Spis treści
Włodzimierz Lubański to postać pomnikowa w polskim sporcie, która właśnie obchodzi swoje 79. urodziny. Przygodę z kadrą narodową rozpoczął w Szczecinie meczem przeciwko Norwegii. Miał wówczas zaledwie 16 lat i 188 dni, co do dziś czyni go najmłodszym debiutantem i strzelcem gola w historii reprezentacji.
– Na treningach bramkarze narzekali na młokosa, który strzelał im gole - wspominał Lubański przed laty w "Super Expressie'. - Dzień przed meczem trener Tadeusz Foryś powiedział do mnie: „synu kochany jutro zagrasz”. Bardzo to przeżywałem. Noc była nieprzespana, bo w myślach zastanawiałem się, jak to będzie wyglądało. Było dużo emocji, gdy wyszedłem na stadion, gdy usłyszałem hymn. To był dla mnie wyjątkowy moment – opowiadał.
Transfer Lubańskiego do Realu Madryt zablokowany
Snajper Górnika Zabrze zachwycał formą nie tylko na krajowych boiskach, ale również w rozgrywkach europejskich, docierając z klubem do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Gdy wystąpił w meczu gwiazd Europy, jego talent przykuł uwagę włodarzy Realu Madryt. Prezes „Królewskich” osobiście pofatygował się do Polski, aby sfinalizować transfer. Niestety, komunistyczne władze nie wyraziły zgody na wyjazd, przez co przejście do hiszpańskiego giganta nie doszło do skutku.
Jeden jest katem Legii, drugi wciąż czeka na gola. Duet Jagiellonii postraszy w hicie Ekstraklasy
– Czułem wściekłość - wyznał na naszych łamach. - To zostawiło we mnie ślad. Mogłem zupełnie inaczej ustawić się życiowo. W tym czasie, kiedy dostałem ofertę, Real cztery razy zdobywał Puchar Europy. Gdybym przeszedł, to miałbym te trofea. To tylko gdybanie, ale został u mnie niesmak - przyznawał.
Dramat na Stadionie Śląskim podczas meczu z Anglią
Stadion Śląski w Chorzowie był dla Lubańskiego miejscem szczególnym, gdzie zawsze mógł liczyć na uwielbienie kibiców. To właśnie w słynnym „Kotle Czarownic”, podczas spotkania eliminacyjnego do mistrzostw świata z Anglią, rozegrał się największy dramat w jego karierze sportowej. Choć najpierw wpisał się na listę strzelców, chwilę później został sfaulowany przez Roya McFarlanda.
– Gdy stanąłem na prawej nodze, to poczułem, jakby drzewo się łamało - tłumaczył Lubański. - Ból był tak ogromny, że nie mogłem wytrzymać. Wiłem się po boisku – opisywał w drastycznych słowach.
Mimo potwornego bólu i konsekwencji tego zdarzenia, polski napastnik nigdy nie chował urazy do angielskiego rywala.
– To był wypadek przy pracy - podkreślał. - On mnie lekko uderzył w piętę, bo spóźnił się ze wślizgiem. Byłem na dużej szybkości, noga mi uciekła i trzasnęło kolano. (...) Ale jak pan Kazimierz Górski podkreślał: „Włodku, widać los tak chciał” - przypominał.
Lekarze postawili diagnozę brzmiącą jak wyrok: zerwane więzadła krzyżowe. Oznaczało to koniec marzeń o występie na mundialu w 1974 roku. Podczas gdy jego koledzy z reprezentacji sięgali po trzecie miejsce na świecie, on musiał pogodzić się z bolesną absencją.
Marek Papszun o sytuacji Legii. "Zdjęliśmy duży ciężar z pleców"
– Nieobecność na mundialu była bardzo bolesna - nie ukrywał. - Byłem kapitanem tej drużyny, byłem w świetnej formie, coś bym tam może dołożył – mówił z żalem Lubański, który z niedosytem wspominał za to udział na MŚ 1978.
Absurdy PRL i operacja za węgiel
Sytuacja po kontuzji idealnie obrazowała absurdalne realia PRL-u. Piłkarz nie otrzymał żadnego odszkodowania, a koszty skomplikowanej operacji przekraczały jego możliwości finansowe. Powrót do zdrowia trwał półtora roku, a dalsza kariera stanęła pod wielkim znakiem zapytania.
- Nie dostałem nic - wyznał po latach. - Jedynie opłacili mi operację w Wiedniu, bo mnie na to nie było stać. Górnik sprzedał dwie tony węgla do Austrii więcej i opłacił mi operację - wyznawał przed laty na naszych łamach.
Mimo traumatycznych przeżyć związanych z urazem, jego sentyment do chorzowskiego obiektu nigdy nie wygasł. Łącznie dla reprezentacji zdobył na tym stadionie 11 goli.
– To był mój stadion - zaznaczał. - Zawsze czułem się na nim dobrze. (...) Patrząc na całość, to z gry na tym stadionie wyniosłem więcej miłych i sympatycznych chwil niż tych smutnych – podkreślał Lubański, który właśnie na Stadionie Śląskim, golem z rzutu karnego w 1980 roku, pożegnał się z reprezentacją Polski.
Nowe życie w Belgii i mural w Gliwicach
Władze zgodziły się na jego wyjazd z kraju dopiero po odniesieniu ciężkiej kontuzji, używając przy tym porażająco cynicznej argumentacji. Ostatecznie Lubański przeniósł się do Belgii.
Błyskawiczny gol Oskara Pietuszewskiego! Strzelił dla Porto i padł, chwile niepewności!
– Ze względu na nieodwracalne uszkodzenie kolana wyrażamy zgodę na wyjazd zawodnika za granicę... Czyli z jedną nogą go puszczamy, z dwoma nie – nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
W barwach Lokeren udowodnił jednak swoją wielką klasę, strzelając blisko 100 bramek, co potraktował jako osobiste zwycięstwo. Po zakończeniu przygody z piłką jako zawodnik, zajął się pracą trenerską.
– Po ciężkim urazie kolana wróciłem na poziom międzynarodowy. Jestem dumny z tego, co mi się udało osiągnąć – przyznawał.
Legenda polskiej piłki na stałe osiadła w Belgii, oddając się nowym pasjom, takim jak malarstwo czy kolekcjonowanie win. Za to przed laty w Gliwicach-Sośnicy odsłonięto mural z jego wizerunkiem, będący hołdem dla dokonań w kadrze.