Rodzinna masakra w amerykańskim miasteczku. Nie żyje siedem osób, w tym uczniowie
Spokojna miejscowość Muscatine w amerykańskim stanie Iowa, stała się scenerią brutalnej zbrodni. W poniedziałek w serii tragicznych zdarzeń życie straciło tam aż siedem osób. Śledczy skłaniają się ku wersji wydarzeń, zgodnie z którą odpowiedzialnym za ten krwawy finał jest 52-letni Ryan Willis McFarland. Z ustaleń wynika, że po wymordowaniu własnych krewnych, mężczyzna strzelił do siebie, gdy mundurowi szykowali się już do jego ujęcia. Amerykańska prasa donosi, że zbrodnie miały miejsce w kilku różnych punktach miasteczka, co czyni ten dramat jednym z najmroczniejszych w historii tej niedużej, 23-tysięcznej społeczności.
Dramatyczny apel do lokalnej społeczności. Kulisy zbrodni w Muscatine
Policja podjęła pierwsze działania krótko po godzinie 12.15 czasu lokalnego, gdy odebrano telefon o strzelaninie na Park Avenue. Przybyli na miejsce mundurowi natknęli się na cztery śmiertelnie postrzelone osoby. Szybko jednak okazało się, że to nie koniec makabry. Kolejne ciało znaleziono w domu na Mill Street, a następną ofiarę w jednym z biur przy Grandview Avenue. Ze wstępnych ustaleń wynika, że zmarli byli blisko spokrewnieni z 52-latkiem. Śledczy podejrzewają, że to eskalacja długotrwałego konfliktu i przemocy domowej doprowadziła do tej tragedii.
Ogromnym ciosem dla lokalnej społeczności okazał się komunikat Muscatine Community School District. Potwierdzono w nim, że życie straciło dwoje wychowanków szkoły, a dwie kolejne ofiary były w niej zatrudnione. „Pękają nam serca z powodu losu członków rodzin, przyjaciół, współpracowników, kolegów z klasy i wszystkich osób dotkniętych tą niewyobrażalną stratą. Prosimy, abyście w tym niezwykle trudnym czasie pamiętali o wszystkich, których dotknęła ta tragedia” – przekazał w oficjalnym stanowisku przełożony lokalnego okręgu szkolnego, Clint Christopher. Trwa intensywne śledztwo.