Turniej WTA w Cincinnati. Maja Chwalińska zdradza swoje plany na najbliższe tygodnie

Maja Chwalińska z powodzeniem rozpoczęła zmagania w turnieju WTA w Cincinnati, awansując do trzeciej rundy. Polska tenisistka wraca do gry po kontuzji i zaznacza, że dla odbudowania najwyższej formy w zawodach cyklu WTA potrzebuje teraz jak największej liczby rozegranych spotkań.

Ręka tenisistki odbijającej piłkę rakietą na korcie. O sukcesach Mai Chwalińskiej przeczytasz w serwisie Eska.
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Zbliżenie na rękę tenisisty uderzającego rakietą w żółtą piłkę na korcie.

Udany powrót na korty twarde

Rozstawiona z numerem 19. Maja Chwalińska pokonała w drugiej rundzie turnieju w Cincinnati Hiszpankę Cristinę Bucsę 6:2, 6:2. W pierwszej rundzie tych prestiżowych zawodów Polka miała tak zwany wolny los i nie musiała rywalizować na korcie. Sobotnie zwycięstwo to jej pierwszy wygrany mecz od tegorocznego finału wielkoszlemowego French Open. Niedługo po tamtym paryskim sukcesie, podczas startu w Wimbledonie, tenisistka doznała nieprzyjemnego urazu stawu skokowego.

Zawodniczka z Dąbrowy Górniczej preferuje grę na kortach ziemnych i nie ma jeszcze dużego doświadczenia na twardej nawierzchni. Do gry po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją powróciła 4 sierpnia podczas turnieju w kanadyjskim Toronto. Tam jednak przegrała w pierwszej rundzie z Australijką Talią Gibson 5:7, 1:6. Dopiero zmagania w amerykańskim Cincinnati przyniosły jej premierowe w karierze zwycięstwo w zawodach rangi WTA 1000.

- Ogólnie jestem zadowolona z przebiegu rekonwalescencji, ale z pewnością był to proces z pewnymi wzlotami i upadkami. To było trochę frustrujące, bo miałam dobrą passę. To tylko tenis, to sport, czasami bywa brutalny. Trzeba to zaakceptować i wyciągnąć z tego wnioski. Teraz jestem zdrowa - powiedziała polska tenisistka.

- Jestem bardzo podekscytowana. To trochę inna gra niż na kortach ziemnych, ale lubię też twarde korty. Czuję, że potrzebuję jeszcze kilku meczów i wtedy będę czuła się pewniej na korcie - przyznała Chwalińska.

- Jestem graczem. Nie mam wielkich atutów i nie będę serwowała 10 asów na mecz, zwycięskich zagrań i wszystkiego innego. Więc jestem graczem i potrzebuję meczów. Miałam kontuzję, więc nie miałam zbyt wielu okazji do gry. A Toronto było nieprzyjemnym doświadczeniem, ale cóż, takie jest życie - stwierdziła Polka.

- To tenis. Wiedziałam, że na początku będzie to dla mnie spore wyzwanie. Z każdym zwycięstwem bardzo się cieszę - dodała.

Z kim Polka zagra w poniedziałek?

Reprezentantka Polski ma obecnie 24 lata i zajmuje 23. miejsce w globalnym zestawieniu najlepszych tenisistek globu. Głównym celem zawodniczki na nadchodzące tygodnie jest powrót do regularnego rytmu meczowego. Kwestie zdobywania punktów oraz pięcia się w rankingu schodzą na razie na zdecydowanie dalszy plan. Polska tenisistka jednoznacznie podkreśla, że absolutnie kluczowe pozostaje dla niej zachowanie zdrowia.

W walce o awans do następnej fazy prestiżowego turnieju w Stanach Zjednoczonych Polka zmierzy się z wymagającą przeciwniczką. Jej rywalką będzie rozstawiona z numerem 14. Rosjanka Diana Sznajder. Pojedynek o przepustkę do czwartej rundy tych prestiżowych zawodów zaplanowano na nadchodzący poniedziałek. Będzie to bez wątpienia kolejny bardzo ważny sprawdzian aktualnej formy fizycznej i sportowej polskiej reprezentantki.

- Naprawdę potrzebuję meczów. Dla mnie najważniejsze są mecze, bo dużo trenowałam i ciężko pracowałam. Teraz najważniejsze są mecze i po prostu walka o każdą piłkę i bycie tak waleczną, jak to tylko możliwe. Staram się złapać rytm, a potem możemy porozmawiać o celach rankingowych, ale chodzi o to, żeby pozostać zdrową i być jak najbardziej waleczną - powiedziała 23. tenisistka światowego rankingu.

Rolki