Niemcy nie wyślą Taurusów Ukrainie. Kanclerz Merz zaskakuje nowym argumentem

2026-03-26 16:01

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił znaczącą zmianę w kwestii wsparcia militarnego dla Kijowa, stwierdzając, że przekazanie pocisków manewrujących Taurus nie jest już potrzebne. Według niego Ukraina osiągnęła tak duży postęp technologiczny, że obecnie posiada bardziej efektywną broń własnej produkcji.

Niemiecka polityka pełna zwrotów akcji

Częsta zmiana zdania przez niemieckich polityków w kwestii deklaracji zbrojeniowych nie jest dla nikogo nowością. Osoby bacznie obserwujące tamtejszą scenę polityczną doskonale pamiętają czasy, gdy Friedrich Merz, będąc w opozycji do rządu Olafa Scholza, stanowczo domagał się przekazania Ukrainie pocisków Taurus, argumentując to niezbędnym wsparciem dla działań zbrojnych Kijowa. Sytuacja zmieniła się radykalnie po objęciu przez niego urzędu kanclerza. Początkowo starał się łagodzić nastroje wokół dostaw, najpierw utajniając informacje o pomocy wojskowej dla Ukrainy, a następnie tłumacząc zwłokę długotrwałym i skomplikowanym procesem szkolenia ukraińskich żołnierzy. Obecne tłumaczenia kanclerza przechodzą jednak najśmielsze oczekiwania.

Swoje nowe, zaskakujące stanowisko kanclerz Friedrich Merz przedstawił podczas sesji pytań w Bundestagu, tłumacząc je gwałtownym rozwojem ukraińskiego przemysłu obronnego.

"Ukraina dysponuje dziś własnymi systemami dalekiego zasięgu, które sama zbudowała i które są znacznie skuteczniejsze niż stosunkowo niewielka liczba pocisków manewrujących Taurus, które moglibyśmy dostarczyć" – stwierdził Merz.

Kanclerz próbował tłumaczyć swoje dawne apele o dostarczenie Taurusów ówczesnym przekonaniem, że Bundeswehra dysponuje odpowiednią liczbą sprawnych i gotowych do użycia pocisków. Obecnie uważa, że ukraińska armia jest "lepiej uzbrojona niż kiedykolwiek wcześniej". Zmiana narracji jest uderzająca.

Ukraiński postęp technologiczny. Czy Kijów obejdzie się bez Taurusów?

Merz opiera swoją argumentację na rzekomo ogromnym wzroście możliwości produkcyjnych ukraińskich fabryk zbrojeniowych. Nie da się ukryć, że od momentu wybuchu pełnoskalowej wojny, Ukraina intensywnie rozwija produkcję własnych pocisków manewrujących i balistycznych. Kijów z powodzeniem wykorzystuje w swoich przekazach pociski Flamingo, przedstawiając je jako broń o niezwykłej skuteczności, mogącą razić cele na odległość nawet 3000 kilometrów.

Trudno pominąć również kwestię dronów. Zarówno te latające, jak i pływające, stały się wizytówką ukraińskiej innowacyjności i skuteczności na froncie. Mimo tych osiągnięć, władze w Kijowie z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim na czele nieustannie proszą o zachodnie uzbrojenie, w tym właśnie pociski Taurus. Argumentują, że zaawansowana technologia, precyzja i zdolność do przełamywania obrony przeciwlotniczej, jaką gwarantują te rakiety, są niezbędne do przeprowadzania skutecznych operacji ofensywnych.

Finansowe wsparcie zamiast broni

Kanclerz Merz w swoim wystąpieniu poruszył również kwestię "poważnych trudności finansowych", z jakimi boryka się Ukraina. Uważa on, że same dostawy sprzętu wojskowego nie są rozwiązaniem dla najważniejszych problemów kraju.

"Musimy zmobilizować więcej pieniędzy dla Ukrainy, aby ta broń mogła być nadal produkowana" – powiedział w Bundestagu.

Sprzeciw wobec Taurusów to kontynuacja polityki Scholza

Wstrzymywanie dostaw Taurusów dla Ukrainy to nie jest nowy wymysł w niemieckiej polityce. Były kanclerz Olaf Scholz (SPD) odmawiał przekazania tych pocisków, mimo nacisków opozycji, na czele której stał wówczas Merz (CDU/CSU), a także części swoich koalicjantów. Scholz obawiał się eskalacji konfliktu i wciągnięcia Niemiec w wojnę. Uważał, że obsługa i programowanie tak zaawansowanej broni wymagałoby obecności niemieckich żołnierzy na terytorium Ukrainy, co było dla niego "niedopuszczalne".

Obecne stanowisko kanclerza Merza ostatecznie prowadzi do tego samego rezultatu, czyli braku Taurusów dla ukraińskiej armii. Opiera się jednak na zupełnie nowej argumentacji, skupiającej się na wzrastającej rzekomo niezależności technologicznej Ukrainy. Prawdziwość tych twierdzeń pozostaje mocno dyskusyjna.

LUDZIE TAŃCZĄ Z RADOŚCI W IRANIE! Rakowski: DOBIJĄ REŻIM JAK BĘDĄ MOGLI!