Show Bad Bunny'ego podczas Super Bowl Halftime Show 2026 zapisało się w historii jako jedno z najważniejszych i najbardziej przełomowych. Artysta, poza muzyką, postawił na bardzo aktualny i ważny przekaz, dotyczący poczucia przynależności i jedności. Na imprezie piosenkarza znalazło się bowiem miejsce dla wszystkich, bez względu na wiek, pochodzenie czy orientację seksualną. Benito przypomniał, że tożsamość Amerykanina nie kończy się na granicach USA, a jego gośćmi byli artyści od lat działający na rzecz społeczności LGBT+: Lady Gaga oraz Ricky Martin. Wszystko wskazuje również na to, że Bad Bunny pobił rekord oglądalności Super Bowl. Według jeszcze niepotwierdzonych przez Nielsen danych jego koncert miał przyciągnąć ponad 135 milionów widzów. Mimo tego piosenkarz, którego już w lipcu zobaczymy na PGE Narodowym, nie zarobił za swój występ ani grosza. Choć może wydawać się to zaskakujące, to dość powszechna praktyka. Podobnie jest przecież na Eurowizji, gdzie reprezentanci nie otrzymują wynagrodzenia od organizatorów widowiska.
Bad Bunny nie dostał za Super Bowl ani złotówki
Artyści występujący podczas Halftime Show nie otrzymują wynagrodzenia od National Football League za występ między rozgrywkami. Nie oznacza to jednak, że tracą na udziale w takim przedsięwzięciu. Wręcz przeciwnie. Pojawienie się na Super Bowl to ogromna promocja, która przekłada się na zainteresowanie katalogiem danego artysty w serwisach streamingowych, sprzedażą jego płyt oraz wejściówek na koncerty. Działa również jako wabik na reklamodawców. Tym samym za udział w imprezie artysta nie otrzymuje nic, ale dzięki niemu... już sporo. Tak samo jest na Eurowizji. EBU nie płaci reprezentantom, natomiast przedstawiciele poszczególnych krajów traktują udział w niej jako promocję, która z kolei przekłada się na finanse.