Spis treści
Kryzys w globalnych łańcuchach dostaw
Obecny spokój w nadmorskich terminalach może okazać się złudny. Branża logistyczna z niepokojem obserwuje narastające problemy, ponieważ międzynarodowy transport morski doświadcza kolejnego potężnego wstrząsu.
To następny cios po zawirowaniach wywołanych pandemią, utknięciu statku Ever Given w Kanale Sueskim oraz wybuchu wojny w Ukrainie. Z uwagi na bezpieczeństwo, ogromne kontenerowce omijają Morze Czerwone i kierują się wokół Przylądka Dobrej Nadziei, co automatycznie wydłuża czas rejsów i winduje koszty operacyjne.
Polecany artykuł:
„Ubezpieczenia poszły w górę nawet dziesięciokrotnie” – alarmuje na łamach money.pl, były wicepremier Janusz Piechociński
Porty w Polsce zagrożone nagłym napływem towarów
Choć krajowe terminale funkcjonują obecnie bez zakłóceń, branża przygotowuje się na najbardziej pesymistyczne warianty wydarzeń. Specjaliści ostrzegają, że kumulacja jednostek pływających w innych regionach może skutkować ich nagłym i masowym skierowaniem na polskie wybrzeże, co błyskawicznie wywoła kryzys logistyczny.
W efekcie powstaną gigantyczne zatory, a czas oczekiwania na obsługę drastycznie się wydłuży. Analitycy przypominają wcześniejsze sytuacje z Gdańska, gdzie statki towarowe potrafiły czekać na rozładunek przez wiele dni.
Przeładowana infrastruktura logistyczna
Paradoksalnie, to właśnie lawinowy wzrost zleceń stanowi największe zagrożenie dla przepustowości. Gwałtowny zrzut ogromnej masy ładunków w krótkim oknie czasowym sprawi, że istniejąca infrastruktura przeładunkowa zwyczajnie nie poradzi sobie z takim obciążeniem.
Z analiz rynkowych wynika, że zaledwie 15-procentowy skok wolumenu w skali roku wystarczy, aby całkowicie zablokować szlaki drogowe i kolejowe. W takim scenariuszu tysiące kontenerów nie dotrą do odbiorców i utkną w polskich centrach dystrybucyjnych na czas nieokreślony.
Rosnące koszty paliw i obsługi portowej
Niestety zatory to tylko jedna strona medalu w nadchodzącym kryzysie. Kolejnym potężnym problemem dla całej branży logistycznej stają się nieustannie rosnące ceny paliw na rynkach światowych.
Ciężkie maszyny pracujące w terminalach napędzane są przede wszystkim olejem napędowym, co bezpośrednio przekłada się na drastyczny wzrost kosztów utrzymania. Sytuację komplikuje fakt, że zleceniodawcy kategorycznie odmawiają akceptacji wyższych stawek za obsługę swoich ładunków.
Eksperci apelują o ochronę polskiej gospodarki
Przedstawiciele sektora transportowego stanowczo domagają się szybkiej reakcji decydentów. Były wicepremier Janusz Piechociński wzywa do pełnej gotowości, przypominając, że znaczna część opłacalnych transportów już teraz jest przekierowywana do terminali w Niemczech i Rotterdamie, omijając nasz kraj.
Urzeczywistnienie się tego kryzysowego modelu uderzy w portfele wszystkich obywateli. Nieuniknioną konsekwencją będą wyższe ceny towarów na półkach sklepowych, zerwane terminy dostaw oraz potężny cios w fundamenty rodzimej gospodarki.