Spis treści
Tanie masło w dyskontach – prawdziwa okazja czy haczyk?
Biedronka przygotowała dla swoich klientów niezwykłą ofertę, obowiązującą do końca kwietnia. Posiadacze karty Moja Biedronka mogą nabyć masło ekstra (82 proc. tłuszczu) za zaledwie 99 groszy. Istnieje jednak ograniczenie – dziennie można kupić tylko dwie kostki w tej cenie na jedno konto, podczas gdy standardowy koszt tego produktu wynosi 5,99 zł. Konkurencja nie śpi – Lidl również przygotował specjalną akcję. W dniach 20–22 kwietnia, w sklepach stacjonarnych, przy zakupie trzech sztuk masła extra 83 proc. i okazaniu kuponu z aplikacji Lidl Plus, za jedną kostkę zapłacimy 1,99 zł.
Tego typu promocje nie są nowością w bieżącym roku. W marcu klienci Biedronki mogli kupić masło za złotówkę, o ile włożyli do koszyka 10 sztuk. Z kolei w kwietniu, tuż po świętach wielkanocnych, Lidl zorganizował jednodniową akcję, w której masło Pilos (83 proc.) kosztowało 99 groszy, z limitem trzech sztuk na kupon. Biedronka błyskawicznie zareagowała identyczną ofertą. To zaplanowane działanie, a nie nagły przypływ szczodrości ze strony dyskontów.
Ekspert o celowym zaniżaniu cen w marketach
Jakub Olipra, główny ekonomista Credit Agricole, precyzyjnie wyjaśnia mechanizm działania sieci handlowych. Tłumaczy również, dlaczego to właśnie masło idealnie sprawdza się w roli przynęty na kupujących.
– Kostki masła są wystandaryzowane co do wielkości i zawartości tłuszczu. Klienci łatwo porównują ceny między sklepami. Dlatego masło bardzo często staje się przedmiotem promocji – sieć przyciąga nim klienta, który przy okazji kupi inne produkty. Te inne produkty są trudniejsze do porównania cenowego. Na nich sieć zarobi i odrobi stratę na maśle – tłumaczy ekonomista.
Niska cena masła nie oznacza wcale, że całe zakupy będą tanie. To część starannie opracowanej taktyki, która ma wpłynąć na to, jak klienci postrzegają poziom cen w danym markecie. W rzeczywistości za cały koszyk zapłacimy sporo.
Amerykański import i nadmiar towaru uderzają w rynek
Dlaczego w ogóle ceny masła tak drastycznie spadły? Wynika to z kilku czynników. Pod koniec 2025 roku kraje Unii Europejskiej wyprodukowały o ponad 20 procent więcej tego tłuszczu niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W Polsce ten wzrost wyniósł 12 procent. Sytuację pogorszył dodatkowo import masła z USA, który sprawił, że na europejskim rynku pojawiło się jeszcze więcej towaru.
To wszystko doprowadziło do tego, że cena kilograma surowca spadła do zaledwie 18–19 złotych. Dla przypomnienia – jeszcze dwa lata temu za kostkę masła płaciliśmy od 8 do 10 złotych, a kilogram kosztował ponad 40 złotych. Mamy więc do czynienia z gwałtownym i potężnym spadkiem cen.
Sieci handlowe szybko zareagowały na te zmiany. Tani surowiec pozwolił im na zaoferowanie cen, które jeszcze kilkanaście miesięcy temu wydawałyby się niemożliwe. Chodzi tu przede wszystkim o wywołanie szumu medialnego, co bez wątpienia się udało.
Koszty spadają na producentów, klienci cieszą się tylko przez chwilę
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w marcu 2026 roku przeciętna cena kostki masła wynosiła 6,49 zł. Ekstremalnie tanie oferty w dyskontach to sytuacje wyjątkowe, które jednak bardzo mocno uderzają w całą branżę mleczarską.
Ekspert Jakub Olipra mówi o tym wprost.
Podobnego zdania jest Jarosław Malczewski. Wiceprzewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych oraz prezes Polskiej Grupy Mleczarskiej na antenie Radia Poznań stwierdził, że jedynym ratunkiem jest zmniejszenie produkcji masła oraz nałożenie przez UE odpowiednich ceł, które ochronią lokalny rynek, w tym ceł na masło z USA.
Zarówno wielkopolskie, jak i pozostałe mleczarnie liczą na to, że sytuacja poprawi się na przełomie drugiego i trzeciego kwartału 2026 roku. Wtedy to rynek powinien zacząć radzić sobie z nadmiarem towaru.
Kto ponosi konsekwencje maślanej wojny?
Na pierwszy rzut oka klienci zyskują, ale to tylko złudzenie. Taktyka „loss leader”, opierająca się na sprzedawaniu produktów poniżej kosztów produkcji w celu przyciągnięcia kupujących, działa tylko dlatego, że sklepy odbijają sobie te straty na innych towarach, nakładając na nie wyższe marże. W dłuższej perspektywie żadna sieć handlowa nie będzie działać ze stratą.
Prawdziwymi przegranymi są producenci z branży mleczarskiej. Uderza to również w rolników dostarczających mleko, którym oferuje się coraz niższe stawki w skupach. Im bardziej markety podsycają wojnę na ceny masła, tym w gorszej sytuacji znajdują się ci, którzy je wytwarzają.
Kupujesz masło za grosze? Zapłacisz za nie więcej, wybierając inne produkty.
