Spis treści
Po zwycięstwie w Grand Prix Polski Bartosz Zmarzlik, posiadacz sześciu tytułów mistrza globu, w nietypowy sposób, bo używając kulinarnej metafory, mówi o swojej motywacji do walki o siódme mistrzostwo.
Obecny lider cyklu dzieli się swoimi sposobami na radzenie sobie z ogromnymi oczekiwaniami, opowiada o podejściu do spraw bezpieczeństwa na torze, a także zdradza, czy wyobraża sobie swoich synów w roli żużlowców.
Dowiedz się, co sprawia, że Zmarzlik wciąż chce przesuwać swoje granice i jak widzi nadchodzące lata w swojej ukochanej dyscyplinie sportu.
„Super Express”: - Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale czy po zdobyciu sześciu tytułów mistrza świata, ten siódmy wciąż smakuje tak samo wyjątkowo? Porównując to do jedzenia, czy szósty kotlet smakuje równie dobrze co pierwszy?
Bartosz Zmarzlik: - (Śmiech) Dążysz do ciekawej odpowiedzi, więc powiem tak: jak coś naprawdę smakuje, to zawsze chcesz tego więcej.
- Ten i poprzedni sezon w Grand Prix nie są dla ciebie łatwe. W zeszłym roku stoczyłeś twardą walkę z Bradym Kurtzem, a w tym sezonie rywalizacja wydaje się jeszcze bardziej zacięta. Jakie masz refleksje?
- A kiedy było łatwo? Walka o mistrzostwo świata nigdy nie jest prosta. Dzisiaj mam za rywala Brady'ego Kurtza, który jest naprawdę poważnym przeciwnikiem. Za nami dopiero część sezonu, więc walka trwa.
"Chciałem poczuć, jak to jest być mistrzem świata"
- Pamiętam nagrania z twojego dzieciństwa, na którym, mimo że byłeś najmniejszy, odważnie deklarowałeś, że chcesz zostać mistrzem świata. I zostałeś nim sześć razy. Skąd wzięła się ta pasja do żużla?
- To dobre pytanie. Myślę, że z chęci rywalizacji. Od dziecka razem z bratem kochaliśmy sport, a chęć wygrywania przyszła naturalnie. Potem, oglądając różne dyscypliny, a w końcu stricte żużel, słowo "mistrz świata" rozpalało moją wyobraźnię i determinację. Chciałem poczuć, jak to jest. Kiedy jako dziecko wypowiadałem te słowa, nie byłem do końca świadomy, o czym mówię, ale byłem odważny. Czasem lubię wracać do tamtego filmiku.
- Wielu sportowców twierdzi, że łatwiej jest zdobyć szczyt, niż się na nim utrzymać. Czujesz, jak rywale z dołu nieustannie próbują cię zdetronizować?
- Nie ma tu kategorii "łatwiej" czy "trudniej". Zdobycie mistrzostwa świata nigdy nie jest łatwe. Kiedy jednak zdobywasz kolejne tytuły, pojawia się inna presja. W opinii publicznej cokolwiek zrobisz poniżej pierwszego miejsca, jest odbierane jako porażka. Gdybym dziesięć lat temu zajął drugie miejsce, byłoby "wow". Dzisiaj, gdy jestem drugi, ludzie mówią, że coś jest nie tak.
- Trochę jak z Robertem Lewandowskim – kiedyś hat-trick był świętem, dziś niektórzy traktują to jak normę.
- Dokładnie. Ale z drugiej strony to jest super, bo pokazuje, czego ludzie od ciebie oczekują i do czego ich przyzwyczaiłeś. Sam sobie to narobiłem (śmiech).
"Sam sobie to narobiłem. Presja i amulety mistrza"
- Masz jakieś swoje rytuały, talizmany? Coś, co musisz zrobić przed startem, tak jak piłkarze dotykający murawy?
- Mam, ale nie powiem, bo nikt o tym nie mówi.
- A co ze sprzętem, który w żużlu jest arcyważny? Kiedyś nadawałeś imiona swoim silnikom. Czy to się utrzymało?
- (Śmiech) Zabrakłoby mi imion. Teraz wszystko pamiętam po numerach.
- Jak wygląda twoja współpraca z mechanikami? Skupiasz się wyłącznie na jeździe, ufając, że oni wykonają swoją pracę, czy aktywnie uczestniczysz w przygotowaniu motocykla?
- Oczywiście, bez wspaniałych mechaników nie ma sukcesu. Ale lubię doglądać, kręcić się przy sprzęcie i mieć wszystko na oku.
- Porozmawiajmy o bezpieczeństwie. Z roku na rok, jako coraz bardziej doświadczony zawodnik, czujesz się bezpieczniej na torach?
- To jest coś, co musimy nieustannie obserwować, analizować i nad czym pracować, by każdego roku było bezpieczniej.
- Jako mistrz świata masz jakiś pomysł, jak to robić?
- Potrzeba więcej rozmów i konsultacji w szerokim gronie zawodników. Nie mówię, że my wiemy wszystko, ale gdyby zebrać na przykład czołową szesnastkę z Ekstraligi i każdy podzieliłby się swoimi spostrzeżeniami, moglibyśmy znaleźć wiele cennych rozwiązań.
Synowie pójdą w jego ślady? "Niech się bawią"
- Jak bardzo sprzęt żużlowy zmienił się na przestrzeni twojej kariery?
- Co roku coś się zmienia. Sprzęt, na którym zaczynałem, a ten dzisiejszy, to dwa różne światy. Zawsze był ważny i nadal jest. Czasem rola zawodnika rośnie, a czasem maleje, w zależności od tego, jak przygotowany jest tor. To nawierzchnia często wyznacza, co jest kluczem do wygrywania biegów.
- W sporcie często dzieci idą w ślady rodziców. Czy twoi synowie już łapią za motorynki?
- Bawią się i niech się dalej bawią.
- Ale widzisz ich w sporcie? Jeśli kiedyś przyjdą i powiedzą: "Tato, chcę być żużlowcem", jaka będzie twoja reakcja?
- Niech rosną zdrowo. Do tego jeszcze kupa czasu.
- Na koniec, o czym marzy sześciokrotny mistrz świata? Jakie są twoje największe życiowe i sportowe pragnienia?
- Żeby być zdrowym i żeby nie było gorzej, niż jest.