Spis treści
- Oferty z głośników w dyskontach. Klienci od razu dostają etat
- Zarobki mechaników zwalają z nóg. Pensje przekraczają kilkanaście tysięcy złotych
- Ogłoszenia na każdym kroku. Kelnerzy szukają ludzi na polecenie
- Brak wymogu przesyłania CV. Firmy rezygnują z formalności przy zatrudnianiu
- Tysiące ofert na LinkedIn. Portale społecznościowe pękają w szwach
- Trudna sytuacja w handlu i usługach. Duże korporacje podbierają pracowników
Oferty z głośników w dyskontach. Klienci od razu dostają etat
Warszawskie dyskonty emitują komunikaty rekrutacyjne przez radiowęzeł z częstotliwością co parę minut. Proponują natychmiastową umowę na stałe z pominięciem okresu testowego oraz bogaty pakiet socjalny. Taka bezpośrednia forma dociera do zdumionych konsumentów i przynosi błyskawiczne rezultaty, bo kandydaci aplikują prosto z hali sprzedażowej.
Polecany artykuł:
„Każdego dnia kilka osób pyta o pracę”
– relacjonuje jedna z zatrudnionych tam kasjerek. Identyczna sytuacja ma miejsce w konkurencyjnym markecie zlokalizowanym zaledwie kilkaset metrów dalej. Klienci słyszący komunikaty z głośników regularnie zagadują personel przy stanowiskach kasowych, próbując dowiedzieć się więcej o potencjalnym wynagrodzeniu.
„W tej branży to praca szuka człowieka”
– przyznają otwarcie pracownicy handlu. Na potwierdzenie tych słów opisują niedawną sytuację, gdy dwie kobiety odwiedzające sklep w celu nabycia towarów opuściły go z gwarancją zdobycia nowego etatu.
Zarobki mechaników zwalają z nóg. Pensje przekraczają kilkanaście tysięcy złotych
Problem z wakatami doskonale widać również w branży motoryzacyjnej, na co zwróciłem uwagę w jednym z serwisów pojazdów. Szef zakładu nie ukrywa, że obecnie wykwalifikowani fachowcy są niezwykle pożądani na rynku. Znajduje to odzwierciedlenie w ogromnych pensjach, które wprawiają w osłupienie wielu kierowców. W warsztatach na terenie stolicy wypłaty rzędu kilkunastu tysięcy złotych nikogo już nie dziwią, a do tej kwoty dolicza się premie za pracę w dni wolne i godziny nadliczbowe. Z kolei w miasteczkach wokół Warszawy propozycje finansowe spadające poniżej pułapu 10 tysięcy złotych są przez kandydatów całkowicie ignorowane.
Ogłoszenia na każdym kroku. Kelnerzy szukają ludzi na polecenie
Rzeczywistość rynkowa często mija się z tym, co prezentują eksperckie raporty analityczne, zwłaszcza w okresie wiosennym, poprzedzającym wakacyjny szczyt. Anonse dla poszukujących posady opanowały dosłownie każdą przestrzeń miejską, od witryn sklepowych i centrów handlowych, po słupy ogłoszeniowe, lokale gastronomiczne oraz stoliki w kawiarniach. Obsługa kelnerska niejednokrotnie podczas przyjmowania zamówień dopytuje, czy goście nie znają kogoś chętnego do podjęcia obowiązków zawodowych. Ta niezwykła inicjatywa wynika z bardzo konkretnych zachęt finansowych, ponieważ za skuteczne polecenie nowego członka załogi pracownik może zgarnąć nawet kilka tysięcy złotych premii.
Zasięg rekrutacyjny wykracza jednak znacznie dalej, docierając chociażby do środków komunikacji miejskiej oraz korporacji taksówkarskich. Prowadzący pojazdy zupełnie otwarcie zagadują podróżnych o potencjalnych kandydatów na wolne stanowiska. Zjawiskiem powszechnym stało się również to, że papierowe druki informujące o naborze trafiają bezpośrednio do prywatnych skrzynek na listy lub są wywieszane na tablicach wewnątrz monitorowanych kompleksów mieszkaniowych.
Brak wymogu przesyłania CV. Firmy rezygnują z formalności przy zatrudnianiu
Przedsiębiorstwa decydują się na maksymalne uproszczenie procedur. Nagminnie rezygnują z wymogu przesyłania życiorysów zawodowych oraz udokumentowanego stażu w danej branży. Kluczowym kryterium staje się po prostu fizyczna obecność i chęć do działania. Sama procedura weryfikacji kompetencji została drastycznie skrócona, a spotkanie z rekruterem potrafi zamknąć się w zaledwie paru minutach.
„Szukamy rąk do pracy”
– komunikują bez owijania w bawełnę właściciele firm, dla których priorytetem jest natychmiastowe uzupełnienie braków w kadrach.
Tysiące ofert na LinkedIn. Portale społecznościowe pękają w szwach
Przestrzeń wirtualna również obfituje w ogłoszenia o wakatach. Propozycje zawodowe atakują użytkowników z poziomu popularnych serwisów społecznościowych oraz portali biznesowych pokroju LinkedIn. Wiadomości od headhunterów spływają nawet do tych osób, które swój dokument aplikacyjny udostępniły w internecie wiele lat wcześniej. Jeden z użytkowników sieci pochwalił się niedawnym ukończeniem szkolenia, a po krótkim zapytaniu o możliwości zarobkowe natychmiast otrzymał kilkadziesiąt wariantów zatrudnienia dostępnych od ręki.
Trudna sytuacja w handlu i usługach. Duże korporacje podbierają pracowników
Specjaliści od rynku pracy zgodnie twierdzą, że mnóstwo podmiotów gospodarczych działających w sektorze sprzedażowym i usługowym znalazło się w niezwykle trudnym położeniu.
„Kandydatów jest coraz mniej, więc komunikaty o pracy są coraz głośniejsze”
– podkreślają eksperci zajmujący się pozyskiwaniem talentów. Akcentują przy tym rosnącą skalę tego zjawiska, gdzie wielkie korporacje agresywnie przejmują załogę od mniejszych rynkowych graczy, oferując znacznie korzystniejsze pakiety socjalne i finansowe. Drobni przedsiębiorcy tracą w ten sposób personel i zmuszeni są uciekać się do najbardziej nietypowych metod rekrutacji, by uzupełnić luki kadrowe.
Na popularnych forach zrzeszających przedstawicieli różnych branż użytkownicy chętnie dzielą się swoimi obserwacjami, a niektórzy na własną rękę angażują się w poszukiwanie rąk do pracy, traktując to jako dodatkowe źródło dochodu dla swojej rodziny. Jeden z dyskutantów podsumował ten trend stwierdzeniem, że obecnie zbyteczne jest żmudne przeglądanie ofert. Wystarczy jedynie opuścić cztery ściany mieszkania, ponieważ to pracodawcy sami polują na potencjalnych członków zespołu.