Donald Trump planuje wydobycie ropy na Grenlandii. Kopenhaga reaguje na słowa prezydenta USA

2026-10-15 9:18

Amerykański przywódca Donald Trump ogłosił plany rozpoczęcia poszukiwań surowców naturalnych na terytorium Grenlandii. Deklaracja wywołała szybką odpowiedź ze strony Danii, która zaznacza, że zagraniczne przedsiębiorstwa podlegają lokalnemu prawu, a niedawny pakt z 2026 roku nie gwarantuje Amerykanom specjalnego traktowania.

Prezydent USA Donald Trump w granatowym garniturze oraz idąca obok niego kobieta. O planach na Grenlandii czytaj w Eska.
Autor: Manuel Balce Ceneta/ Associated Press

Amerykański przywódca mówi o surowcach na wyspie. Dania odpowiada prezydentowi USA

W środowy poranek za pośrednictwem serwisu Truth Social amerykański przywódca poinformował o przygotowaniach do masowych prac wydobywczych ropy i gazu. Donald Trump określił terytorium mianem „naszej nowej i pięknej Grenlandii”. Polityk nie podał szczegółów, ale zaznaczył, że obszar ten ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa samych Stanów Zjednoczonych oraz Europy.

Reakcja europejskiego partnera była błyskawiczna oraz bardzo kategoryczna. Duński resort dyplomacji przekazał mediom komunikat, w którym przypomniano, że zarządzanie bogactwami naturalnymi to kompetencja autonomicznych władz wyspy. Ewentualne amerykańskie poszukiwania muszą podlegać regułom lokalnego rządu, a nie administracji w Waszyngtonie. Kopenhaga zaznaczyła, że podpisany niedawno pakt dwustronny nie modyfikuje dotychczasowych zasad w tej materii.

Kto decyduje o bogactwach naturalnych Grenlandii?

Cała dyplomatyczna dyskusja toczy się w cieniu dokumentu wynegocjowanego zaledwie kilka tygodni wcześniej. Pod koniec września 2026 roku w Nowym Jorku Donald Trump, szefowa duńskiego rządu Mette Frederiksen oraz lider grenlandzkiej administracji Jens-Frederik Nielsen podpisali pakt dotyczący szeroko pojętego bezpieczeństwa. Celem umowy było uspokojenie sytuacji po tym, jak wcześniej prezydent USA sugerował chęć przejęcia kontroli nad terytorium.

Wrześniowy dokument faktycznie powiększa amerykańską obecność wojskową w regionie, umożliwiając budowę nowych baz i tarczy antyrakietowej. Jednocześnie pakt jednoznacznie potwierdza duńskie zwierzchnictwo nad obszarem oraz samostanowienie Grenlandczyków. Według MSZ Danii porozumienie w żaden sposób nie daje inwestorom z USA przewagi nad krajami UE czy NATO w dostępie do surowców. Dokument ten skutecznie powstrzymuje kapitał z państw spoza sojuszu przed inwestowaniem w strategiczne sektory, co udowadnia siłę grenlandzkiej autonomii.

Czy słowa polityka zwiastują falę amerykańskich inwestycji?

Deklaracja amerykańskiego przywódcy, mimo braku oparcia w prawie, natychmiast wpłynęła na rynki finansowe. Jak informują duńskie media, po publikacji wpisu w internecie wycena amerykańskich przedsiębiorstw obecnych na wyspie drastycznie wzrosła. Przykładem jest spółka Greenland Energy, która dysponuje już odpowiednią koncesją poszukiwawczą, jednak z powodu braku zgód od lokalnych instytucji wciąż nie rozpoczęła faktycznych odwiertów.

Rynkowy entuzjazm jest jednak błyskawicznie tonowany przez samych Grenlandczyków. W rozmowie ze stacją CNN sytuację skomentował Joergen Hammeken-Holm, wysoki urzędnik regionalnego rządu nadzorujący kwestie gospodarcze. Przyznał on, że korporacje z USA funkcjonują na wyspie, ale sytuacja mocno odbiega od wizji masowego wydobycia kreowanej przez Trumpa. Urzędnik zaznaczył, że przejście od fazy projektowej do realizacji zajmie jeszcze wiele lat. Walka o złoża to obecnie tylko przepychanki słowne, a na realne działania trzeba będzie długo poczekać.

ROLKI