Damian Żurek na 500 m tuż za podium. Co zadecydowało o braku medalu?

Damian Żurek ponownie otarł się o medal w olimpijskim biegu łyżwiarskim na 500 m podczas Igrzysk w Mediolanie 2026. Polski panczenista zajął czwarte miejsce, odnotowując czas 34,35 sekundy, co wywołało dyskusje na temat jego wyjątkowego pecha. Choć do podium zabrakło zaledwie ułamków sekundy, jego występ w łyżwiarstwie szybkim na 500 m budzi podziw. Czy tym razem zabrakło szczęścia, czy czegoś więcej?

Damian Żurek na 500 m tuż.jpg

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Postać w stroju łyżwiarskim z czarnymi, obcisłymi rękawami i nogawkami, oraz beżowym tułowiem, ściga się na łyżwach. Nogi łyżwiarza są ugięte, a dłonie splecione z przodu tułowia. Na tafli lodu widoczna jest czerwona linia i liczne, poziome smugi, świadczące o dużej prędkości.

Damian Żurek blisko podium na 500 m

Damian Żurek zajął czwarte miejsce w olimpijskim biegu łyżwiarskim na 500 m w Mediolanie, osiągając czas 34,35 sekundy. Do zdobycia brązowego medalu zabrakło mu zaledwie 0,09 sekundy, co przypomniało o jego bliskiej porażce na dystansie 1000 m, gdzie również był czwarty. Zwycięzcą tej konkurencji został Amerykanin Jordan Stolz, który z czasem 33,77 s zdobył swoje drugie złoto na tegorocznych igrzyskach. Drugie miejsce przypadło Holendrowi Jenningowi de Boo (33,88 s), a trzecie Kanadyjczykowi Laurentowi Dubreuilowi (34,26 s).

Brak medalu dla 26-letniego Żurka stanowi pewne rozczarowanie, szczególnie po jego doskonałych wynikach w Pucharze Świata. Polak zajmował drugie miejsce w klasyfikacji końcowej na 500 m, ustępując jedynie Stolzowi, a w sześciu z dziewięciu startów plasował się w czołowej trójce. Do rywalizacji w Milano Speed Skating Stadium przystąpiło łącznie 29 zawodników, w tym trzech reprezentantów Polski: Damian Żurek, Piotr Michalski i Marek Kania. Pierwsze wyścigi potwierdziły niezwykle wyrównany poziom stawki, a kolejni panczeniści systematycznie poprawiali rekord toru.

Jak poradzili sobie pozostali Polacy?

Piotr Michalski, który w Pekinie dwukrotnie otarł się o medal, jako pierwszy z Polaków zmierzył się z Joepem Wennemarsem, mistrzem świata 2025 na 1000 m. Michalski prowadził po starcie, jednak później uległ Holendrowi, uzyskując czas 35,10 s wobec 34,89 s rywala. W ósmej parze rywalizował Marek Kania z Japończykiem Tatsuyą Shinhamą, mistrzem świata w wieloboju sprinterskim z 2020 roku. Warszawianin zaprezentował się solidnie, choć lekko zachwiało go na ostatnich metrach, osiągając wynik 34,48 s, minimalnie wolniejszy od Azjaty (34,46 s).

W trakcie zawodów, Kanadyjczyk Laurent Dubreuil ustanowił chwilowy rekord olimpijski z czasem 34,26 s. Chwilę później Jordan Stolz, osiągając 33,77 s, oraz Jenning de Boo z wynikiem 33,88 s, znacznie poprawili te rezultaty, stawiając Damiana Żurka przed arcytrudnym zadaniem. Polak trzy tygodnie wcześniej pokonał Stolza w Pucharze Świata w Inzell. Niestety, Żurek nie miał szczęścia przy ustalaniu par, a jego bezpośredni rywal, Sebas Diniz, nawet przeszkodził mu w finiszu. Ostatecznie, Kania zakończył zawody na 8. miejscu, a Michalski uplasował się na 24. pozycji.

"W takim biegu się nie kalkuje. Zawodnicy zaczynający z małego toru będą mieć teoretyczną przewagę, gdyż to wynika z fizyki. Żurek pod tym względem miał dobre losowanie" - mówił w studio TVP Sport czterokrotny uczestnik igrzysk Paweł Zygmunt.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.