Strzelanina na kampusie uniwersytetu w Karolinie Południowej. 2 osoby nie żyją, 1 ranny
Na terenie kampusu South Carolina State University w Orangeburg doszło w czwartek, 12 lutego wieczorem czasu miejscowego do tragicznej strzelaniny, w której zginęły dwie osoby, a kolejna została ranna - poinformowały władze uczelni w komunikacie prasowym. Tragiczne zdarzenie miało miejsce w kompleksie mieszkaniowym dla studentów tuż po godzinie 21:00 czasu lokalnego. Po zgłoszeniu strzałów władze natychmiast wprowadziły lockdown całego kampusu, który trwał co najmniej cztery godziny. Oficjalne źródła nie podały tożsamości ofiar ani informacji na temat stanu zdrowia osoby rannej. Trwają pracę służb śledczych na miejscu zdarzenia, a kampus i okolice patrolują organy ścigania. W związku z incydentem odwołano piątkowe zajęcia i uruchomiono wsparcie psychologiczne dla studentów i personelu uczelni. To kolejny dramat związany z przemocą z użyciem broni na amerykańskich uczelniach, gdzie problem strzelanin pozostaje poważnym wyzwaniem społecznym i bezpieczeństwa publicznego. Władze uniwersytetu oraz lokalnej policji na razie nie ujawniły, czy zatrzymano podejrzanych bądź czy zdarzenie miało charakter celowy — dochodzenie jest w toku.
Kolejna krwawa strzelanina w placówce oświatowej w Ameryce Północnej. Dwa dni wcześniej masakra w Kanadzie
Strzelanina miała miejsce zaledwie dwa dni po tym, jak do masakry doszło w innym miejscu Ameryki Północnej, w Kanadzie. We wtorek, 10 lutego w Tumbler Ridge na terenie tamtejszej szkoły średniej rozległy się strzały i alarmy. Jak opowiadali ocaleni uczniowie w relacji dla CBC, byli zabarykadowani w klasach przez dwie godziny. Niestety, nie wszyscy zdołali się schować. Osiem osób zginęło na terenie szkoły – to kilkoro uczniów oraz nauczycielka, a także sam sprawca, który odebrał sobie życie. Dwie pozostałe ofiary to zabici jeszcze w domu sprawcy jego 39-letnia matka i 11-letni brat. Jak powiedział podczas konferencji prasowej Dwayne McDonald, zastępca komisarza Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej, sprawcą był 18-letni Jesse Van Rootselaar. „Urodził się jako biologiczny chłopiec, około sześć lat temu rozpoczął transformację w kobietę i identyfikował się jako kobieta” - ujawnił policjant. Jesse według tych doniesień zmieniał płeć od dwunastego roku życia, choć nie sprecyzowano, na czym w tym konkretnym przypadku to polegało. W Kanadzie takie procesy w przypadku dzieci są legalne, a ich zakres zależy od regionu. 18-latek miał niemało problemów i często sam je sprawiał. Jak dodał McDonald, chłopak był doskonale znany policji, wzywanej wielokrotnie do jego domu. Raz nastolatka nawet zatrzymano. Mimo to w domu tym była broń palna. Posiadała ją matka 18-latka, choć jej pozwolenie wygasło jakiś czas temu.