Francja szykuje się na wielkie protesty. Tysiące funkcjonariuszy i prywatna ochrona na ulicach

We Francji spodziewane są kolejne demonstracje związane z rosnącymi kosztami życia. Po zamieszkach, grabieżach i atakach na budynki publiczne, do których doszło tydzień wcześniej, władze zwiększyły siły porządkowe. W sobotę bezpieczeństwa ma pilnować 70 tys. funkcjonariuszy policji i żandarmerii.

To o jedną piątą więcej niż 17 października. W protestach mają uczestniczyć między innymi licealiści, studenci, związki zawodowe oraz grupy społeczne i zawodowe. Akcje koordynowane są na stronie internetowej nawiązującej do ruchu żółtych kamizelek.

Władze wprowadziły lokalne godziny policyjne w tych częściach miast, w których podczas poprzednich manifestacji dochodziło do grabieży i ataków na budynki publiczne. W najbliższych tygodniach mają być dopuszczane jedynie demonstracje organizowane przez związki zawodowe. Wprowadzane zakazy są jednak kwestionowane przed sądami.

Do protestów przygotowują się także właściciele sklepów. Część zasłania witryny drewnianymi płytami, montuje dodatkowe żaluzje lub wynajmuje prywatną ochronę. Handlowcy muszą zdecydować, czy otworzyć lokale. Organizacje branżowe apelują o ich zamknięcie, choć weekend przed 1 listopada zwykle oznacza wzmożony ruch klientów.

Czytaj też: Donald Tusk stanowczo po zamieszkach we Francji. Jasny komunikat premiera w sprawie nielegalnej migracji

W Paryżu związkowy pochód ma wyruszyć o godz. 14. Turyści nie odwiedzą w sobotę Luwru ani Musée d’Orsay. Zamkniętych będzie również 24 stacje metra, m.in. w okolicach Pól Elizejskich, parlamentu i placu Concorde.

KTO NAPRAWDĘ PROTESTUJE W PARYŻU? ZASKOCZENIE!

ROLKI