Syn Beaty Tadli ma koronawirusa! „Ja stałem w krzakach, a panie krzyczały do mnie z okna”

2020-09-19 11:00
Beata Tadla z synem
Autor: WBF Beata Tadla z synem

Syn Beaty Tadli, Jan Kietliński ma koronawirusa. Swoją historię opowiedział w mediach społecznościowych. Gdzie zaraził się syn znanej dziennikarki? Przeczytajcie całą historię na Hotplota.pl.

Było już kilka przypadków zakażeń koronawirusem w polskim show biznesie. Teraz jest kolejny. Może nie bezpośrednio u osoby ze środowiska, ale jednak. Syn jednej z najpopularniejszych dziennikarek w Polsce, Beaty Tadli przeszedł test na koronawirusa. Wynik był pozytywny.

ESKA XD #002

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Jan swoją historię bardzo szczegółowo opisał na Instagramie. Zobaczcie, co znalazło się na jego InstaStory.

Trzy dni temu obudziłem się chory. Miałem kaszel, gorączkę i suche gardło. Były to objawy zwykłego przeziębienia, jednak co było niepokojące to fakt, że absolutnie nic nie zanosiło się na chorobę. Poprzedniego dnia czułem się świetnie, a zazwyczaj ‘coś mnie bierze’ kilka dni przed! Po konsultacji z lekarzem Lux Med kazano mi udać się do mojego lekarza POZ (Podstawowej Opieki Zdrowotnej). Nie wiedziałem, czy mam takiego lekarza, więc udałem się do pobliskiej przychodni, z której korzystałem w dzieciństwie, żeby złożyć deklarację i takie lekarza uzyskać. Na miejscu panie zrobiły mi awanturę, twierdząc, że przeze mnie zamkną im przychodnię. Kazały mi czekać na dworze aż ustalą co dalej. Po kilku minutach otworzyły okno z pierwszego piętra i kazały mi stanąć w krzakach, żeby poinformować mnie, że jednak posiadam tam lekarza POZ, który zadzwoni do mnie tego samego dnia i powie co dalej. Tak ja stałem w krzakach, a one krzyczały do mnie z okna. Lekarz poinformował mnie telefonicznie, że w przychodni nie działa system do zlecania badań, więc muszę udać się do szpitala zakaźnego i wykonać badanie z ulicy. Mogłem to zrobić 5 godzin wcześniej, ale trudno, nie czepiam się – taki mamy klimat. (Dodatkowo lekarz jest bardzo sympatyczny i mogę być z nim w ciągłym kontakcie w razie jakichkolwiek pytań). W szpitalu zakaźnym zastałem puste namioty i zbłąkanych ludzi z ankietami. Wszyscy czekali na swój wymaz i badanie. W środku sprzęt medyczny, jakieś krzesła, żadnej informacji. Był wieczór. Było zimno, a ja miałem prawie 39 stopni gorączki, więc brak informacji i czekanie na zewnątrz nie było dla mnie zbyt przyjemne. Poszedłem do oddziału, żeby powiedzieć, że jest tam bardzo zimno na co pielęgniarka kazała mi czekać i powiedziała: To trzeba było się ubrać, a nie przyjść bez skarpetek. W końcu po godzinie oczekiwania wykonano mi test. W dreszczach wróciłem do domu, zasnąłem, miałem wysoką gorączkę, jednak sen i leki przeciwzapalne mi pomogły. Następnego dnia czułem się znacznie lepiej, ale… Okazało się, że mam COVID-19. Teraz czeka mnie 10 dni izolacji w mieszkaniu. Czuję się znacznie lepiej, ale nadal nie jest cudownie. Najzabawniejsze jest to, że zjechałem pół Europy, byłem na lotniskach, w samolotach, autobusach i komunikacji miejskiej w wielu miastach. I Nic. Poszedłem na jedną nieduża imprezę w Warszawie i prawdopodobnie tam się zaraziłem... Pamiętajcie! Wirus nadal jest, nigdzie nie zniknął, a pandemia wciąż trwa. Na swoim przykładzie mogę stwierdzić, że można zarazić się w bardzo prosty sposób. Jeśli macie podejrzenie zarażenia, jesteście przeziębieni

ostrzega Jan Kietliński na Instagramie.

NAJNOWSZE