Spis treści
- Zatrzymanie Polki w Chicago. Agenci ICE wkroczyli w Święto Niepodległości
- Pobyt w obozie dla imigrantów. Polka opowiada o wrzącym prysznicu w Teksasie
- Dramat w Nowym Meksyku. Koszty adwokata i pogarszający się stan zdrowia Polki
- Lotnisko w Warszawie i wolność. Eskorta agentów ICE i skutkute ręce
- Leczenie PTSD po deportacji z USA. Nocne lęki i utrata amerykańskiego dobytku
- 20 lat dobrego życia w USA
- Donos? Przypadek? Dlaczego ICE zatrzymało Polkę?
Zgodnie z polityką imigracyjną Donalda Trumpa, dla amerykańskich służb każdy nielegalny jest dziś celem. Departament Bezpieczeństwa Krajowego raportował w styczniu o wydaleniu z USA blisko trzech milionów osób, przebywających w USA bez uregulowanego statusu. W tej grupie znalazła się właśnie Elżbieta Czyz. Kobieta spędziła w Stanach Zjednoczonych przeszło dwie dekady, zanim w listopadzie została schwytana przez agentów. Dziś, z ciężkim zespołem stresu pourazowego, pozostaje pod stałą kontrolą specjalistów.
Zatrzymanie Polki w Chicago. Agenci ICE wkroczyli w Święto Niepodległości
Do zatrzymania doszło na jednej z ulic Chicago. Funkcjonariusze zatrzymali 65-latkę o poranku 11 listopada, dokładnie w dniu, w którym celebrujemy polskie Święto Niepodległości. Jak relacjonuje „Super Expressowi” poszkodowana, wydarzenia potoczyły się błyskawicznie.
Wychodziłam do pracy, szłam do samochodu i postukali mnie po ramieniu. Obróciłam się i zobaczyłam, że to jest ICE
Kolejne kroki służb były bezwzględne. Kobieta straciła wolność i została wsadzona do samochodu.
Wsadzili mnie do samochodu, skuli jakimiś kajdankami ręce i wywieźli mnie na dwudziestą piątą
W placówce przy 25th Avenue w Broadview na obrzeżach miasta spędziła okrągłe dwadzieścia cztery godziny w dramatycznych warunkach.
Spałam na betonowej podłodze, bez picia, bez jedzenia, bez niczego
Jak podkreśla 65-latka, to był zaledwie wstęp do trwającego miesiącami horroru. Następnego dnia zrobiono jej zdjęcia, pobrano odciski palców i zarządzono transfer.
Założyli znów te kajdanki, jakieś łańcuchy na brzuch, na nogi. I w tym jeździłam dwa dni i dwie noce, bo mnie wozili w różne miejsca. Nie chciał mi nikt tego rozpiąć, mimo że płakałam. Byłam wykończona
Ostatecznie Polka została umieszczona na pokładzie samolotu. Maszyna zabrała ją do Teksasu, gdzie rozpoczął się kolejny dramatyczny etap w życiu kobiety.
Pobyt w obozie dla imigrantów. Polka opowiada o wrzącym prysznicu w Teksasie
Kobieta została osadzona w placówce, która według jej słów do złudzenia przypominała ogromny obóz namiotowy zlokalizowany pośrodku jałowej pustyni.
Zrobili rewizję i pozabierali wszystko. Później po sześć osób zaprowadzili pod taki wrzący prysznic. Tak, jakby pani wodę gotowała w czajniku
Ogromnym szokiem był również przydział tak zwanej odzieży zastępczej.
Bielizna była używana, ale uprana w chlorze. To było widać. Później dali jakieś ubranie i za duże buty. I znów było czekanie, cała noc na betonowej posadzce
Po przeprowadzeniu podstawowych procedur medycznych, kolejnego dnia 65-latkę skierowano na salę.
Na sali było 60 kobiet. I tylko ja jedna biała. Tam była i toaleta i wszystko
Czas spoczynku przypominał prawdziwe tortury. Sen na stalowym łóżku bez żadnej poduszki, przerywano regularnie. Strażniczki celowo wybudzały osadzoną, zmuszając ją chociażby do literowania nazwiska. Ciągły stres doprowadził do trzech poważnych ataków paniki, konieczna była interwencja lekarzy, którzy podali Polce leki obniżające ciśnienie i, jej zdaniem, zbagatelizowali problem.
Dramat w Nowym Meksyku. Koszty adwokata i pogarszający się stan zdrowia Polki
Po upływie około miesiąca w sercu kobiety pojawiła się iskra nadziei na zmianę dramatycznego położenia.
W Chicago znajomi załatwili mi adwokata, który wziął 10 000 dolarów. Sprawa miała być 17 grudnia, a 15 grudnia w nocy przyszedł ktoś i powiedział, że jadę do Chicago. Ja się oczywiście ucieszyłam, ale to było kłamstwo. Wsadzili mnie do jakiegoś autobusu, zakratowanego jak dla przestępców i wywieźli mnie do Nowego Meksyku
Ten cios nie był niestety ostatnim.
I już w Nowym Meksyku miałam sprawę, ale ponieważ nie miałam żadnej rodziny w Chicago, sędzia odrzucił moją sprawę i powiedział, że nie mogę zostać w Ameryce. Adwokat jednak zapowiadał, że jeszcze będzie walczył
Nowa placówka w niczym nie ustępowała tej w Teksasie. Z relacji Polki wynika, że strażnicy wykazywali się podobnym okrucieństwem, stosując wymyślne formy dręczenia więźniów.
W nocy budzili na jakieś badania, o 3.20 na przykład. Przychodziła strażniczka i szarpała mnie, że mam się ubrać, bo muszę iść do jakiegoś innego budynku, na przykład mocz oddać czy krew
Organizm kobiety w końcu zaczął odmawiać posłuszeństwa, co wymusiło dużo poważniejsze interwencje lekarskie.
Złapałam jakąś bakterię i byłam leczona silnymi antybiotykami. Na pusty żołądek praktycznie, bo to jedzenie nie nadawało się do niczego. Ja przeżyłam 65 lat na tym świecie, ale ja takiego jedzenia w życiu nie widziałam
Podczas całego pobytu 65-latka straciła aż osiem kilogramów, a przez barierę językową funkcjonowała w całkowitej izolacji od pozostałych współosadzonych. Jej prawo do komunikacji ze światem zewnętrznym ograniczono wyłącznie do dwóch numerów telefonicznych, zadeklarowanych w momencie aresztowania. W końcu nadszedł całkowity moment załamania nerwowego.
Już nie wytrzymywałam, bo ja tam non-stop płakałam. Przyszli z tego ICE i powiedziałam im, że po prostu nie daję rady. Zapytali więc, czy chcę dobrowolnie opuścić Amerykę. Powiedziałam, że tak, bo dłużej nie wytrzymam. A kolejna moja sprawa miała być chyba za miesiąc
Lotnisko w Warszawie i wolność. Eskorta agentów ICE i skutkute ręce
Pobyt w Nowym Meksyku również naznaczony był regularnymi atakami paniki. Po dwóch tygodniach od kapitulacji, funkcjonariusze dostarczyli w końcu wymagane formularze. Po uzyskaniu podpisu pani Eli, zapowiedzieli, że muszą zorganizować przelot, co zajęło im kolejne czternaście dni.
Przewieźli mnie, znów w tych kajdankach z obstawą chyba sześciu osób z tego ICE, znów tym autobusem jak dla bandytów do Los Angeles. Tam siedziałam siedem godzin na lotnisku w jakieś dużej toalecie zamknięta. Bez jedzenia, bez picia, bez niczego
Lot do Warszawy odbyła z czwórką deportowanych obywateli Rosji. Dopiero na warszawskim lotnisku rodzima straż graniczna zwróciła jej paszport, oficjalnie przywracając jej wolność. Na terminalu czekali przyjaciele 65-latki, którzy przetransportowali wycieńczoną kobietę do rodzinnego Wrocławia. Tam przebywa do dzisiaj, korzystając z gościnności przyjaciół i starając się o odzyskanie dawnego mieszkania komunalnego, które opuściła przed laty wyjeżdżając do USA.
Leczenie PTSD po deportacji z USA. Nocne lęki i utrata amerykańskiego dobytku
Najpoważniejszym zmartwieniem 65-latki jest dziś jej stan psychiczny.
Cały czas jeżdżę do psychologa, do psychiatry, na okrągło jestem na lekach. Bo jeżeli nie wezmę tabletek, to bardzo się źle czuję i wszystko wraca
Specjaliści diagnozujący Polkę po powrocie do kraju bez cienia wątpliwości wskazali na rozwinięty zespół stresu pourazowego oraz głęboką, przewlekłą traumę.
Boję się wyjść z domu gdzieś dalej. Cały czas gdzieś się za siebie jeszcze oglądam. (...) Psycholog mówi, że potrzeba czasu. Ale to łatwo się mówi. A ja się w nocy potrafię obudzić i krzyczeć wystraszona, że mam gdzieś się już ubierać i gdzieś wyjść, bo przecież oni tam po nocach budzili, szarpali
Kobieta ma ogromne obawy, że mroczne miesiące spędzone w izolacji amerykańskich aresztów pozostaną w jej głowie już na zawsze.
To co ja przeżyłam w wieku 65 lat to nikomu nie życzę. Ja schorowana oprócz tego jestem. Jestem po operacji nerki. Mam astmę, silny artretyzm i teraz to wszystko mi jeszcze doszło
Mimo potężnego obciążenia permanentnym stresem i licznymi schorzeniami, szara codzienność zmusza ją do organizowania rzeczywistości od nowa. Znajomi ze Stanów Zjednoczonych od kilku tygodni wspierają ją w sprowadzeniu do kraju całego dorobku życia. Wynajętym statkiem przypłynęły już elementy umeblowania, osobiste pamiątki i odzież. Znacznie trudniej wygląda kwestia odzyskania oszczędności ulokowanych w amerykańskim banku.
Muszę jechać jeszcze raz do ambasady. Muszę wziąć dwóch świadków, którzy potwierdzą, że ja to jestem ja. I ambasada musi wydać zaświadczenie, które razem z innymi papierami muszę wysłać do banku
Jak szczerze wyznaje 65-latka, jej majątek nie był przesadnie imponujący, ponieważ "żyła na bieżąco". Zamiast kumulować oszczędności na kontach, wolała inwestować w wyjazdy i zwykłe, codzienne przyjemności.
20 lat dobrego życia w USA
Elżbieta Czyz przyznaje, że wjechała do Ameryki wykorzystując najzwyklejszą wizę turystyczną.
Przyjechałam do znajomych, bo oni zaproszenie wysłali. To był 2005 rok. Przez chwilę sprzątała, ale to nie bardzo mi szło, więc zajęłam się opieką nad dziećmi. I w sumie tych dzieci pilnowałam przez ten cały czas
Jak precyzuje, wychowała łącznie pięcioro podopiecznych, nadzorując ich rozwój od pierwszych miesięcy aż do wieku przedszkolnego. Oferty zatrudnienia pojawiały się praktycznie same, przekazywane z polecenia przez zadowolonych z jej usług rodziców. Formalne uprawnienia do przebywania na terytorium USA wygasły jej zaledwie po kwartale od przylotu.
Może trzeba było się starać o tę zieloną kartę. Ale ja niestety się nie starałam. Nie wiem dlaczego. Myślałam chyba, że nie dostanę. Później myślałam, że może się wróci, jak zaczęłam chorować. Ale po operacji było dobrze, to człowiek tak został. Żyło się spokojnie i człowiek nie myślał
W jej głosie wyraźnie pobrzmiewa dziś ogromny żal. Patrzenie na dawne fotografie z czasów utraconego spokoju nie sprawia jej żadnej, najmniejszej radości.
Oglądam i zaczynam płakać. Po tym, co się stało… Ja miałam zamiar wracać do Polski, ale jeszcze to jedno dziecko miało roczek. Przyzwyczajona ta dziewczynka do mnie już była, to myślałam, że jeszcze dwa lata, żeby odchować i wrócę, bo już człowiek nie jest młody. I to wszystko miało wyglądać inaczej. A nie tak, jak się stało
Donos? Przypadek? Dlaczego ICE zatrzymało Polkę?
Pani Ela wciąż zadaje sobie jedno, zasadnicze pytanie: jakim cudem znalazła się na celowniku organów imigracyjnych, zważywszy na jej czysty policyjny rekord.
Dlaczego inni chodzą, przestępcy, narkomani jacyś czy złodzieje? A dlaczego ja? Kiedy ja w ogóle nie byłam nigdy ani karana, ani zatrzymywana. Miałam czysty rekord. Tam przecież w Chicago w obronie mojej stawali i pisali, i konsul, i kongresmen, i wszyscy znajomi i ci, u których ja tam pracowałam. Więc ja miałam opinię bardzo dobrą
Ona sama nie ma żadnego punktu zaczepienia, który wyjaśniłby, w jaki sposób została wzięta na celownik przez ICE. Nie miała wrogów, była lubiana, więc odrzuca hipotezę o "życzliwym, obywatelskim zgłoszeniu". Dodatkowym argumentem wykluczającym tę opcję okazała się konsultacja z dobrą znajomą.
Jej ciocia pracuje w immigration i poprosiłam, żeby zapytała czy ktoś mógł mnie tam podać. Odpowiedziała jej, że takich zgłoszeń i telefonów oni mają tysiąc dziennie. Nawet ich już nie odbierają. To, że płacą za takie zgłoszenie 3000 dolarów to też bzdura. I że opcji, że ktoś zadzwoniłby, nie ma co brać pod uwagę. Tym bardziej, że jeśli sprawdziliby rekord i ten był czysty, to nikt nie zawracałby sobie mną głowy
Główną i w zasadzie jedyną poszlaką, jaką rozgoryczona kobieta bierze pod uwagę, jest jej wizyta w lokalnym urzędzie w Arlington. Udała się tam, aby przedłużyć miejskie ubezpieczenie dla seniorów, z której od jakiegoś czasu regularnie korzystała.
Chodziłam tam co pół roku, ale gdy przyszłam dwa tygodnie przed tym zatrzymaniem, to nie było tam żywego ducha. Pan mi dał papiery do wypełnienia po angielsku, więc zapytałam czy mogę je zabrać ze sobą i z koleżanką wypełnić. On stwierdził, że to nic trudnego i że najwyżej przez tłumacza wypełnimy, żeby już szło. I widzi pani, ja to ubezpieczenie zawsze po trzech, czterech dniach dostawałam. A wtedy nie dostałam w ogóle. Podejrzewam, że może dostali jakiś prikaz, żeby na tych nielegalnych jednak dawać namiary. Nie wiem
Deportacja zamknęła Polce drogę do USA.
Ktoś mi powiedział, że przez 10 lat nie mogę wjechać do Ameryki. Nie wiem, czy to jest prawda, ale ja pani powiem szczerze, że ja już nie chcę. Ja już tu chcę sobie zacząć żyć normalnie. Będę miała małą jakąś emeryturę, bo tutaj miałam tam trochę tej pracy, ale jakoś sobie muszę chcę poradzić, ale nie chcę wracać. Ja za dużo przeżyłam tam, żebym wróciła
Polka podkreśla również całkowitą nieobliczalność i nieprzewidywalność działań amerykańskich służb imigracyjnych. Przywołuje przypadek znajomego, prowadzącego własną firmę budowlaną w Chicago, gdzie żył z żoną i dziećmi.
Miał zieloną kartę. Szedł do urzędu i przed urzędem go złapali, zamknęli i wywieźli na siedem miesięcy do Kentucky
Informacje o jej gehennie krążą obecnie wśród znajomych pani Eli w Chicago. Jak mówi, to skłania mnóstwo osób do dobrowolnego organizowania powrotów do Polski. Zastraszeni wizją brutalnej deportacji imigranci traktują 65-latkę jako żywy dowód bezwzględności systemu prawnego.