momencie zaczął mieć problemy w wodzie. Na pomoc ruszyły dwie kolejne osoby. Gdy one również zaczęły tonąć, do rzeki weszły następne dwie. Żadna z pięciu osób nie zdołała wrócić na brzeg. Służby zostały wezwane około godziny 21. Powodem był telefon kierowcy, który zauważył małe dziecko biegnące poboczem drogi. Było przerażone i powiedziało, że jego rodzina znajduje się w rzece. Drugie dziecko, owinięte ręcznikiem, cały czas wołało: „Mamo! Mamo!”.
Ofiary tragedii osierociły dwoje dzieci, które były nad rzeką w chwili wypadku
Ratownikom udało się wyciągnąć z wody dwie kobiety, jednak w szpitalu stwierdzono ich zgon. Ciała trzech mężczyzn odnaleziono następnego dnia. Władze Hondurasu potwierdziły, że cztery z pięciu ofiar były obywatelami tego kraju. Wśród nich byli 33-letni Jose Mario Pineda Dias i jego 28-letnia żona Marina Suyapa Regalado. Osierocili dwoje dzieci, które były nad rzeką w chwili tragedii. Drugą parą byli Miguel Ángel Guerra i Carmen Idalia Lara Ferrera, oboje w wieku 33 lat. Mieli siedmioletnią córkę. Piąta ofiara nie została jeszcze oficjalnie zidentyfikowana. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Hondurasu poinformowało, że współpracuje z władzami USA, aby sprowadzić ciała ofiar do kraju. Dzieci pierwszej pary przebywają obecnie pod opieką władz stanu Ohio i mają zostać przekazane rodzinie w Hondurasie. Śledztwo w sprawie tragedii trwa. Według danych amerykańskiej służby geologicznej poziom wody w rzece był tego dnia wyjątkowo wysoki, a nurt płynął ponad dwa razy szybciej niż zwykle. Śledczy sprawdzają, czy właśnie te warunki przyczyniły się do śmierci pięciu osób.