Spis treści
Polska w uścisku suszy
Tegoroczne lato trwale zapisze się w pamięci Polaków. Wysokie temperatury to tylko część problemu, z jakim mierzy się kraj – ogromnym wyzwaniem jest głęboka susza, dramatycznie opadające rzeki oraz rosnące straty w rolnictwie.
Pierwsze reperkusje tych zjawisk widoczne są już na rynku energetycznym. Specjaliści alarmują, że w niedalekiej przyszłości skutki ekstremalnej pogody uderzą nas także po kieszeniach podczas codziennych zakupów.
Historyczne upały i deficyt wody
Obecne lato jest wyjątkowo dotkliwe. W Kołudzie Wielkiej 28 czerwca zanotowano historyczny rekord – 40,6 stopnia Celsjusza. To absolutnie najwyższa temperatura, jaką kiedykolwiek zmierzono na terytorium Polski. Bardzo zbliżony wynik, bo 40,5 stopnia, odnotowano w Słubicach.
Niestety, rekordom ciepła towarzyszy drastyczny brak wody. Z danych IMGW wynika, że 19 sierpnia w kraju aktywnych było aż 100 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną. To bezprecedensowa liczba od momentu wprowadzenia tego systemu w 2023 roku. Najgorsza sytuacja panuje obecnie w dorzeczach największych polskich rzek – Odry i Wisły.
Płytkie rzeki to nie tylko dramat ekologiczny czy rolniczy. Ich niski stan zaczyna paraliżować działanie sektora energetycznego.
Niski stan rzek winduje ceny prądu
Na początku sierpnia elektrownie Połaniec i Kozienice musiały ograniczyć funkcjonowanie swoich bloków węglowych. Powodem był zbyt niski poziom Wisły oraz nadmiernie nagrzana woda. Wynika to z faktu, że systemy chłodzące w takich elektrowniach wymagają potężnych ilości wody do prawidłowego działania.
Z tego powodu 4 sierpnia krajowa sieć energetyczna straciła od 1,1 do 1,3 GW mocy. Odpowiada to letniemu zapotrzebowaniu na prąd trzech dużych miast: Łodzi, Wrocławia i Krakowa łącznie.
Konsekwencją tych utrudnień jest zauważalny wzrost cen prądu na giełdzie. Na początku sierpnia średnia cena megawatogodziny wynosiła w Polsce 600,86 zł. Niespełna trzy tygodnie później, 20 sierpnia, za tę samą ilość energii trzeba było zapłacić już blisko 660 zł.
Kłopoty energetyków nie są domeną tylko naszego kraju. Trudności z produkcją prądu spowodowane wysychającymi rzekami zgłaszały również Słowacja, Słowenia i Węgry.
Zrozpaczeni rolnicy szacują szkody
Brak deszczu to cios w polskie rolnictwo. Obecne zbiory prowadzone są na obszarach, które już wcześniej cierpiały z powodu braku wilgoci. Wśród upraw, które ucierpiały najmocniej, wymienia się buraki cukrowe, kukurydzę, ziemniaki, a także zboża i rośliny pastewne.
Jakby tego było mało, uprawy niszczone były również przez nawalne deszcze, gradobicia i burze, które lokalnie dewastowały całe pola.
Mniejsze plony, co jest nieuniknione, przełożą się na wzrost cen w niedalekiej perspektywie.
Prognozowany skok cen owoców
Główny Urząd Statystyczny przedstawił pesymistyczne prognozy dotyczące zbiorów owoców z drzew. Mają one być o 18,6 proc. mniejsze niż w poprzednim roku. Jeśli chodzi o jabłka, produkcja spadnie o 19,5 proc., natomiast zbiory malin skurczą się aż o 23 proc.
Równie niekorzystnie zapowiadają się zbiory warzyw uprawianych w gruncie. Spodziewany jest spadek ich produkcji o około 4,5 proc. Deficyty mogą dotknąć w szczególności pomidory, cebulę, kapustę i marchew.
Wszystko to zwiastuje rosnące ceny na półkach sklepowych. Będzie to szczególnie odczuwalne, jeśli problemy z plonami wystąpią równocześnie w wielu państwach europejskich.
Czy pieczywo i mąka również zdrożeją?
Drożyzna może wkrótce objąć także produkty na bazie zbóż. Globalne koszty żywności już teraz pną się w górę. Indeks FAO osiągnął w lipcu pułap nienotowany od przeszło trzech lat.
Analitycy przewidują, że za sprawą mniejszych plonów więcej zapłacimy m.in. za oleje roślinne, słodycze, cukier, mąkę, pieczywo czy makarony.
Należy jednak pamiętać, że podwyżki nie pojawią się natychmiastowo we wszystkich kategoriach produktowych. Ostateczne ceny zależą od wielu zmiennych, takich jak możliwość sprowadzenia towaru z zagranicy, marże nakładane przez sprzedawców, koszty transportu czy wreszcie wartość polskiej waluty.
Najgorszy scenariusz zrealizuje się, jeśli susza zrujnuje zbiory na przeważającym obszarze Europy. W takiej sytuacji znalezienie tańszych odpowiedników u zagranicznych dostawców będzie niezwykle trudne.
Kosztowne skutki zmian klimatycznych
Specjaliści nie mają złudzeń – konsekwencje globalnego ocieplenia odczuwamy tu i teraz. Dostrzegamy je zarówno na sklepowych paragonach, jak i na rachunkach za prąd.
Aby przeciwdziałać tym negatywnym zjawiskom, niezbędne są szeroko zakrojone inwestycje polegające na przywracaniu rzekom ich naturalnego biegu, tworzeniu małej retencji, odtwarzaniu terenów podmokłych i ochronie drzew. Priorytetem jest zatrzymanie wody w środowisku tak, by była dostępna w czasie suszy i nie spływała błyskawicznie podczas ulewnych deszczy.
Bez zdecydowanych działań koszty wywoływane przez anomalie pogodowe będą drastycznie rosnąć. Niestety, ostateczny ciężar tych kosztów poniesie społeczeństwo, płacąc więcej za energię, jedzenie i inne artykuły pierwszej potrzeby.