Kiedy sportowcy otrzymali zaległe pieniądze
Szef PKOl Radosław Piesiewicz poinformował o wypłacie zaległych środków podczas poniedziałkowego briefingu. Pieniądze trafiły na bankowe konta zawodników tego samego dnia w godzinach porannych. Fundusze dla sportowców pochodzą w całości od prywatnych sponsorów komitetu, a nie ze spółek z udziałem Skarbu Państwa. Cała sprawa dotyczy niewypłaconych dotąd zobowiązań finansowych po firmie Zondacrypto. Problem z wymianą wirtualnych tokenów dotknął trzech medalistów zimowych igrzysk we Włoszech oraz ich dwóch szkoleniowców.
Całkowite zobowiązania wobec tej grupy wynosiły dokładnie 1,1 miliona złotych. Pieniądze te miały ostatecznie trafić do panczenisty Władimira Siemirunnego oraz skoczków narciarskich Pawła Wąska i Kacpra Tomasiaka. Nazwisko trzykrotnego medalisty Kacpra Tomasiaka nie zostało jednak wymienione podczas oficjalnego wystąpienia prezesa. Warto zauważyć, że kilkanaście dni temu matka tego sportowca publicznie skrytykowała działania działaczy. Szef organizacji podziękował pozostałym dwóm zawodnikom oraz trenerom za ich wyrozumiałość i ogromną cierpliwość w oczekiwaniu na przelew.
- Pieniądze za zobowiązanie po Zondacrypto, po tokenach, których trzech naszych sportowców plus dwóch trenerów nie mogło wypłacić, bez udziału spółek z udziałem Skarbu Państwa, a dzięki prywatnym sponsorom, zostały rano przelane na konta naszych sportowców i trenerów - tłumaczył Piesiewicz.
Jak rozwiązano sprawę programu wsparcia
Ważną poruszoną na spotkaniu kwestią był również autorski program o nazwie „Mamy Olimpijki”. Inicjatywa ta zakładała wypłatę 50 tysięcy złotych wsparcia w wirtualnych tokenach sponsora. Program skierowano do zawodniczek, które łączą codzienne macierzyństwo z profesjonalną karierą sportową. Większość uprawnionych kobiet z powodzeniem spieniężyła swoje wirtualne nagrody na giełdzie. Zrobić tego nie zdołała jedynie utytułowana polska florecistka Julia Walczyk-Klimaszyk.
Sportsmenka miała poważny problem z samodzielnym uregulowaniem podatku od otrzymanej nagrody. W związku z tym pod koniec kwietnia przelano na jej bankowe konto dodatkowe sześć tysięcy złotych. Kiedy zawodniczka wpadła w wyższy próg podatkowy, komitet wypłacił jej następnie dziesięć tysięcy złotych. Władze organizacji chciały w ten sposób uniknąć sytuacji, w której olimpijka poniosłaby bezpośrednie straty finansowe. Obecna kadencja Radosława Piesiewicza na stanowisku prezesa PKOl kończy się oficjalnie w kwietniu 2027 roku.
- Okazało się, że pani Julia wpadła w drugi próg podatkowy, przysłała odpowiednie dokumenty i od razu przelaliśmy te dodatkowe pieniądze - kwotę 10 tysięcy złotych, by zawodniczka nie była stratna i zapłaciła podatek nie ze swoich środków - powiedział.