Google i Microsoft chciały ukryć raporty. Ich serwerownie pochłaniają prąd całego państwa

Amerykańskie koncerny technologiczne zamierzały utajnić dokumenty dotyczące rzeczywistego zużycia prądu. Ujawnione statystyki udowadniają, że gigantyczne serwerownie zlokalizowane w Irlandii pobierają już blisko jedną piątą energii całego kraju. Działalność potężnych obiektów wzbudza ogromne kontrowersje i napędza fale społecznych protestów, które coraz częściej wybuchają również w Polsce.

Hala z rzędami serwerów z nałożoną grafiką niebieskich linii przepływu danych. O zużyciu prądu serwerowni przeczytasz w Eska.
Autor: EvgeniyShkolenko/ Getty Images
  • Korporacje technologiczne próbowały zataić informacje o gigantycznym poborze prądu w swoich irlandzkich placówkach.
  • Irlandzka Agencja Ochrony Środowiska odrzuciła wnioski gigantów, powołując się na interes publiczny.
  • Czterech technologicznych potentatów odpowiada za zużycie niemal dwudziestu procent państwowej energii.
  • Mieszkańcy okolic Warszawy masowo protestują przeciwko powstawaniu nowych serwerowni.

Decyzja urzędu uderza w Google i Microsoft

Cała sprawa ujrzała światło dzienne podczas formalności załatwianych w irlandzkiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA). Koncerny Google oraz Microsoft starały się o wydanie zgód na wykorzystywanie awaryjnych generatorów zasilania, jednak postanowiły przy okazji zablokować dostęp do statystyk obrazujących faktyczne zapotrzebowanie ich placówek na energię elektryczną. Przedstawiciele amerykańskich korporacji twierdzili, że są to niezwykle ważne informacje biznesowe. Reprezentanci pierwszej z wymienionych firm tłumaczyli, że upublicznienie takich dokumentów mogłoby zniszczyć ich pozycję na rynku pod kątem optymalizacji procesów operacyjnych.

Państwowa instytucja całkowicie zignorowała argumentację potentatów z Doliny Krzemowej. Urzędnicy uznali, że wskaźniki zapotrzebowania na prąd mają fundamentalne znaczenie społeczne, a obywatele muszą dysponować pełną wiedzą, aby swobodnie angażować się w działania lokalnego samorządu. Wniosek o utajnienie raportów energetycznych został ostatecznie odrzucony w obu omawianych przypadkach.

Meta i AWS zużywają ułamek państwowej energii w Irlandii

Stanowcza postawa państwowej instytucji pozwoliła opinii publicznej zrozumieć faktyczną skalę tego zjawiska. Jak donoszą dziennikarze serwisu „Business Post”, połączone siły czterech potężnych firm technologicznych wygenerowały w minionych latach olbrzymie obciążenie dla całego systemu. Okazuje się, że Google, Microsoft, Meta i Amazon Web Services wchłonęły w zeszłym roku niemal dwadzieścia procent prądu wytworzonego w całym państwie. Warto zaznaczyć, że giełdowa wycena tych rynkowych graczy przekracza trzynaście bilionów dolarów.

Udostępnione statystyki pokazują wyraźną tendencję wzrostową, ponieważ zaledwie rok wcześniej udział wymienionych korporacji w krajowym zużyciu wynosił ponad osiemnaście procent. Prawdziwym rekordzistą okazał się Amazon Web Services, który samodzielnie wyciągnął z sieci ponad jedenaście procent irlandzkiej energii. Potrzeby infrastruktury informatycznej pęcznieją w błyskawicznym tempie, dystansując wszystkie inne gałęzie lokalnego biznesu. Wyliczenia udowadniają, że skokowy wzrost poboru w sektorze cyfrowym wyniósł niedawno blisko jedenaście procent, podczas gdy reszta społeczeństwa zwiększyła swoje rachunki zaledwie o dwa procent. Przedstawiciele pierwszej z firm odmówili dziennikarzom jakichkolwiek wypowiedzi, natomiast sytuację skomentowała pracowniczka drugiego potentata.

QUIZ. Iga Świątek czy Maja Chwalińska? Nie tylko dla fanów tenisa
Pytanie 1 z 18
Która tenisistka urodziła się w Warszawie?

Firma prowadzi centra danych w Dublinie od 2009 r. i zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka wiąże się z byciem jednym z największych odbiorców energii elektrycznej w Irlandii - odpowiedziała dla Pulsu Biznesu rzeczniczka Microsoftu.

Kobieta doprecyzowała również, że infrastruktura znajdująca się w stolicy kraju pobrała w zeszłym roku ponad jeden terawatogodzinę prądu, a wykorzystana przy tym woda wystarczyłaby do całorocznego utrzymania około stu standardowych gospodarstw domowych.

Społecznicy spod Warszawy blokują inwestycje

Drenowanie lokalnych zasobów wodnych i energetycznych przez branżę technologiczną nie ogranicza się wyłącznie do wyspiarskiego państwa. Identyczne konflikty społeczne wybuchają nad Wisłą, gdzie rynkowy szał na budowę potężnych serwerowni dopiero zaczyna nabierać rozpędu. Najwięcej emocji budzą obecnie projekty lokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie stolicy.

Prace przygotowawcze do stworzenia potężnego obiektu rozpoczęły się niedawno na granicy dwóch podwarszawskich miejscowości. Eksperci szacują, że planowana infrastruktura może pochłaniać takie same ilości wody, jak spore osiedle zamieszkiwane przez kilka tysięcy osób. Sytuacja jest wyjątkowo napięta, ponieważ okoliczni mieszkańcy już w sezonie letnim narzekają na spadki ciśnienia w kranach. Jeszcze silniejszy opór społeczny wywołał pomysł wzniesienia czterech gigantycznych budynków w pobliskich Regułach. Pod petycją blokującą zagospodarowanie dwudziestohektarowej działki podpisało się błyskawicznie ponad tysiąc dwustu zbulwersowanych obywateli.

Lokalni aktywiści wyliczyli, że nowy kompleks technologiczny będzie potrzebował prądu równego zapotrzebowaniu całej Bydgoszczy, a w szczytowych okresach chłodzenia maszyn zużyje wodę odpowiadającą potrzebom Elbląga. Takie sytuacje powtarzają się w wielu innych krajach. Z raportów amerykańskiej organizacji Data Center Watch wynika, że za oceanem oprotestowano niedawno kilkanaście wielkich projektów budowlanych, a sześć z nich udało się całkowicie zatrzymać. Ludzie na całym świecie boją się przede wszystkim gwałtownego wysychania rzek, potężnego hałasu i przytłaczającej architektury, która niszczy charakter cichych przedmieść. Powyższe ustalenia opierają się na materiałach opublikowanych przez portale zielona.interia.pl oraz Puls Biznesu.

Forum Ekonomiczne w Karpaczu I Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii

ROLKI