W Abu Zabi zaczyna się kolejna runda rozmów ukraińsko-rosyjskich, w których pośredniczą Stany Zjednoczone. W negocjacjach mają uczestniczyć m.in. wysłannicy byłego prezydenta USA Donalda Trumpa - Steve Witkoff i Jared Kushner. Spotkania potrwają dwa dni i będą podzielone na dwie części: dwustronne rozmowy ukraińsko-amerykańskie oraz trójstronne negocjacje z udziałem Rosji - poinformował sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy Rustem Umierow.
Ukraina podchodzi do rozmów poważnie. Prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że ukraiński zespół negocjacyjny dokładnie przeanalizuje przywiezione propozycje strony rosyjskiej i sprawdzi jej gotowość do ustępstw. Jednocześnie podkreślił, że Kijów nie zamierza ignorować wcześniejszych naruszeń porozumień ze strony Moskwy.
CZYTAJ TEŻ W PORTALU OBRONNYM >>> Negocjacje: Rosja chce Donbasu, Ukraina żąda gwarancji bezpieczeństwa
Jako przykład wskazał wczorajszy masowy atak na ukraiński sektor energetyczny - największy tego roku - który spowodował poważne zniszczenia w elektrowniach dostarczających energię i ciepło m.in. do Kijowa, Charkowa i Dniepru. Zełenski przypomniał, że atak nastąpił mimo osobistego apelu Donalda Trumpa do Władimira Putina, by nie uderzać w sektor energetyczny podczas silnych mrozów i negocjacji. Rosja przyznała, że taki apel został złożony i przez kilka dni faktycznie wstrzymała ataki. Według ukraińskiego prezydenta Kreml wykorzystał jednak ten czas do przygotowania masowego uderzenia. To zmusiło Kijów do ponownej oceny pracy zespołu negocjacyjnego i stworzenia innej narracji.
Rosja na razie niewiele mówi o kolejnej rundzie rozmów. Rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow stwierdził jedynie, że Moskwa jest „otwarta na rozmowy”. „Negocjacje to bardzo złożony, wielowymiarowy proces. W niektórych kwestiach zbliżyliśmy się do siebie dzięki dyskusjom i rozmowom. Są jednak sprawy, w których nie możemy powiedzieć, że osiągnęliśmy porozumienie” – podkreślił.
Zapytany o ostatnie spotkanie w Miami między specjalnym przedstawicielem Putina, Kiryłem Dmitrijewem, a wysłannikiem USA Stevem Whitkoffem, Pieskow odmówił ujawnienia szczegółów rozmowy. Zaznaczył jedynie, że były to pozytywne i konstruktywne negocjacje.
Polecany artykuł:
Czy w rozmowach ukraińsko-rosyjskich uda się coś naprawdę uzgodnić? Eksperci są sceptyczni
Stronę ukraińską w najbliższej rundzie w Abu Zabi będą reprezentować sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony Rustem Umerow, szef Kancelarii Prezydenta Kyryło Budanow, wiceminister spraw zagranicznych Serhij Kysłycia, przewodniczący frakcji „Sługa Narodu” Dawid Arachamia oraz szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Andrij Hnatow.
Po stronie rosyjskiej ostatnio negocjowali szef GRU Igor Kostiukow, przedstawiciel Kremla i szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich Kirił Dmitrijew, pierwszy zastępca szefa wydziału informacyjnego GRU Aleksandr Zorin oraz tłumacz Ilja Kurepow. Jak podkreślają eksperci, taki skład jest świetny do rozwiązywania kwestii technicznych i sektorowych - zwłaszcza w energetyce czy wojskowej logistyce - ale z pewnością nie do podejmowania strategicznych decyzji politycznych.
„Na tym etapie najważniejszym osiągnięciem jest sam fakt istnienia stabilnego toru negocjacyjnego” - mówi w rozmowie z ESKĄ Mykoła Wołkiwski z Genewskiego Centrum Dyplomacji i Rozwiązywania Konfliktów. Dodaje, że tzw. rozejm energetyczny to raczej test dla stron niż realny krok w kierunku pokoju. „Dla Rosji to próba powściągliwości, dla Ukrainy - odporności systemu i międzynarodowego wsparcia, dla USA – sprawdzian zdolności do gwarantowania porozumień”.
Podobnie sytuację ocenia Wasyl Gułaj z Politechniki Lwowskiej, który zwraca uwagę, że „skład delegacji, w którym dominują wojskowi i przedstawiciele służb specjalnych, z góry ogranicza rozmowy do poziomu technicznego”. Jak podkreśla, „nie są to negocjacje, od których można oczekiwać rezultatów charakterystycznych dla klasycznej dyplomacji politycznej”.
Powołanie Kyryła Budanowa na stanowisko szefa Kancelarii Prezydenta to ruch niebezpieczny, ale jednocześnie bardzo przemyślany. Zełenski powierzył mu najtrudniejszą ścieżkę - negocjacje pokojowe - i zrobił to tak, by nie narażać siebie bezpośrednio. „Jeśli Budanowowi uda się doprowadzić rozmowy do pozytywnego wyniku, będzie to sukces prezydenta. Jeśli się nie powiedzie – odpowiedzialność spada na negocjacyjną grupę” - komentuje Ukraińska Prawda.
Dla samego Budanowa to ryzykowny awans, ale i szansa na wejście do wyższej ligi politycznej. Jak zauważają analitycy, jego decyzja pokazuje ambicję i gotowość do wzięcia odpowiedzialności za najważniejszy i najbardziej skomplikowany negocjacyjny tor.
Mimo tego wzmocnienia delegacji ukraińskiej fundamenty rozmów pozostają niezmienne. Rosyjscy negocjatorzy dysponują ograniczonym mandatem - wystarczającym, by uzgadniać kwestie techniczne i sektorowe, ale nie strategiczne. „Nie obserwujemy pokoju, lecz architekturę możliwego pokoju” – podkreśla Wołkowski.
CZYTAJ TEŻ W SUPER EXPRESSIE >>> Kijów na skraju piekła? Mieszkańcy bez ogrzewania i prądu, władze ostrzegają przed katastrofą
Poprzednie rundy pokazały, że oczekiwania wobec tych spotkań powinny być umiarkowane. Efektem wcześniej była wymiana jeńców czy rozejm energetyczny, który tymczasowo wstrzymał ataki na ukraińską infrastrukturę. Po kolejnym ostrzale, jak twierdzą Ukraińcy, widać że był to krok taktyczny, a nie oznaka rzeczywistej woli pokojowej.
Nowa runda prawdopodobnie będzie podobna - dyskusje techniczne, rozmowy sektorowe, ograniczone ustępstwa. Realnych przełomów ani strategicznych decyzji nie należy się spodziewać. Na polu dyplomatycznym, jak wcześniej, nadal decyduje równowaga sił i drobne manewry, a nie wielkie słowa czy pompatyczne deklaracje.