Spis treści
- Elektrownia jądrowa Paks na Węgrzech może wstrzymać działanie nawet na miesiąc. Wszystko przez suszę i spadek poziomu wody w rzece Dunaj. Obiekt ten odpowiada za produkcję niemal połowy prądu w kraju.
- Polska sieć elektroenergetyczna musi zmierzyć się z mniejszą efektywnością instalacji fotowoltaicznych, a jednoczesnie odnotowuje zwiększony pobór prądu. Rząd zapewnia jednak o pełnym przygotowaniu na trudne warunki.
- Specjaliści biją na alarm przed kryzysowymi pięcioma dniami. Wtedy to w krajach Europy Środkowej słupki rtęci mogą wskazać nawet 45°C. To rodzi spore obawy przed przerwami w dostawach prądu m.in. na Węgrzech, Bałkanach oraz w Rumunii.
- Węgrzy nie wprowadzili na ten moment obowiązkowych limitów zużycia prądu. Stało się tak dzięki postawie ponad 300 podmiotów, w tym instytucji i firm, które z własnej woli zredukowały zapotrzebowanie na energię.
Węgry o krok od katastrofy. Co się dzieje w elektrowni Paks?
Na Węgrzech panuje niezwykle trudna sytuacja. W niedzielę Peter Magyar ostrzegł, że w najbliższych kilkudziesięciu godzinach może dojść do wyłączenia jedynego wciąż funkcjonującego bloku elektrowni Paks. Przyczyną tego stanu rzeczy jest fala upałów połączona ze skrajnie niskim poziomem Dunaju, z którego woda służy do chłodzenia tamtejszych reaktorów.
Zagrożenie jest ogromne, ponieważ elektrownia Paks zaspokaja około 50 procent zapotrzebowania całego kraju na energię elektryczną, a grozi jej całkowite wstrzymanie pracy. Procedura wyłączania trwa od wielu dni. Obecnie zaledwie jeden z czterech reaktorów o mocy 2000 MW kontynuuje pracę, i to w ograniczonym zakresie do 230 MW. Władze Węgier wezwały biznes oraz zwykłych obywateli do samodzielnego oszczędzania energii, by uchronić państwo przed wymuszonymi przerwami w dostawie prądu. Blisko 300 firm dostosowało się do tych zaleceń. Istnieje jednak ryzyko, że takie działania będą niewystarczające, ponieważ synoptycy zapowiadają temperatury w okolicach 40 stopni Celsjusza i brak jakichkolwiek opadów deszczu.
Polecany artykuł:
Czy Polsce grozi blackout przez upały?
W czasie, gdy Węgrzy walczą z brakiem mocy, w Polsce przedstawiciele rządu uspokajają obywateli. Szef resortu energii Miłosz Motyka przekazał, że krajowa sieć elektroenergetyczna poradzi sobie z nadciągającymi upałami. Przedstawiciel rządu w poniedziałkowym wystąpieniu na antenie TVP Info zapewnił o stabilności i gotowości polskich systemów na taką pogodę.
Motyka wskazał jednak na drobne problemy, z jakimi mierzy się sektor. Zwiększająca się liczba instalacji paneli fotowoltaicznych nie gwarantuje wysokiej wydajności w czasie skrajnych upałów. Optymalne warunki do ich pracy to około 25-27 stopni Celsjusza. Kiedy termometry wskazują więcej, wytwarzanie energii spada, a jednocześnie rośnie pobór prądu wynikający z pracy m.in. klimatyzacji. Mimo tych trudności minister zagwarantował, że w poniedziałek system energetyczny nie jest zagrożony, i poradzi sobie z falą gorąca. Tymczasem Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej opublikował alerty drugiego oraz trzeciego stopnia dla południa Polski w związku z nadciągającymi ekstremalnymi temperaturami.
Blackout w Europie to realny scenariusz? "Konsekwencje mogą być bardzo poważne"
Zapewnienia władz w Warszawie nie uciszyły zaniepokojonych analityków, którzy z niepewnością spoglądają na region. Jakub Wiech w dosadny sposób odniósł się do zaistniałych okoliczności za pośrednictwem serwisu X. W swoim poście podkreślił, że chociaż nie chce wzbudzać paniki, to jego zdaniem rozwój wydarzeń w Europie Środkowej w nadchodzącym czasie jawi się w ciemnych barwach.
Wiech podzielił się katastrofalną wizją przyszłości. Przyjął w niej, że ekstremalne temperatury utrzymują się przez blisko tydzień. Prowadzi to do wstrzymania prac w węgierskiej elektrowni Paks i jej rumuńskim odpowiedniku – Cernavodzie. W konsekwencji suszy na Bałkanach mocno spada również produkcja prądu z elektrowni wodnych. Dodatkowo Rosjanie dokonują silnego uderzenia na infrastrukturę na Ukrainie, uniemożliwiając w ten sposób dostarczenie pomocy energetycznej ościennym państwom. W takiej sytuacji pomiędzy godziną 17:00 a 22:00, kiedy konsumpcja prądu bije rekordy, cały system mógłby upaść. Analityk przestrzega, że splot takich nieszczęśliwych zdarzeń mógłby zakończyć się wielkim blackoutem w naszej części Europy, a jego skutki byłyby dużo poważniejsze niż w przypadku tego z 2025 roku w Hiszpanii. W ocenie eksperta najbliższy czas będzie bardzo trudnym sprawdzianem dla stabilności naszego regionu. Pozostaje mieć nadzieję, że uda się go zdać.