Działacze ugrupowania Polska 2050 wyszli z inicjatywą przesunięcia drugiego progu podatkowego z obecnych 120 tysięcy na 140 tysięcy złotych. Taki ruch mógłby zagwarantować obywatelom dodatkowe 4 tysiące złotych w skali roku, jednak w łonie koalicji rządzącej propozycja wywołała ostre spory. Część decydentów mocno popiera finansowe odciążenie pracujących Polaków, podczas gdy inni otwarcie ostrzegają przed katastrofą budżetową.
Widmo wpadnięcia w wyższą stawkę opodatkowania coraz mocniej ciąży na przedstawicielach klasy średniej. W przeszłości ten problem dotyczył wyłącznie najbogatszych, natomiast obecnie zderza się z nim niemal dziesiąty podatnik w kraju. W rezultacie wyższe daniny państwowe uderzają w kieszenie nauczycieli, pielęgniarek oraz ratowników medycznych, którzy regularnie przekraczają ustalony próg.
Optymizmu autorów projektu nie podziela szef resortu finansów, który stanowczo chłodzi polityczne zapędy. Andrzej Domański wyliczył, że wdrożenie takich modyfikacji uszczupliłoby kasę państwa o zatrważające 9 miliardów złotych. Trzeba pamiętać, że obecna sytuacja finansów publicznych jest niezwykle trudna i nie pozostawia wielkiego pola do manewru.
Inicjatorzy reformy nie zamierzają jednak składać broni i przekonują o możliwości sfinansowania tego przedsięwzięcia z innych źródeł. Proponują nałożenie dodatkowych opłat na gigantów cyfrowych, podniesienie podatków bankowych oraz zwiększenie akcyzy na wyroby alkoholowe. Te alternatywne rozwiązania spotykają się z ogromnym oporem i generują kolejne kontrowersje w przestrzeni publicznej.
Rozłam w obozie władzy staje się coraz bardziej widoczny. Przedstawiciele Polskiego Stronnictwa Ludowego podchodzą do tematu sceptycznie, widząc w nim raczej element kampanii wizerunkowej niż faktyczną chęć naprawy systemu. Z kolei działacze Lewicy deklarują warunkowe poparcie, zastrzegając jednocześnie, że jakiekolwiek zmiany nie mogą uszczuplać środków przeznaczonych na oświatę oraz ochronę zdrowia.
Na temat proponowanych rozwiązań wypowiedział się na łamach portalu „Super Biznes” analityk gospodarczy Marek Zuber. Zdaniem eksperta, z teoretycznego punktu widzenia przeprowadzenie takiej operacji jest całkowicie wykonalne. Wskazuje on, że wdrożenie modyfikacji leży wyłącznie w gestii decydentów.
Polecany artykuł:
„To kwestia decyzji politycznej”
Specjalista dodaje również, że pierwotne założenia tego projektu wydają się bardzo racjonalne. W swojej analizie na łamach serwisu zwraca uwagę na mechanizmy związane z utratą wartości pieniądza w czasie.
„Skoro mamy inflację, to wzrost wynagrodzeń nie musi oznaczać, że stajemy się niejako bogatsi. Wszystko zależy od tego, czy nasz wzrost wynagrodzeń jest większy od inflacji. Realnie zyskujemy dopiero wtedy, kiedy jest on większy”
Ekonomista rozwija swoją myśl, analizując konsekwencje zamrożenia progów podatkowych przy jednoczesnym wzroście płac i cen. Marek Zuber jasno podkreśla konieczność regularnego dostosowywania tych limitów do aktualnych warunków rynkowych.
„Jeśli zatem nie podnosimy progu podatkowego, mamy wzrost wynagrodzeń, ale ceny rosną, to można powiedzieć, że obciążenia podatkowe rosną. Próg powinien być waloryzowany tak, jak waloryzowane są na przykład emerytury. Choć same parametry waloryzacji mogą być oczywiście inne”
Mimo słuszności tych postulatów, na drodze stają bezlitosne uwarunkowania państwowej kasy, zmuszające polityków do poszukiwania alternatywnych źródeł finansowania. Jak zauważa ekspert, każda wprowadzona ulga będzie miała swoje dotkliwe konsekwencje w innych sektorach budżetu.
„A to oznacza oszczędności w innych miejscach, tylko jakich, albo nowe podatki i parapodatki, czy też wyższe podatki i parapodatki gdzie indziej”
Analityk przypomina, że państwowa dziura budżetowa w sektorze finansów publicznych przekracza aktualnie barierę 7 procent. Jego zdaniem, przy uwzględnieniu absolutnie wszystkich czynników, wskaźnik ten mógłby przebić pułap 8 procent, co stanowiłoby niechlubny rekord od początku transformacji ustrojowej. Trzeba również pamiętać o kolosalnych wydatkach inwestycyjnych, z którymi państwo będzie musiało się zmierzyć w nadchodzących dekadach.
Rządzący nieustannie analizują możliwości pozyskania dodatkowych funduszy, co może uderzyć w portfele obywateli. Na horyzoncie pojawiają się doniesienia o podnoszeniu ulgowych stawek VAT do bazowego poziomu 23 procent, a także planowany jest gruntowny audyt ryczałtu ewidencjonowanego ze stawką 8,5 procent w przypadku PIT. Zapowiadane kroki fiskalne to prawdopodobnie zaledwie wstęp do szerszych poszukiwań budżetowych wpływów.
W świetle tych niezwykle trudnych okoliczności gospodarczych Marek Zuber formułuje jasną rekomendację dla obecnego obozu władzy.
„Biorąc pod uwagę sytuację budżetu jednak bym się wstrzymał z ewentualnym wprowadzeniem zmian podatkowych. Choć rozumiem, że będzie to de facto oznaczało zwiększenie naszych realnych obciążeń podatkowych. Dla części społeczeństwa, ale jednak”