Porażka mistrzów w Nowym Jorku
Mecz w legendarnej hali Madison Square Garden poprzedziła uroczysta ceremonia wręczenia mistrzowskich pierścieni. Koszykarze New York Knicks odebrali trofea z rąk Walta Fraziera, który współtworzył potęgę klubu w latach siedemdziesiątych, a pod dachem obiektu zawisł pamiątkowy baner. Niestety, powodów do radości po rozpoczęciu gry było znacznie mniej, ponieważ goście z Filadelfii ostatecznie wygrali całe spotkanie 106:100. Kluczowa dla losów tego widowiska okazała się trzecia kwarta, wygrana przez przyjezdnych z przewagą 29:18.
Zespół Philadelphia 76ers przed nowym sezonem dokonał potężnych wzmocnień, pozyskując latem między innymi samego LeBrona Jamesa. Najlepszy strzelec ligi wszech czasów rzucił 14 punktów, a nowy nabytek Jaylen Brown dołożył 19 oczek, co znacząco pomogło w przejęciu kontroli nad starciem. Najskuteczniejszym koszykarzem w drużynie gości okazał się Tyrese Maxey, który zanotował imponujące 28 punktów. Dla pokonanych gospodarzy najlepiej punktowali Jalen Brunson oraz Karl-Anthony Towns, zdobywając odpowiednio 21 oraz 19 punktów.
Gorszy dzień rewelacyjnego Francuza w Teksasie
Gospodarzom nie powiodło się również w San Antonio, gdzie finaliści poprzedniej kampanii mierzyli się ze świetnie dysponowanym zespołem Oklahoma City Thunder. Koszykarze przyjezdnej drużyny bardzo szybko zbudowali sobie znaczącą przewagę już w pierwszej połowie widowiska. Znakomicie grający goście utrzymali zdołali utrzymać korzystny wynik do samego końca, co pozwoliło na triumf 116:104 i udany rewanż za ostatnie finały Konferencji Zachodniej. Liderem triumfatorów był Shai Gilgeous-Alexander z dorobkiem 32 punktów, natomiast wśród miejscowych najlepiej poradził sobie Stephon Castle, zdobywca 24 oczek.
Inauguracyjne spotkanie nowych rozgrywek okazało się wyjątkowo nieudane dla największej gwiazdy San Antonio Spurs, czyli Victora Wembanyamy. Środkowy zanotował co prawda trzynaście zbiórek oraz sześć bloków, ale trafił zaledwie jeden ze swoich trzynastu rzutów z gry. Jego jedynym celnym trafieniem okazał się efektowny wsad po podaniu w powietrzu, co miało miejsce dopiero w końcówce trzeciej odsłony spotkania. Wcześniej, w jeszcze innym inauguracyjnym starciu ligi NBA, zawodnicy Detroit Pistons zdołali pokonać na własnym parkiecie drużynę Boston Celtics wynikiem 121:113.
- Nie byłem sobą na boisku. Spudłowałem wiele rzutów, których normalnie nie pudłuję. Potem spróbowałem ponownie i nadal mi nie wychodziło. Nie byłem zdecydowany. Może za dużo myślałem. Muszę tylko odpuścić. Nie muszę robić nic więcej, to wszystko, czego potrzebuję - powiedział 22-letni Francuz po meczu.