Porażka, która smakuje jak zwycięstwo
Mecz w Ergo Arenie przyniósł ogromne emocje dla ponad 10-tysięcznej publiczności. Polscy koszykarze początkowo przegrywali z mistrzami świata aż 16 punktami, by doprowadzić do dogrywki. Mimo znakomitej walki, biało-czerwoni nie zdołali odnieść zwycięstwa, ulegając Niemcom 94:96.
Dla podopiecznych trenera Igora Milicicia była to pierwsza porażka w obecnych kwalifikacjach po serii siedmiu zwycięstw. Polska, Niemcy i Chorwacja mają obecnie taki sam bilans (7-1). Awans na przyszłoroczny mundial w Katarze zapewni biało-czerwonym jeszcze tylko jedno zwycięstwo w czterech pozostałych spotkaniach.
"Długo nie mogliśmy znaleźć swojego rytmu, ale cały czas była wiara. Pomimo że nasi czołowi gracze z minuty na minutę się wykruszali - albo z powodu pięciu fauli, albo dwóch technicznych, jak w przypadku Jordana Lloyda, czy też kontuzji Olka Balcerowskiego, który z poświęceniem próbował ratować piłkę wychodzącą na aut - zespół nie poddawał się ani przez chwilę. Jestem bardzo, bardzo dumny z tych chłopaków, bo tak naprawdę drugą piątką toczyliśmy wyrównany mecz i doprowadziliśmy do dogrywki. Świetnie się to oglądało. Uważam, że dla koszykówki było to wielkie święto. Akurat zabrakło tak niewiele, by mistrzowie świata zeszli z boiska pokonani" - mówił po spotkaniu 92-krotny reprezentant kraju, który w barwach narodowych zdobył 1012 punktów.
Bogactwo kadrowe sztabu reprezentacji
Spotkanie z Niemcami uwypukliło znaczący progres w szerokości składu kadry. Mecz kończył na parkiecie zaledwie jeden zawodnik z wyjściowej piątki, co pokazuje siłę i przydatność graczy rezerwowych, którzy musieli zastąpić kontuzjowanych lub wykluczonych za faule kolegów.
W perspektywie mistrzostw świata trener Milicić będzie miał do dyspozycji szeroką kadrę, co może stanowić dla niego pozytywny ból głowy. O miejsca w drużynie rywalizować będą tacy zawodnicy jak Jeremy Sochan czy Łukasz Kolenda. Kolejny mecz eliminacyjny odbędzie się 27 listopada w Gliwicach z zespołem Chorwacji.