Amerykański elektryk uwięziony wewnątrz 40-metrowego szyldu reklamowego
Rutynowa praca konserwacyjna przy autostradzie w Wilmington w stanie Illinois zmieniła się w dramatyczną, wielogodzinną walkę o przetrwanie. Elektryk A.J. Gow spędził ponad sześć godzin uwięziony w ciasnym wnętrzu gigantycznego, pustego w środku szyldu reklamowego, który wznosi się na wysokość około 40 metrów nad ziemią. Jak informuje portal Bored Panda, odcięty od świata mężczyzna musiał zmierzyć się z ekstremalnym upałem i brakiem wody, co doprowadziło go do ostateczności.
Do zdarzenia doszło przy stacji paliw Petro Travel Center w pobliżu drogi Lorenzo Road i autostrady międzystanowej numer 55. Gow naprawiał konstrukcję wspólnie ze swoim współpracownikiem. Ponieważ wewnątrz metalowego szyldu panował potworny upał, a powietrze stało w miejscu, mężczyzna poprosił kolegę, aby ten zjechał na dół podnośnikiem koszowym po wodę i bezprzewodowy wentylator. Gdy drugi z pracowników próbował wrócić na górę, teleskopowy wysięgnik uległ awarii mechanicznej. Gow został uwięziony na wysokości, ponieważ konstrukcja nie posiadała wewnętrznej drabiny ani żadnej innej drogi ewakuacyjnej.
Służby ratunkowe bezradne wobec gigantycznej konstrukcji
Początkowo obaj pracownicy próbowali samodzielnie usunąć usterkę maszyny, licząc na szybkie uruchomienie podnośnika. Jednak po blisko czterech godzinach spędzonych w dusznej, zamkniętej przestrzeni bez kropli wody, stan fizyczny elektryka zaczął się gwałtownie pogarszać. Przerażony mężczyzna nakazał koledze natychmiastowe wezwanie służb ratunkowych.
Gdy na miejsce przybyli strażacy z Wilmington, szybko okazało się, że ich standardowy sprzęt jest niewystarczający. Drabiny ratownicze, którymi dysponowali, mogły sięgnąć maksymalnie na wysokość około 30 metrów, podczas gdy uwięziony robotnik znajdował się o 10 metrów wyżej. Sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna, a czas działał na niekorzyść uwięzionego.
W obliczu przedłużającej się akcji i braku możliwości szybkiego zejścia, Gow zaczął obawiać się najgorszego. Wyciągnął telefon i nagrał emocjonalne pożegnalne wiadomości dla swojej żony i dzieci. W rozmowie z ABC7 Chicago, przytoczonej przez Bored Panda, wyznał: „To były moje ostatnie słowa. W zasadzie pożegnanie bez wypowiadania samego słowa: żegnaj”.
Polecany artykuł:
Skomplikowana akcja ratunkowa i wnioski na przyszłość
Ratownicy musieli szybko znaleźć maszynę o znacznie większym zasięgu. Odpowiednio wysoki podnośnik udało się ostatecznie zlokalizować na placu budowy w pobliskim mieście Joliet. W sprawnym i szybkim transporcie wielkiego sprzętu na miejsce zdarzenia pomogła policja stanowa z Illinois. Moment przyjazdu pomocy uwieczniły kamery telewizyjne z pokładu śmigłowca.
Widząc nadjeżdżające wsparcie, Gow zdołał jeszcze wychylić się z szyldu i pokazać ratownikom uniesiony w górę kciuk. Po ponad sześciu godzinach spędzonych w śmiertelnej pułapce, elektryk bezpiecznie przesiadł się do nowego kosza i zjechał na ziemię. Na szczęście nie odniósł żadnych obrażeń i był cały i zdrowy.
Miesiąc po tym traumatycznym wydarzeniu mężczyzna przyznaje, że ma ogromne szczęście i dziś potrafi już śmiać się z całej sytuacji. Zdarzenie to zmieniło jednak jego podejście do pracy. Choć nadal zajmuje się naprawą wysokich reklam, nie wchodzi już do ich wnętrza. Wszystkie naprawy wykonuje teraz wyłącznie z pokładu kosza podnośnika, by w razie ponownej awarii nie zostać odciętym od drogi ucieczki.