Chińczycy zalewają Europę tanim drobiem. Polscy producenci w strachu

2026-05-18 8:28

Polska branża drobiarska bije na alarm. Rodzime firmy obawiają się rosnącej konkurencji z Azji. Chińscy producenci coraz odważniej wchodzą na rynki Unii Europejskiej, a ich tanie mięso może stanowić poważne zagrożenie dla polskich przedsiębiorstw.

Kurczaki

i

Autor: Shutterstock Szereg świeżych, nieopierzonych kurczaków drobiowych na linii produkcyjnej w zakładzie ubojni, wiszących za nogi na niebieskich hakach. Ilustruje temat konkurencji na rynku drobiu, o czym przeczytasz więcej na Super Biznes.

Niepokój wśród polskich hodowców drobiu

Polska to bezdyskusyjny lider w produkcji drobiu na Starym Kontynencie, jednak krajowy sektor z rosnącym niepokojem spogląda na azjatycką konkurencję. Hodowcy zwracają uwagę na niebezpieczeństwo płynące ze Wschodu. Tanie produkty mięsne z Państwa Środka mogą zdominować unijny rynek, co stanowiłoby poważny cios dla rodzimych przedsiębiorców.

Azjatycki gigant w szybkim tempie zwiększa swoje moce produkcyjne i coraz śmielej wysyła mięso drobiowe na rynek europejski. Gra toczy się o wysoką stawkę, zważywszy, że to właśnie nasz kraj wiedzie prym w unijnej produkcji drobiu.

Chińska produkcja depcze Europie po piętach

Dynamika wzrostu jest imponująca. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez „Puls Biznesu”, na przestrzeni zaledwie sześciu minionych lat Chiny powiększyły wolumen produkcji drobiu o blisko 3 miliony ton. To wielkość porównywalna z całą obecną produkcją w Polsce.

Jak wynika z raportów amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA), zakłady w Państwie Środka dostarczają na rynek aż 17,3 mln ton mięsa brojlerów w skali roku. Taki wynik daje im pozycję wicelidera na globalnym rynku drobiu.

Azjatyckie mięso w niskich cenach dociera na Stary Kontynent

Głównym powodem do zmartwień jest jednak skala eksportu. Zaledwie cztery lata temu, w 2020 roku, chińskie dostawy drobiu do krajów europejskich wynosiły około 20 tys. ton. W minionym roku wartość ta skoczyła do poziomu około 150 tys. ton. Obserwujemy zatem potężny wzrost w bardzo krótkim okresie.

„Chińskie produkty są bardzo konkurencyjne cenowo” – alarmuje Adam Sojka, prezes Grupy Drosed.

To właśnie niskie ceny stanowią największe zagrożenie dla krajowych producentów. Tania żywność z importu to poważne uderzenie w polskie firmy, które już teraz borykają się z galopującymi kosztami energii elektrycznej, pasz oraz samej produkcji.

Polscy eksporterzy czekają na chińskie zielone światło

Sytuację komplikuje fakt, że rodzimi przedsiębiorcy od dłuższego czasu bezskutecznie starają się o ponowny dostęp do rynku chińskiego. Został on zablokowany w następstwie pojawienia się w naszym kraju przypadków ptasiej grypy.

Wcześniej eksport drobiu z Polski do Państwa Środka generował przychody rzędu 55 mln euro w skali roku. Krajowi producenci mieli nadzieję, że dzięki umowie między Polską a Chinami, wymiana handlowa zostanie wznowiona. Niestety, rzeczywistość okazała się inna.

Chociaż pierwsze dostawy planowano na jesień minionego roku, to zawiłości biurokratyczne po stronie chińskiej skutecznie zablokowały eksport.

Unia Europejska wpuszcza chiński drób

Frustrację polskich hodowców potęguje fakt, że władze Unii Europejskiej z coraz większą łatwością udostępniają swój rynek chińskim firmom drobiarskim.

Zwraca na to uwagę prezes firmy Drosed, informując, że w tej chwili niemal 70 zakładów z Chin dysponuje uprawnieniami do wysyłania mięsa do krajów europejskich.

„Odbywa się to praktycznie poza realną kontrolą europejskich służb weterynaryjnych” – ostrzega Adam Sojka.

Przedstawiciele branży wyrażają obawę, że jeżeli chiński import utrzyma taką dynamikę wzrostu, krajowi producenci zostaną zmuszeni do drastycznego obniżenia cen. To z kolei mogłoby zachwiać stabilnością całej branży, która stanowi jeden z fundamentów polskiego eksportu produktów spożywczych.