Spis treści
Anglia wraca do strefy medalowej
Anglicy pokonali w ćwierćfinale w Miami Norwegię 2:1 po dogrywce. Będzie to ich pierwszy występ w czołowej czwórce mundialu od ośmiu lat. Zespół prowadzony przez niemieckiego trenera Thomasa Tuchela zmierzy się w najbliższą środę z broniącą tytułu Argentyną.
Lokalne gazety nie skupiają się obecnie na stylu gry reprezentacji. Dla angielskich dziennikarzy najważniejszy jest końcowy rezultat oraz awans do półfinału, mimo wyraźnego zmęczenia zawodników po wyczerpującym spotkaniu.
„Było pięknie? Nie. Było przyjemnie? Nie do końca. Ale czy to w ogóle ma jakieś znaczenie? Ani trochę. Angielska drużyna po raz kolejny pokazała ducha walki i już osiągnęła wspaniały wynik w tym turnieju” - podsumowała ćwierćfinał gazeta „Daily Mail”.
Bellingham na ustach całej Anglii
Eksperci z gazety „The Guardian” podkreślają, że ogromne znaczenie dla końcowego wyniku miała głębia składu ekipy z Wysp Brytyjskich. Zmiennicy w drużynie Tuchela wnieśli znacznie więcej piłkarskiej jakości niż ich norwescy rywale, choć wymagało to od wszystkich ostrej walki do samego końca.
Gwiazdą numer jeden pozostaje pomocnik Realu Madryt, który podobnie jak w poprzedniej rundzie z Meksykiem, zapisał na swoim koncie dwa trafienia. Taka wyjątkowa skuteczność w fazie pucharowej przypomina wyczyny największych legend futbolu, co brytyjskie media chętnie akcentują w swoich relacjach.
„Przeprowadził Anglię przez wysokie szczyty Meksyku, a następnie przez palący upał i wilgotność Miami, co coraz bardziej wygląda, jak osobista misja, by zakończyć 60-letnie oczekiwanie na zdobycie mistrzostwa świata. Mundial może czasem stać się przeznaczeniem jednego gracza, którego charakteryzuje niepowstrzymany pęd ku największej nagrodzie w sporcie” - napisano na stronie internetowej stacji.
Historyczne osiągnięcia młodego pomocnika
Dziennikarze przypominają, że 23-letni Anglik to pierwszy zawodnik od czasów Diego Maradony, który zdobył minimum dwie bramki w dwóch kolejnych meczach fazy pucharowej. Jest on również najmłodszym piłkarzem z tak imponującym osiągnięciem od czasu siedemnastoletniego Pelego w 1958 roku.
Gazeta „The Times” porównuje jego ogromny wpływ na grę reprezentacji do legendarnego Bobby'ego Charltona. Gwiazdor z sześcioma golami na koncie znajduje się w ścisłej czołówce klasyfikacji strzelców turnieju i daje brytyjskim kibicom realną nadzieję na powrót trofeum do ich kraju.