Spis treści
Nowelizacja podatków w Sejmie
Do niższej izby parlamentu wpłynął projekt nowelizacji podnoszący drugi próg podatkowy ze 120 tysięcy do 140 tysięcy złotych rocznie, na co czekały miliony Polaków.
Ewentualne wejście w życie zaproponowanych regulacji sprawi, że wybrane osoby odprowadzą niższe daniny na rzecz państwa, co przełoży się na oszczędności rzędu 333 złotych każdego miesiąca.
Obecnie mnóstwo zatrudnionych w ostatnich miesiącach roku wpada w wyższe opodatkowanie, oddając urzędowi skarbowemu 32 procent swoich zarobków, a problem ten dotyka coraz częściej zarabiających w okolicach średniej krajowej.
Wstępne kalkulacje wskazują, że w bieżącym roku barierę 120 tysięcy złotych dochodu rocznego może przekroczyć nawet dwa i pół miliona osób rozliczających się z fiskusem.
Nauczyciele i pielęgniarki uciekną przed wyższym podatkiem
Przedstawiciele sceny politycznej argumentują, że inicjatywa ta stanowi wsparcie dla klasy średniej, obejmującej między innymi pielęgniarki, ratowników medycznych oraz nauczycieli, których rosnące pensje spychają w niekorzystne widełki.
Finansowe skutki obecnego systemu bywają bardzo dotkliwe, ponieważ osoba z wynagrodzeniem 14 tysięcy złotych brutto otrzymuje na początku roku blisko 9,9 tysiąca złotych na rękę, natomiast po przekroczeniu progu jej grudniowa pensja maleje o ponad 2,3 tysiąca złotych.
Nowy próg to 4 tys. zł ulgi rocznie dla rodzin
Zwiększenie limitu do 140 tysięcy złotych diametralnie poprawiłoby tę sytuację, gdyż specjaliści od systemu podatkowego szacują maksymalne zyski na około 4 tysiące złotych rocznie, co w ujęciu miesięcznym daje wspomniane 333 złote zauważalnego zastrzyku gotówki dla wielu rodzin.
Rozwiązanie to budzi jednak pewne wątpliwości ze względu na koszty szacowane na 9 miliardów złotych rocznie, które pomysłodawcy planują sfinansować poprzez wyższą akcyzę na alkohol, dodatkowe obciążenia sektora bankowego oraz wprowadzenie podatku cyfrowego.
Andrzej Domański sceptyczny wobec podnoszenia progów podatkowych
Szanse na rychłe wdrożenie tych przepisów są na razie niewiadomą, a minister finansów Andrzej Domański chłodzi entuzjazm, tłumacząc, że gabinet rządowy nie ma obecnie w planach takich modyfikacji, choć w przypadku zdobycia poparcia ustawa mogłaby zadziałać od 2027 roku.
Dyskusja o modyfikacjach w opodatkowaniu wywołała lawinę komentarzy na platformach społecznościowych.
"Koniec kar za pracowitość" - cieszą się internauci.
Zmagania o sprawiedliwsze i mniejsze daniny potrącane z pensji dla ogromnej rzeszy zatrudnionych Polaków tak naprawdę dopiero startują.