Tegoroczne matury zamiast spokojnego przebiegu przyniosły falę kontrowersji, która rozgrzała opinię publiczną do czerwoności. Najpierw zdjęcia arkusza z języka polskiego opublikowane w sieci chwilę po rozpoczęciu egzaminu. Następnie podobna sytuacja podczas matury z matematyki. W internecie znów zaczęły krążyć fotografie zadań egzaminacyjnych jeszcze przed oficjalną publikacją arkusza przez Centralną Komisję Egzaminacyjną. Pojawiły się pytania: czy doszło do przecieku? Czy egzaminy zostaną unieważnione? I kto za to odpowie?
Czytaj także: Matura 2026 matematyka arkusze i rozwiązania już są. "No to chyba sierpień"
Dyrektor CKE Robert Zakrzewski w rozmowie z Radiem Eska stanowczo studzi emocje i prostuje pojawiające się w przestrzeni publicznej określenia.
Dla ścisłości nie było żadnych wycieków, dlatego że tak jak jest napisane na pierwszej stronie każdego arkusza maturalnego, materiał jest tajny do momentu rozpoczęcia egzaminu maturalnego. I tak się stało wczoraj jak i dzisiaj. Materiał do godziny 9:00 pozostał materiałem i żadnych wycieków nie było. Pewnie pan mówi o nieuczciwości egzaminacyjnej wtedy, kiedy po godzinie 9:00 pojawiły się w sieci zdjęcia arkuszy arkuszy maturalnej. Jest to efekt tego, że ktoś wniósł na salę egzaminacyjną niedozwolone urządzenie, telefon komórkowy, smartwatch, urządzenie, które łączy się z internetem i prawdopodobnie zrobił zrobił zdjęcia. Mówimy o nieuczciwości nieuczciwości egzaminacyjnej – wyjaśnia.
To właśnie wniesienie telefonu, smartwatcha czy innego urządzenia z dostępem do internetu na salę egzaminacyjną jest dziś w centrum całego zamieszania. Przepisy są w tej kwestii bezlitosne – każdy taki przypadek kończy się unieważnieniem egzaminu.
I takich sytuacji już było sporo.
Musimy rozdzielić tutaj dwie rzeczy. Pierwsza rzecz to jest jaka to jest skala? To jest materiał, który państwo mi przesyłacie. Ja analizuję ten materiał. Jeżeli będzie zachodzić pewne podejrzenie, że zostało złamane prawo, to zgłoszę to do do odpowiednich służb. Natomiast unieważnienia mogą odbywać się i odbywały się w dniu wczorajszym, dlatego że zespoły nadzorujące wyłapały takich maturzystów, którzy prawdopodobnie przez nieuwagę wnieśli takie urządzenie telekomunikacyjne, choćby smartwatch na salę egzaminacyjną. I tutaj procedura mówi jasno, że i każde wniesienie, wniesienie jest podstawą do unieważnienia egzaminu. W skali kraju wczoraj to było kilkanaście osób – wyjaśnia dyrektor CKE.
To oznacza jedno: dla kilkunastu maturzystów egzamin dojrzałości zakończył się, zanim na dobre się rozpoczął. Co gorsza – konsekwencje są bardzo poważne.
Tak, unieważnienie dotyczy konkretnej osoby, która wniosła na salę egzaminacyjną urządzenie i niestety swój egzamin będzie mogła ponownie napisać za rok – wyjaśnia Zakrzewski.
CKE nie zamierza też pozostawić sprawy zdjęć arkuszy bez reakcji. Jeśli będzie taka możliwość, autorzy fotografii mają zostać namierzeni. Sprawą mogą zająć się policja i prokuratura.
Jak podkreśla Zakrzewski, Centralna Komisja Egzaminacyjna nie ma narzędzi, by samodzielnie prowadzić szeroko zakrojone działania w ponad 5 tysiącach szkół w całej Polsce. Dlatego, jeśli pojawi się podejrzenie złamania prawa, sprawa trafi do odpowiednich służb.
Oddam sprawę specjalistom: policji i prokuraturze – mówi.
Matura 2026 miała być dla setek tysięcy uczniów przepustką do dalszej edukacji. Tymczasem dla części stała się lekcją, że jeden telefon w kieszeni, smartwatch na ręce albo chwila lekkomyślności mogą kosztować znacznie więcej niż tylko utratę arkusza – mogą kosztować cały rok życia.