Odszedł jeden z filarów Grateful Dead
W opublikowanym komunikacie przekazano, że Bob Weir zmarł spokojnie, w otoczeniu najbliższych. Artysta wcześniej zmagał się z chorobą nowotworową, którą – jak podkreślono – pokonał z charakterystyczną dla siebie determinacją. Ostatecznie przyczyną śmierci okazały się powikłania związane z problemami z płucami.
Weir był obok Jerry’ego Garcii i Phila Lesha jednym z trzech liderów Grateful Dead – zespołu założonego w 1965 roku w San Francisco. Po śmierci Garcii w 1995 roku oraz Lesha w 2024 roku pozostawał kluczową postacią dbającą o ciągłość i muzyczne dziedzictwo formacji, która dla milionów fanów stała się czymś więcej niż tylko zespołem rockowym.
Od 17-latka do ikony kontrkultury
Bob Weir dołączył do grupy jako nastolatek – miał zaledwie 17 lat, gdy zasilił skład zespołu funkcjonującego początkowo pod nazwą The Warlocks. Przez kolejne trzy dekady współtworzył potęgę Grateful Dead, współodpowiadając za jej charakterystyczne brzmienie i repertuar. Jego nazwisko na stałe zapisało się przy takich utworach jak „Sugar Magnolia”, „One More Saturday Night” czy „Mexicali Blues”.
Po zakończeniu działalności Grateful Dead w klasycznym składzie Weir nie zszedł ze sceny. Kontynuował koncertowanie i nagrywanie w licznych projektach, w tym m.in. w zespole Dead & Company, z którym przez lata przypominał publiczności dorobek macierzystej formacji.
Fenomen Grateful Dead i wierni Deadheads
Grateful Dead uznawany jest za jeden z najbardziej reprezentatywnych zespołów ruchu hippisowskiego oraz późniejszej kultury amerykańskich ridersów. Grupa zasłynęła przede wszystkim z koncertów, podczas których studyjne kompozycje rozrastały się w długie, improwizowane formy, łączące wpływy country, bluesa, jazzu, folku, funku, reggae czy rocka psychodelicznego. Ważnym elementem były także poetyckie teksty autorstwa Roberta Huntera, traktowanego przez muzyków jak pełnoprawny członek zespołu.
Fenomen Grateful Dead potwierdzają liczne rankingi – formacja znalazła się na 57. miejscu listy 100 artystów wszech czasów magazynu „Rolling Stone”, a albumy Anthem of the Sun i American Beauty trafiły do zestawienia 500 najważniejszych płyt w historii. Wokół zespołu powstała społeczność fanów znanych jako Deadheads, uznawanych za jednych z najbardziej wiernych w świecie rocka. Choć w Polsce Bob Weir pozostał artystą niszowym, jego twórczość – w tym solowy album Ace – wciąż znajduje oddanych słuchaczy.
Zobacz także: Zanim zbadają wcześniaki, będą mogli nauczyć się tego na symulatorze. Nowy sprzęt od WOŚP