Mikołajki w Wiśle nie takie, na jakie liczyliśmy. Co po konkursie powiedzieli polscy skoczkowie?

Polscy skoczkowie nie sprawili dużego prezentu licznie zgromadzonym kibicom pod skocznią im. Adama Małysza. Można powiedzieć, że to jedynie mały podarek w postaci trzech miejsc w czołowej trzydziestce. Co powiedzieli nasi skoczkowie po konkursie?

Kacper Tomasiak
Autor: Grzegorz Momot/ PAP Kacper Tomasiak w Wiśle.

Nie na takie Mikołajki w Wiśle liczyliśmy. Polscy skoczkowie oceniają swoje skoki 

6 grudnia kojarzy nam się z prezentami. W Mikołajki każdy z nas liczy na jak największą paczkę podarunków, ale czasami zdarza się tak, że otrzymujemy tylko mały, symboliczny upominek. Takie też potrafią cieszyć, ale zawsze pozostawiają spory niedosyt. Niedosyt z pewnością mają także polscy kibice, którzy pod skocznią im. Adama Małysza zgromadzili się tak licznie, jakby nasi skoczkowie zdominowali początek sezonu. 

W Wiśle jednak zaserwowano nam kolejny przeciętny, żeby nie powiedzieć słaby konkurs. Tak słabego występu Polaków przed własną publicznością trudno szukać w archiwalnych konkursach. Cieszyć mogą całkiem dobre skoki Piotra Żyły, ale to jednak wciąż tylko czternaste miejsce. 

Czuję że rezerwy jeszcze były, oj były. Ale najważniejsze, że energia była i w zasadzie tych bananów pożarłem sporo znowu. Ale tak jakby trochę mi to spadało dzisiaj. Może byłem za spokojny, bo tak jakby ja zawsze gdzieś tam zawczasu idę pełnym ogniem, a tu trochę mi wszystko spadło. Ale ten drugi skok, no to dał taki całkiem spory awans - mówi na gorąco Piotr Żyła. 

38-latek stara się szukać pozytywów w dzisiejszych skokach. To prawda, było dużo lepiej niż tydzień temu w Finlandii. 

Punkciki jakieś są. Wiadomo od czegoś trzeba zacząć. Gdzieś tam formę trzeba ustabilizować i iść w pionie do góry. Wiadomo, żeby to szło w stronę dziesiątki. Wiem, że stać mnie na pewno na to, ale na spokojnie. Swoje trzeba robić i nie napalać się - dodaje Żyła. 

Na Mikołaja, czyli jak mówi na siebie, narzekał Dawid Kubacki. 

Mikołaj nie był łaskawy dzisiaj, z tym, że w tym przypadku na skoczni to ja byłem tym Mikołajem i to ja ten drugi skok zepsułem - mówi 26. dzisiaj Kubacki, który po pierwszej serii był 20. 

Kubacki był zadowolony z pierwszej próby, ale jak mówi, jej też dużo brakowało.

Była też spóźniona, ale to pchanie do ziemi, czyli to nad czym pracowaliśmy w ostatnim czasie działa i to jest pozytyw. W drugiej serii miało być trochę lepiej, a wyszło jak zwykle i ten skok był bardzo, bardzo mocno spóźniony, mimo tego, że to pchanie było do ziemi. Większość tej energii poszła po prostu w powietrze i przez to nie pozwoliłem sobie tutaj odlecieć na dole - słyszymy. 

Dawid docenił jednak tłumy kibiców. Jak mówi, bardzo pozytywnie go to zaskoczyło. 

Liczba kibiców, jaka dzisiaj się zjawiła na skoczni - naprawdę serce się raduje. To, że Mikołaj żadnego prezentu nie przyniósł, to ci kibice na skoczni mi to wynagrodzili w zupełności.

Szukania pozytywów ciąg dalszy 

Pierwszy występ w Pucharze Świata przed własną publicznością ma 18-letni Kacper Tomasiak. To jedyny polski skoczek, który punktuje w każdym konkursie tego sezonu. Wprawdzie dziś nie może być do końca zadowolony z 25. miejsca, ale pozytywy zawsze się znajdą. Chociażby to, jaką moc dają kibice. 

Myślę, że przyjemnie jest. Może troszeczkę powoduje to taki większy stres, ale myślę, że udało mi się z tym fajnie poradzić i czerpać z tego bardziej pozytywy niż negatywy - zaznacza Tomasiak. 

A jak ocenia swoje skoki? 

Ogólnie brakowało mi troszeczkę płynności w tych skokach. W drugiej serii udało się już to poprawić, ale jeszcze trochę brakuje do tego, żeby było super - dodaje 18-latek. 

Jak sam podkreśla, "chciałoby się trochę więcej".

Na pewno ze skoku na skok jest minimalnie lepiej, więc myślę, że jutro też powinno troszeczkę się to poprawiać, ale zobaczymy dopiero jutro - słyszymy. 

Bardzo blisko punktów był dziś Maciej Kot, który do ostatniej chwili liczył na awans do drugiej serii. Skończył 31. Zabrakło 0,3 punktu. 

Tak na dobrą sprawę metr-półtora dalej dałoby mi taki komfort już po po skoku - zaznacza Kot. 

W serii próbnej był najlepszym z Polaków, a w konkursie znowu czegoś zabrakło. 

Znowu nie są to duże błędy. To nie są wielkie różnice, natomiast na tym poziomie one kosztują. Kosztują właśnie sporo miejsc i generalnie dzisiaj taką główną rzeczą, którą delikatnie chcieliśmy zmienić od wczoraj, to była pozycja najazdowa. Wczoraj była ona ciut zbyt agresywna. Dzisiaj chcieliśmy zachować trochę rezerw i myślę, że lepiej to wyglądało. Natomiast w tej pozycji zbyt spieszyłem się do lotu. Czyli nie było tego energicznego wyjścia z progu połączonego z lotem - analizuje, jak zawsze szczegółowo, Maciej Kot. 

Skoki narciarskie w Wiśle