Spotkanie na Inter&Co Stadium obfitowało w nieoczekiwane wydarzenia. W 43. minucie sędzia Rosendo Mendoza zdecydował się przerwać rywalizację i odesłać piłkarzy do szatni. Przyczyną była gwałtowna burza, która rozpętała się w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu. Względy bezpieczeństwa sprawiły, że fani musieli opuścić trybuny i schronić się w bezpiecznym miejscu.
Zarządzona przerwa miała być krótka, jednak przedłużyła się do prawie dwóch godzin. Po upływie 30 minut nikt nie wiedział, kiedy zawodnicy będą mogli kontynuować grę. Kolejna godzina minęła w niepewności, aż w końcu wydano oficjalny komunikat o wznowieniu rywalizacji o godzinie 4:11 czasu polskiego. Piłkarze ostatecznie wrócili na murawę i dokończyli spotkanie.
Same zawody nie dostarczyły jednak wielkich piłkarskich emocji. Chicago szybko, bo już w 4. minucie, wyszło na prowadzenie. Puso Dithejane wykorzystał niefrasobliwość defensorów z Orlando i umieścił piłkę w bramce. W tej akcji swój udział zaznaczył David Poreba, dla którego był to premierowy występ w MLS. Polski pomocnik nie mógł wymarzyć sobie lepszego startu w nowym zespole.
Drużyna gospodarzy zdołała odpowiedzieć w drugiej połowie. W 52. minucie spotkania David Brekalo zdobył wyrównującą bramkę. Ważną rolę w tej akcji odegrał Antoine Griezmann, który w tym starciu reprezentował barwy ekipy z Orlando i popisał się celnym ostatnim podaniem.
Robert Lewandowski zadecydował o wyniku w barwach Chicago Fire
Decydujący cios zadał jednak kapitan reprezentacji Polski. W 69. minucie Robert Lewandowski był faulowany w
szesnastce
przez Robina Janssona. Sędzia podyktował rzut karny, do którego podszedł sam faulowany. Polak nie pozostawił bramkarzowi złudzeń, posyłając piłkę pewnie w boczną siatkę i ustalając rezultat na 2:1 dla swojego zespołu.
Nie było to spotkanie, które zapisze się w pamięci jako wybitny występ Lewandowskiego w koszulce Chicago Fire. Polski napastnik przez większość czasu był mało widoczny na boisku, a całe spotkanie nie rzucało na kolana. Mimo to wystarczyła zaledwie jedna akcja, by ponownie stał się głównym bohaterem wieczoru.
Ekipa Chicago Fire wraca z trudnego terenu z pełną pulą punktów, notując tym samym szóstą wygraną z rzędu. Głównym architektem tego sukcesu był Robert Lewandowski, który udowodnił, że nawet w dniu słabszej formy potrafi wziąć ciężar gry na siebie i przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny.