Skarbówka bierze pod lupę przelewy z sieci. Ten jeden szczegół od razu zdradza podatników

2026-05-31 13:23

Urzędnicy skarbowi wzięli na celownik osoby zarabiające w sieci. Influencerzy, streamerzy i sprzedawcy internetowi muszą mieć się na baczności. Jak informuje serwis next.gazeta.pl, fiskus wyłapuje przede wszystkim jeden konkretny schemat działania, który świadczy o ukrywaniu regularnych dochodów.

Skarbówka kontroluje zwroty - kto odda nadpłatę

i

Autor: Szymon Starnawski Czerwone tablice informacyjne "TRZECI URZĄD SKARBOWY WARSZAWA - ŚRÓDMIEŚCIE" na jasnej ścianie, symbolizujące nadchodzące kontrole fiskusa i obowiązek JPK_ST. Więcej o przygotowaniach do zmian przeczytasz na Super Biznes.
  • Aparat skarbowy zacieśnia nadzór nad zyskami z sieci, prześwietlając finanse twórców internetowych i handlarzy, by namierzyć nieopodatkowane środki.
  • W oparciu o świeże regulacje i raporty z serwisów, kontrolerzy badają cykliczność wpłat. Nawet internetowe napiwki, czyli tak zwane donejty, uznawane są za podlegający opodatkowaniu przychód.
  • Jeśli w ciągu roku dokonasz ponad 30 transakcji lub twój obrót przekroczy 2000 euro, platforma zaraportuje cię do urzędu. Warto upewnić się, czy nie musisz założyć firmy.

Przez długi czas wirtualna rzeczywistość uchodziła za strefę, w której łatwo było ukryć zarobki przed państwem. Obecnie te czasy bezpowrotnie minęły. Jak donosi portal next.gazeta.pl, służby skarbowe zyskały potężne możliwości analizy raportów z serwisów handlowych, przepływów na rachunkach bankowych oraz ogólnej, komercyjnej aktywności w internecie.

Dla kontrolerów najważniejsza nie jest pojedyncza sprzedaż, lecz szerszy kontekst. Urzędnicy drobiazgowo badają, czy internetowy handel bądź usługi mają cechy ciągłości, zorganizowania i są nastawione na czysty zysk. Z perspektywy aparatu skarbowego to właśnie cykliczne wpływy na konto stanowią w dzisiejszych czasach główną czerwoną flagę.

Skarbówka prześwietla finanse influencerów i streamerów

Na celowniku urzędników coraz częściej lądują portfele twórców cyfrowych. Mowa tu w głównej mierze o influencerach, osobach prowadzących transmisje na żywo oraz streamerach. W przeszłości wielu z nich wolało traktować dobrowolne wpłaty od fanów jako zwykłe, wolne od podatku darowizny. Obecnie instytucje państwowe diametralnie zmieniły podejście do pieniędzy od widzów. Jeżeli popularne „donejty” ściśle wiążą się z regularną twórczością i stanowią główne źródło utrzymania, fiskus klasyfikuje je jako normalny, opodatkowany przychód z działalności.

Wszystko zależy od szerszego obrazu sytuacji. Państwowi inspektorzy weryfikują chociażby to, czy konkretne pieniądze spływają ze stałą częstotliwością oraz czy posiadają bezpośredni związek z trwającymi transmisjami, płatnymi subskrypcjami albo ekskluzywnymi materiałami udostępnianymi na rzecz najwierniejszych odbiorców.

Platformy Vinted, OLX i Allegro wysyłają raporty do urzędników

Ogromną rewolucję na rynku handlu internetowego wymusiła unijna dyrektywa DAC7. Na jej mocy giganci e-commerce oraz inne cyfrowe serwisy mają kategoryczny obowiązek przekazywania urzędom szczegółowych zestawień o osobach zarabiających na handlu czy usługach w wirtualnej przestrzeni. Nowy wymóg uderza w użytkowników najpopularniejszych portali ogłoszeniowych. Dzięki tym przepisom aparat skarbowy dostaje na tacy dokładną liczbę zrealizowanych transakcji oraz łączną kwotę ze sprzedaży, co błyskawicznie pozwala namierzyć konkretnego internautę.

Wysłanie wspomnianego raportu nie jest jednak równoznaczne ze startem natychmiastowej kontroli lub nałożeniem wysokiego domiaru podatkowego. Pracownicy skarbówki w pierwszej kolejności zestawiają te systemowe dane ze złożonymi zeznaniami PIT i wnikliwie analizują, czy zachowanie internauty wyczerpuje prawne znamiona prowadzenia niezarejestrowanej, nielegalnej firmy.

Unijna dyrektywa DAC7. Kiedy skarbówka dostaje dane?

Nowe prawo na szczęście pozostawia rozsądną furtkę dla osób, które pozbywają się używanych rzeczy tylko i wyłącznie w sposób sporadyczny. Platforma handlowa nie wyśle raportu o danym użytkowniku, o ile w wyznaczonym okresie rozliczeniowym zawarł on mniej niż 30 skutecznych transakcji, a jego łączny zarobek definitywnie zamknął się w kwocie 2000 euro. Haczyk polega jednak na tym, że obydwa te kryteria trzeba bezwzględnie spełniać w tym samym czasie. Wystarczy pechowo przekroczyć jeden z dwóch limitów, by system automatycznie wygenerował zawiadomienie prosto na biurko urzędników.

Zaufani specjaliści z zakresu prawa podatkowego wciąż jednak uspokajają, że samo trafienie do systemu analitycznego nie oznacza z miejsca bolesnych kłopotów z prawem. Najważniejsze z punktu widzenia państwa będzie bezsporne rozgraniczenie, czy dana osoba po prostu jednorazowo posprzątała domową szafę z ubrań, czy założyła w sieci regularny biznes bez formalności.

Zarabianie w sieci. Najgorsze, co możesz zrobić, to zignorować urząd skarbowy

Obecnie służby państwowe mają wyczulone radary na wszelkie cykliczne przelewy i stałe wpływy na rachunki, które od razu kojarzą się z działaniem normalnego przedsiębiorstwa. Jeśli dojdzie do oficjalnego postępowania wyjaśniającego, państwowi kontrolerzy zażądają wglądu w wyciągi bankowe, zbadają pełną historię transakcji na platformach, a także wezmą pod lupę ewidencję przychodów czy zebrane faktury. Internauta, który z wirtualnej przestrzeni uczynił sobie stabilne źródło dochodu, musi w odpowiednim momencie liczyć się z koniecznością założenia działalności gospodarczej i płacenia wybranego podatku.

Doświadczeni doradcy rynkowi biją na alarm, wskazując najczęstszą pułapkę. Ich zdaniem olbrzymim błędem jest naiwne przeświadczenie, że pieniądze zarobione online pozostają dla rządu całkowicie niewidzialne. Za sprawą inteligentnych algorytmów analitycznych oraz dyrektyw nakazujących współpracę portalom aukcyjnym, dzisiejszy fiskus dysponuje wprost gigantycznym arsenałem do prześwietlania naszych e-portfeli.

Wojciech Balczun, minister Aktywów Państwowych [IMPACT 2026]
QUIZ PRL. Czy się stoi, czy się leży, trzy tysiące się należy? Tak pracowano w PRL-u
Pytanie 1 z 15
Jak brzmiało słynne powiedzenie o pracy w PRL z końca lat 60. XX wieku?
QUIZ PRL. Czy się stoi, czy się leży, trzy tysiące się należy. Tak pracowano w PRL-u