Na wyspie Epsteina stoi tajemniczy budynek przypominający świątynię. Biało-niebieskie pasy, kiedyś złota kopuła. Wiemy, co było w środku
Od lat krążyły różne historie o tym, co działo się na prywatnej wyspie Jeffreya Epsteina. Wielu traktowało je jak teorie spiskowe. Jednak po ujawnieniu dokumentów związanych ze sprawą miliardera część tych opowieści zaczęła budzić większe wątpliwości. W aktach pojawiają się znane nazwiska, a ofiary opisują nadużycia i skrajne zachowania. To sprawiło, że niektórzy zaczęli pytać, czy za tym wszystkim nie kryje się coś więcej. Może nie chodziło tylko o wykorzystywanie seksualne, a o jakieś straszne rytuały i obrzędy? Szczególne zainteresowanie wzbudził niewielki budynek stojący w najwyższym punkcie wyspy Little St. James. Miał kształt sześcianu, był pomalowany w biało-niebieskie pasy i przez lata przykrywała go złota kopuła. Najpierw kopuła zniknęła – została zerwana przez huragan. Później zmieniono też wygląd budynku, który dziś jest cały biały, niedostępny i sprawia wrażenie opuszczonego.
Masońska symbolika w świątyni Epsteina i tajne tunele z łodziami podwodnymi?
Do środka zajrzeć można dzięki zdjęciom opublikowanym przez amerykański Departament Sprawiedliwości. Widać na nich mieszankę bałaganu i ekscentrycznych elementów wystroju. Najbardziej rzuca się w oczy drewniana półka z dwiema kolumnami – jedną prostą, drugą skręconą. Zwykła dekoracja? Niektórzy dopatrują się tu świadomego użycia tak zwanej kolumny salomonowej, według tradycji takie właśnie spiralne kolumny były w świątyni króla Salomona. Inni wskazują na symbolikę wolnomularską, w której dwie kolumny to Jachin (po prawej) i Boaz (po lewej). Symbolizują one zarazem dwoistość i siłę, stabilność. Na suficie "świątyni" jest wielkie malowidło przedstawiające niebo i symbole znaków zodiaku. Nie brakuje plotek o tym miejscu. W sieci pojawiają się opowieści o rzekomych podziemiach czy tajnych przejściach, do których można było wpłynąć łodzią podwodną, ale na prawdziwość tych stwierdzeń nie ma dowodów. Są też bardziej przyziemne wersje – według jednej z nich w budynku znajdował się fortepian, na którym Epstein miał grać. Opowiadał o tym cytowany w amerykańskich mediach stroiciel fortepianów. Jak było naprawdę, wciąż nie wiadomo. Budynek mógł być po prostu dziwną fanaberią właściciela. Ale dla wielu pozostaje nadal mroczną zagadką, a nawet kluczem do zagadki afery Epsteina.