Spis treści
- W ciągu niespełna miesiąca statystyki zakażeń wirusem ebola w Demokratycznej Republice Konga uległy drastycznemu pogorszeniu, dobijając do ponad 1300 chorych i niemal 400 zgonów.
- Mimo szalejącej zarazy, okoliczni mieszkańcy notorycznie odmawiają pomocy medycznej, tłumacząc to wiarą w spiski z udziałem zagranicznego kapitału oraz lokalnych decydentów.
- Poznaj zatrważające kulisy bojkotu placówek medycznych oraz dowiedz się, w jaki sposób trwające walki zbrojne paraliżują próby opanowania niebezpiecznego patogenu.
Przedstawiciele rządu Demokratycznej Republiki Konga (DRK) ogłosili w poniedziałek, 29 czerwca, że bilans ofiar śmiertelnych eboli wynosi już 377 osób, a liczba zakażonych wzrosła do 1307. Dynamika rozprzestrzeniania się choroby w ciągu minionego miesiąca jest zatrważająca. Według doniesień agencji PAP, jeszcze w ostatnich dniach maja Światowa Organizacja Zdrowia raportowała wyłącznie 321 potwierdzonych oraz 116 domniemanych infekcji wywołanych szczepem bundibugyo. W tamtym czasie statystyki mówiły zaledwie o 41 zmarłych oraz sześciu wyleczonych pacjentach. Warto zaznaczyć, że to już 17. fala tego wirusa w tym kraju od momentu jego pierwszego zidentyfikowania w 1976 roku. Obecną epidemię ogłoszono 15 maja, co nastąpiło zaledwie po upływie niespełna sześciu miesięcy od wygaszenia poprzedniej.
Zatrważająca śmiertelność eboli. Teorie spiskowe zniechęcają do terapii
Tragiczny bilans zgonów i wciąż rosnąca liczba nowych infekcji to zaledwie wierzchołek góry lodowej problemów. Jak się okazuje, coraz więcej mieszkańców wschodnich terytoriów Demokratycznej Republiki Konga nie chce się leczyć, opierając swoje decyzje na niepotwierdzonych pogłoskach o chorobie. Laurens Liesenborghs, belgijski specjalista w dziedzinie chorób zakaźnych, w rozmowie z VRT NWS wyjaśnił, że obywatele przebywający w prowincji Ituri „nie zgłaszają się do szpitali, bo nie wierzą w istnienie choroby albo uważają, że została ona »wymyślona przez polityków lub cudzoziemców dla pieniędzy«”. Według eksperta, głównym źródłem społecznego sceptycyzmu są same ośrodki kwarantanny. „Dla wielu ludzi są to miejsca, w których dopiero naprawdę się choruje. Centra często powstają w pośpiechu, w namiotach odizolowanych od otoczenia, a pacjentami zajmują się osoby w kombinezonach ochronnych. Jedna na dwie osoby nie wychodzi z takiego centrum żywa. To rodzi teorie spiskowe” – skomentował stanowczo belgijski lekarz w swoim podsumowaniu sytuacji na miejscu.
Ośrodki leczenia wywołują strach. Ataki na ekipy pogrzebowe i medyków
Medyk zwrócił również uwagę na istotny kontekst geopolityczny – kryzys sanitarny potęgowany jest przez wieloletnie konflikty zbrojne, przymusowe migracje ludności oraz głęboko zakorzeniony brak zaufania obywateli do instytucji państwowych. Sytuację dodatkowo pogarszają niebezpieczne procedury związane z grzebaniem ofiar eboli. Ciała zmarłych pacjentów stanowią ogromne zagrożenie epidemiologiczne, przez co za bezpieczny pochówek muszą odpowiadać wyłącznie rygorystycznie przeszkolone zespoły sanitarne. Ostatnie publikacje na łamach „New York Times” rzucają światło na ten dramat: „Wolontariusze Czerwonego Krzyża w Kongu ryzykują nie tylko zakażeniem, lecz także agresją ze strony społeczności, które boją się, że bliscy zostaną pochowani bez tradycyjnych rytuałów. Dochodziło już do ataków na pracowników medycznych i ekipy pogrzebowe”.